Reklama

W drodze do zdobycia "Korony Ziemi"

22/09/2015 20:00
Marcin Helak to student nawigacji w Wyższej Szkole Oficerskiej Sił Powietrznych. Wraz z dwoma alpinistami z Warszawy zorganizowali wyprawę Polish Denali Expedidion 2015. Celem było zdobycie szczytu Denali (6195 m n.p.m.), położonego w górach Alaska.

Góra Denali, która do tego roku nazywała się McKinley, jest jedną z najtrudniejszych do zdobycia na liście "Korony Ziemi". Pogoda jest tam bardzo kapryśna. Temperatura na szczycie spada do -30oC, wiatr osiąga prędkość 160 km/h, ciśnienie wynosi tyle co na szczycie gór o 1000 m niższych, ale położonych bliżej równika. Denali znajduje się pod kołem biegunowym. Panuje tam dzień polarny. Przez 24 godziny na dobę jest jasno. - Utrudnia to zaśnięcie i zregenerowanie sił - mówi Helak. Na wyjazd podchorąży był doskonale przygotowany kondycyjnie (trzy dni po zakończeniu wyprawy wziął udział w półmaratonie) oraz psychicznie. - Wydaje mi się, że jeszcze nigdy nie byłem tak dobrze przygotowany do wyprawy w góry - przyznaje.

W połowie maja uczestnicy ekspedycji polecieli do Anchorage, największego miasta na Alasce. Stamtąd autokarem udali się do Talkeetna, miejscowości graniczącej z Narodowym Parkiem Denali, na terenie którego znajduje się góra Denali. Po załatwieniu formalności z władzami parku awionetką dostali się na lodowiec Kahiltna, skąd zaczęła się wspinaczka na szczyt. Byli na wysokości 2200 m n.p.m. W ciągu pierwszych trzech dni ekipa dotarła do obozu na wysokości około 3350 m n.p.m. Zdążyli też wynieść część wyposażenia do przełęczy Windy Corner. Czwartego dnia nastąpiło załamanie pogody. - Widoczność była zerowa, a wiatr bardzo silny. Byliśmy uwięzieni w namiotach - wspomina. Utknęli na cztery dni. Piątego pogoda poprawiła się, co pozwoliło w ciągu dwóch dni na założenie obozu na wysokości 4330 m n.p.m. oraz wyniesienie o 600 m wyżej części ekwipunku przeznaczonego na atak szczytowy.

Załamał się pod nim most

Kolejne załamanie pogody przez następne cztery dni uniemożliwiało podjęcie próby wejścia na szczyt. - W końcu zdecydowaliśmy się spróbować. Mimo silnego wiatru wyszliśmy do obozu na wysokości 5250 m n.p.m., gdzie przeczekaliśmy noc - relacjonuje podchorąży. Następnego dnia ruszyli dalej. Po dwóch dniach dotarli do przełęczy Denali Pass (5650 m n.p.m.), z której wychodzi się na grań szczytową. Podczas podejścia do przełęczy pod Marcinem zapadł się most śnieżny nad szczeliną. - Na szczęście nie była na tyle szeroka, bym wpadł cały - wspomina. Panowały wyjątkowo niskie temperatury, wiał silny wiatr. Uczestnicy powoli tracili czucie w palcach. Zapadła decyzja o powrocie. - Od gór ważniejsze jest bezpieczeństwo. Obiecałem rodzinie, że nigdy nie podejmę ryzyka, które mogłoby kosztować mnie życie - przyznaje Helak.

Wsparcia finansowego na wyprawę udzielił Instytut Techniczny Wojsk Lotniczych oraz Agencja Mienia Wojskowego.

Na "Dachu Europy"

Marcin pierwszy raz w góry pojechał dopiero, gdy miał 17 lat. Wszedł na Kasprowy i poczuł, że to będzie jego pasja. Od tamtej pory każdą wolną chwilę spędzał w górach. Dlaczego? - Przestrzeń, niebywała wolność i symbioza z przyrodą wyzwalają po prostu z uwięzi codziennego życia. Każdy wyjazd coraz bardziej uzależniał - tłumaczy. Z czasem plany stawały się coraz ambitniejsze. Wreszcie pojawił się pomysł zdobycia Mont Blanc. - Wówczas był to dla mnie plan bardzo abstrakcyjny. Mont Blanc od dawna był dla mnie górą nieosiągalną, pewnego rodzaju sacrum - przyznaje. Marzenie się spełniło. Przy pomocy finansowej sponsorów Marcin wraz z trzyosobową ekipą w 2010 roku zdobył "Dach Europy". - Po tamtym sukcesie pojawiła się iskierka nadziei, że może kiedyś uda mi się zdobyć Koronę Ziemi - wspomina.

Do tej pory udało mu się wspiąć na cztery szczyty należące do Korony Ziemi, czyli najwyższe szczyty kontynentów. Zdobył najwyższy szczyt Europy - Mont Blanc, Elbrus na Kaukazie, Aconcagua, najwyższy szczyt Ameryki Południowej oraz Kilimandżaro w Afryce.

"Góry Marzeń"

Helak wspina się w ramach projektu "Góry Marzeń", który stworzył z kolegą z Lublina. Przy organizacji jedyną rzeczą, z którą nie mogli się sami uporać, to strona finansowa. Dzięki wsparciu różnych firm i instytucji mogą pozwolić sobie na zdobywanie kolejnych szczytów. - Tak naprawdę to ich dzieło. Spotkało nas tyle szczęścia, że postanowiliśmy odwdzięczyć się niosąc pomoc innym - mówi. Wspomagają Fundację "Mam Marzenie", która spełnia marzenia dzieci cierpiących na choroby zagrażające ich życiu. Podopieczni mają różne marzenia - od laptopa po spotkanie Małgorzatą Kożuchowską. Akcje może wesprzeć każdy. Wystarczy wejść na stronę www.gorymarzen.pl. - Stworzyliśmy system płatności, za pomocą którego dzieciaki będą mogły się wspinać razem z nami - mówi student. Każda wpłacona przez darczyńców złotówka to 1 m Góry Marzeń pokonany przez podopiecznych fundacji.
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo TwojGlos




Reklama
Najnowsze wiadomości