Trzecie derby powiatu ryckiego były bardzo emocjonującym pojedynkiem. Pomimo padającego deszczu na boisku w Starym Zadybiu panowała gorąca atmosfera. Po bezbramkowej pierwszej połowie gospodarze rzucili się do ataku z zamiarem szybkiego zdobycia gola. Jednak w realizacji zamierzonego celu napastnikom i pomocnikom Piekiełka przeszkadzała szczelna obrona Orląt. Kiedy już podopieczni Witolda Łukasiaka znaleźli się w dogodnej sytuacji strzeleckiej razili nieskutecznością i nerwowymi zachowaniami. Natomiast nowodworzanie przeprowadzały groźne kontrataki. Tylko dzięki znakomitej postawie w bramce Marcina Kuranta Piekiełko, aż trzykrotnie, nie straciło gola. W przedłużonym czasie gry gospodarze trafili do bramki bronionej przez Kamila Wojtasia. Jednak sędzia gola nie uznał gdyż wcześniej dopatrzył się przewinienia piłkarza Piekiełka. W trakcie meczu zawodnicy z Nowodworu głośno krytykując i komentując wydarzenia na boisku umiejętnie podporządkowali sobie sędziego, niejednokrotnie wpływając na jego decyzje. Wzbudziło to wielkie niezadowolenie ze strony gospodarzy, co kończyło się spięciami na linii Piekiełko - arbiter oraz Piekiełko - Orlęta. Do największych starć między piłkarzami obu drużyn i sędzią doszło w końcówce spotkania oraz tuż po jego zakończeniu. To wtedy doszło do przepychanek i ostrej wymiany zdań między stronami. I tak emocje oraz wydarzenia nie związane z grą przyćmiły te najważniejsze czyli piłkarskie.Trzeba przyznać,że zawody rozgrywane w szybkim tempie stały na dobrym poziomie.Podział punktów należy uznać za sprawiedliwy.
- Ten remis przyjmujemy jak zwycięstwo - powiedział po meczu Łukasz Wojtaś, zawodnik Orląt Nowodwór. - Graliśmy z rywalem wyżej notowanym i już ogranym na tym poziomie rozgrywek.
- Nie zagraliśmy dobrego meczu - ocenia Witold Łukasiak, trener Piekiełka. - Nie wykorzystaliśmy sytuacji w pierwszej połowie, a w drugiej była już tylko nerwówka. Nie będę oceniał pracy sędziów, bo nie chcę zniżać się do ich poziomu.
Ułęż bez straty punktu
Dla GSKS-u Ułęż wygrana 2:0 z Uniszowicami to trzecie zwycięstwo z rzędu. Jak twierdzi Robert Pyrka, trener GSKS-u, dla jego zespołu liczy się tylko komplet punktów. O wielkim pechu w meczu z Uniszowicami może mówić Kamil Kamiński. Zawodnik ten po raz pierwszy wyszedł w podstawowym składzie Ułęża i musiał opuścić boisko już po 6 minutach gry. Powodem tej zmiany był... defekt jego buta piłkarskiego.
Gabaryty straciły komplet punktów w meczu z Kamionką, chociaż dęblinianie prowadzili już 3:1. Niestety, w końcówce dali sobie strzelić 3 gole i punkty ze Stężycy (tam jako gospodarze grają Gabaryty) wywieźli goście.
Komentarze