Pani Helena z domu Zdunek urodziła się 12 września 1915 roku w Lasoni. Tam poznała swojego przyszłego męża. Antoni Stachowicz mieszkał w pobliskich Krasnoglinach. Po ślubie zamieszkali w rodzinnym domu pani Heleny. Miała 18 lat. Rok później na świat przyszedł ich pierwszy syn Bogdan. A później córki: Barbara, Janina, Marianna i Irena.
Dobrze sobie radziła
Żyli z gospodarstwa. Na 4 hektarach zajmowali się "wszystkim". - Były owce, kury, gęsi - wspomina córka Marianna. Helena i Antoni przeżyli wspólnie 57 lat. Byli dobrym małżeństwem. Pan Antoni zmarł w 1990 roku. Jego żona przez wiele lat mieszkała samodzielnie. Do 90. roku życia sama chodziła do sklepu w Moszczance po zakupy. Jeszcze rok temu sama zajmowała się domem, gotowała sobie. - Kurki sobie trzymała, pracowała w ogrodzie, zawsze miała wokół domu ładne kwiaty - mówi córka Janina. - Dobrze sobie radziła - dodaje. Niecałe dwa lata temu podupadła na zdrowiu. Przeszła operację. Nie wróciła do pełni sił, ale nie chciała wyprowadzać się ze swojego domu. Potrzebowała coraz więcej opieki. W ubiegłym roku przeprowadziła się do córki Ireny z Sierskowoli. Dwa lata temu w tym samym domu setne urodziny przeżywał ojczym męża pani Ireny - Adolf Pietrasiak.
Nasza Czytelniczka
Pani Helena nadal jest sprawna jak na swój wiek. Wychodzi na podwórko, podsypuje kurom jedzenie. - Ostatnio mówi: "Coś te kury takie słabe, chyba nie dokarmione" i poszła urwać im zielonej trawy - opowiada córka Irena. Wszystko rozumie. Ma świetną pamięć. - Jeżeli my czasami czegoś nie pamiętamy, to mama nam przypomina - mówi córka Janina. - Wie ilu ma prawnuków, pamięta wszystkie imiona - dodaje. Chętnie ogląda telewizję, czyta książki. Obowiązkowo co tydzień przegląda "Twój Głos". Jest prawdopodobnie najstarszą naszą Czytelniczką. Interesuje się tym co się dzieje. Nawet wyborami. Doradza na kogo głosować - Lepszy ma rozum od nas. O wszystkim można z nią porozmawiać. Lubi żartować i opowiadać dowcipy - mówi córka Marianna.
"Grzanka" dla zdrowia
Jaka jest recepta pani Heleny na długowieczność? - Już nie jeden mnie pytał, czy mam taką receptę na swój wiek. Zawsze odpowiadałam, że to moja tajemnica - oznajmia pani Helena. Tylko nam postanowiła uchylić rąbka tajemnicy. Być może sekret tkwi w "grzance". Tak pani Helena nazywa napój, który przez wiele lat sobie przygotowywała. - Cukier, masło no i kapnęło się trochę spirytusu. To było dla zdrowia - przyznaje Jubilatka. - Teraz już nie piję żadnego alkoholu, bo biorę leki - dodaje. Siłę daje jej rodzina. - Cały czas mnie wspiera i pomaga. Bardzo się cieszę, że mam liczną rodzinę - oznajmia stulatka.
100 czerwonych róż
W sobotę, w dniu urodzin, najbliżsi stawili się na przyjęciu urodzinowym. Otrzymała ogromny bukiet ze stu czerwonych róż i mnóstwo życzeń. Wcześniej w kościele w Bobrownikach odprawiona została msza święta w intencji Jubilatki. Oprócz ks. proboszcza Dariusza Cabaja sprawował ją kuzyn pani Heleny ks. Kazimierz Zdunek. - Nie spodziewałam się, że dożyję takiego wieku - przyznaje Helena Stachowicz. W dniu urodzin pani Helena usłyszała głośne "200 lat".
Pani Marianna doczekała się
1 syna
4 córek
16 wnucząt
37 prawnucząt
4 praprawnuków
Od redakcji
"Twój Głos" składa swojej Czytelniczce najlepsze życzenia urodzinowe. Samych radosnych chwil, troski ze strony rodziny i dużo zdrowia.
Komentarze