Alarm w naszym powiecie podnoszą rolnicy i władze gmin wiejskich, ponieważ zapowiadane w ogólnopolskich mediach odszkodowania za straty spowodowane suszą najprawdopodobniej nie zostaną wypłacone. - Wszystko przez restrykcyjne przepisy, które mijają się z rzeczywistością - twierdzi Zenon Stefanowski, wójt gminy Kłoczew.
Zostali sami
To właśnie jego gmina najbardziej ucierpiała. Do piątku 11 września do urzędu wpłynęły 563 wnioski o odszkodowania. Powierzchnia upraw, które dotknęła susza, to 2,5 tys. ha. Gmina powołała komisję, która zajęła się szacowaniem strat. W jej skład mieli wejść pracownicy urzędu, dwóch delegatów do Lubelskiej Izby Rolniczej z terenu gminy oraz pracownik Ośrodka Doradztwa Rolniczego. - Na dzień dzisiejszy szkody szacują wyłącznie pracownicy urzędu gminy, ponieważ nie mamy wsparcia od lubelskiego ODR, ani LIR - informuje Stefanowski. Dlaczego tak się stało? - Zgodnie z uchwałą LIR delegaci nie muszą brać udziału w pracach komisji, bo nie ustalono zasad zwrotów kosztów ich pracyw tej komisji - mówi wójt. Tak się dzieje, ponieważ delegaci sami prowadzą gospodarstwa. Mają więc co robić. Obłożeni pracą są też kłoczewscy urzędnicy. Zajęć związanych z szacowaniem strat jest tak dużo, że urząd jest niemal sparaliżowany. - Musiałem oddelegować kilku pracowników w teren - denerwuje się wójt.
Małe szanse na wypłaty
Stefanowski podkreśla, że mimo czasu i zaangażowania, jakie wykazują urzędnicy, najprawdopodobniej ich praca pójdzie na marne. - Algorytm, jaki został przyjęty do obliczania strat powoduje, że bardzo niewielu rolników będzie się kwalifikowało do pomocy - mówi.
Do wypłaty odszkodowania będą się kwalifikować gospodarstwa, których straty przekroczą 30 proc. średniej produkcji z ostatnich 3 lat, w tym produkcji zwierzęcej. Przedstawiciele władz centralnych często nie mówią o tym, że pod uwagę będą brane straty z tego okresu.
Kontrolujący biorą pod uwagę straty w produkcji zwierzęcej, a takie jeszcze nie nastąpiły. W takim wypadku tylko w ułamku gospodarstw straty przekraczają wymagane 30 proc. średniej z ostatnich trzech lat. - W mojej ocenie gospodarstwa nastawione na produkcję mleka nie spełniają wymogów - mówi wójt Stefanowski. A więc pomoc trafi do nielicznych.
Wszystko przez zapis o "produkcji zwierzęcej". - Gdyby nie brać tego pod uwagę, to straty kłoczewskich rolników sięgają 50 proc. - informuje wójt. - W tym miejscu wytyczne rządowe mijają się z rzeczywistością - dodaje.
Największe straty w kukurydzy
- Z powodu suszy jest problem z kiszeniem kukurydzy - mówi Artur Fiuk, rolnik z Woli Zadybskiej. Z tego powodu gospodarze masowo przystąpili do koszenia. Każdy dzień dalszego "wzrostu" wiąże się z dodatkową stratą. Pan Artur zebrał o połowę mniej plonów niż przed rokiem. - Z jednego hektara wychodziło 12-13 rozrzutników, w tym roku miałem maksymalnie 6, a znajomi mówią, że mieli po 5 i mniej - wylicza. Straty zanotował też w malinach i sianokiszonce. - Co roku miałem z 4,5 ha łąk 140 bel sianokiszonki. W tym roku tylko 47. To blisko 70 proc. mniej - dodaje. Rolnik przyznaje, że na odszkodowanie nie liczy. - Toprzedwyborcze bicie piany - uważa.
Inni też liczą
W gminie Ułęż wnioski o odszkodowanie złożyło 60 rolników. - Trwa szacowanie strat - informuje sekretarz Renata Makuch. Potrwa przynajmniej do końca tego tygodnia. W Ułężu nikt nie odczuwa, żeby ilość wniosków paraliżowała pracę urzędu. - Jesteśmy dla mieszkańców - podkreśla Makuch.
W gminie Stężyca 20 rolników złożyło wnioski. Uprawy, które ucierpiały to głównie kukurydza, łąki i ziemniaki. - Są również sadownicy, którzy będą mieli 50 proc. mniej zbiorów niż zwykle - mówi Elżbieta Janiszek z urzędu gminy.
Rolnicy z gminy Nowodwór do piątku złożyli 194 wnioski związane z odszkodowaniem. - Najwięcej pism dotyczy kukurydzy, malin oraz łąk - mówi Marek Jazurek z urzędu gminy. Pozostałe uprawy, które ucierpiały to tytoń oraz sady.
Do Urzędu Miejskiego w Rykach wpłynęło blisko 300 wniosków. - Większość dotyczy strat w kukurydzy i łąkach - informuje Katarzyna Miłosz z Wydziału Ochrony Środowiska. Mniej wniosków dotyczy strat w malinach, sadach oraz ziemniakach.
Gminy mają ograniczony czas na szacowanie strat. Gospodarstwa, w których one wystąpiły w wysokości 30 proc. mogą złożyć wniosek do Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa tylko do 30 września. Dlatego urzędnicy muszą uporać się oszacowaniem tak dużej ilości szkód w tak krótkim czasie.
Komentarze