1 października na ulice Dęblina wyjedzie komunikacja miejska obsługiwana przez MZK w Puławach. Na razie jeden niskopodłogowy autobus przez trzy miesiące będzie "pomagał" lokalnym przewoźnikom
Od 20 lat po mieście kursują "nyski". Obsługują pasażerów na trasie Lotnisko-Miasto-PKP od godziny 6 do 18. Przewoźników jest dziesięciu. Każdy z nich prowadzi własną działalność gospodarczą. Każdego też obowiązuje 9-godzinny czas pracy. Przewoźnicy nie otrzymują dofinansowania z urzędu miasta w przeciwieństwie do puławskiej "emki". W tej chwili miasto będzie dopłacało do funkcjonowania transportu ok. 16 tys. zł miesięcznie. Przejazd puławską "emką" będzie kosztował 2,5 zł. Dodatkowo będą obowiązywały ulgi.
Kierowcy nie ukrywają, że będzie to dla nich konkurencja. - Wiadomo, że ludzie będą z tego korzystali. My nie możemy sobie pozwolić na wprowadzanie ulg, bo bylibyśmy stratni - mówi pan Jan.
Dodatkowo nowy autobus będzie zajeżdżał na osiedla do tej pory nie obsługiwane. Lokalni przewoźnicy mówią, że im kursy na osiedla oddalone od centrum się nie opłacały. - Kolega przez pewien czas jeździł na Żdżary i przez 3 miesiące przewiózł 7 osób - mówi pan Jerzy Karwacki.
Małe zarobki, duże wydatki
Przewoźnicy skarżą się też na małe zarobki. W Dęblinie ubywa ludzi. Wożą, albo osoby starsze, albo uczniów do szkół tylko w określonych godzinach. Niejednokrotnie zdarza się, że jeżdżą "na pusto" lub z jedną osobą. - Ludzie myślą, że zarabiamy kokosy. Dziwne tylko, że przez 15 lat nie doszedł żaden nowy kierowca tylko ubywa nas - zauważa pan Jan.
Kierowcy zwracają uwagę na to, że wydatków jest sporo. - Jak każda osoba prowadząca własną działalność płacimy co miesiąc 1100 zł ZUS. Aby to zarobić muszę przewieźć 550 osób. Do tego dochodzi paliwo, utrzymanie samochodu, na które średnio każdego roku muszę wydać 2,5 tys. zł. Dwa razy do roku płacę po 200 zł za przegląd. Zarobku tak naprawdę nie ma - mówi kierowca.
"Złote lata" mają za sobą
Panowie z sentymentem wspominają "złote lata" dla transportu. W latach 90. "nyski" cieszyły się ogromną popularnością. Przewoźników było 25 i każdy miał pełne ręce roboty. - Rano z lotniska odjeżdżało po 5 pełnych nysek i tyle samo wracało z miasta, czy ze stacji PKP w godzinach po południowych - mówi pan Henryk. W przeciągu kilkunastu lat zakłady pracy zostały zlikwidowane, młodzież po ukończeniu szkół średnich wyjeżdża do dużych miast.
Przewoźnicy mają podpisane umowy z miastem do 31 grudnia 2016 r. Skarżą się, że do tej pory nikt nie chciał z nimi rozmawiać na temat ich dalszej działalności związanej z obsługiwaniem transportu w Dęblinie. - Zawsze było tak, że jak zmieniał się burmistrz to robił zebranie, rozmawialiśmy, dochodziliśmy do kompromisów - mówi pan Jan, któremu podobnie, jak trzem innym kierowcom, pozostało 4 lata do osiągnięcia wieku emerytalnego. - Chcę dopracować do emerytury, bo kto mnie w tym wieku przyjmie do pracy - pyta retorycznie.
Przewoźnicy mają w planach zrzeszenie się w spółkę, by od stycznia 2017 roku móc startować w przetargach i ubiegać się o dofinansowanie swojej działalności. - Zastanawiamy się, czy nie stworzyć spółki z o.o. lub cywilnej. Jeśli będzie możliwość to na pewno z tej opcji skorzystamy - mówi pan Karwacki.
Póki co "nyski" muszą żyć w zgodzie z nowoczesną "emką". - Mamy nadzieję, że zostanie zorganizowane jeszcze jakieś spotkanie, na którym wszyscy razem będziemy decydować o funkcjonowaniu transportu w Dęblinie - kończy pan Henryk.
Komentarze