Reklama

Zbuntowana młodzież wygrała turniej (2)

06/10/2015 20:00
W poprzednim numerze TG opisałem drogę drużyny Santosu Dęblin do Srebrnej Piłki za wygranie turnieju Dzikich Drużyn Trybuny Mazowieckiej w 1971 roku. W niniejszym numerze Janusz Kozicki, zawodnik tamtej drużyny, przedstawi bohaterów wyjazdu do Karczewa, gdzie ten turniej został rozegrany.

- Z tej drużyny ponad 70 procent zawodników później grało w Czarnych Dęblin - mówi Jan Czerski, opiekun Santosu. - Nie mówiąc o tym, że grali i w innych klubach. Później wielu z nich zostało trenerami. Udało mi się ich zachęcić do sportu, z czego jestem dumny.

Swoich kolegów z tamtej drużyny przedstawia Janusz Kozicki, znany przed laty piłkarz, między innymi,  Orląt i Czarnych Dęblin oraz trener drużyn z naszego regionu.

Andrzej Szczepaniak - znakomity napastnik, który brał na siebie ciężar gry, strzelał bramki, a z rywalami co chciał, to robił. Był olbrzymim talentem, który ciężko było zatrzymać w Dęblinie. Trafił do Grunwaldu Poznań, a następnie do Lecha Poznań, gdzie grał w I lidze. Później trafił do Stali Rzeszów, wyjechał do USA, a po powrocie do Rzeszowa zginął w wypadku samochodowym.

Henryk Zaręba - grał tylko w szkolnych rozgrywkach. Był wchodzącym zawodnikiem, ale sporo wnosił do naszej gry. Później otworzył prywatny interes. Zmarł na zawał serca.

Waldemar Szczepaniak - brat Andrzeja. Był rok młodszy od nas. Był waleczny, dobry technicznie o niezłych warunkach fizycznych. Waldek później grał w drużynie juniorów Orląt Dęblin w lidze makroregionalnej. Obecnie mieszka w Dęblinie.

Jan Czerski - nasz opiekun i trener. Naprawdę wspaniała postać. To on wciągnął nas do sportu. Był dla nas jak ojciec, przyjaciel, który potrafił nam zorganizować czas i zmobilizować nas do wysiłku. Miał i ma do dzisiaj nasz olbrzymi szacunek.

I jeszcze kilka słów Barbary Czerskiej o swoim mężu Janie, opiekunie drużyny Santosu.

- W tamtym czasie niemal wszyscy nauczyciele wychowania fizycznego w Dęblinie byli po Akademiach Wychowania Fizycznego, a mój mąż był matematykiem i chemikiem. Nie był trenerem piłki nożnej, ale miał olbrzymią pasję, był mocno zaangażowany i kochał to, co robił. Miłość tych młodych piłkarzy do Janka i Jego do nich spowodowały ten sukces. Oni cieszyli się nawzajem sobą i piłką. To wszystko dodatkowo było poparte olbrzymią pracą.

I wracamy do Janusza Kozickiego przedstawiającego kolejnych swoich kolegów.

Zbigniew Mikusek - po naszej przygodzie z turniejem Trybuny Mazowieckiej praktycznie skończył przygodę z piłką. Z tego co wiem, to niestety, również i on nie żyje.

Wiesław Wojewoda - po tym turnieju poszedł na studia, a następnie wyjechał do USA. Niestety, później nasz kontakt się urwał i niewiele mogę powiedzieć na Jego temat.

Andrzej Kalbarczyk - środkowy pomocnik, który miał dobry przegląd pola, doskonały technik i doskonale dogrywał piłkę Andrzejowi Szczepaniakowi i mnie. Dobrze wykonywał rzuty wolne.

Roman Pawlikowski - dość szybko skończył grę w piłkę. Po skończeniu szkoły średniej w Dęblinie chyba poszedł na studia. Obecnie mieszka w naszym mieście i prowadzi prywatną firmę.

Grzegorz Wasiak - stoper, który dysponował spokojem, opanowaniem i rozwagą w grze. Czasami widzę Go, jak przyjeżdża do Dęblina.

Janusz Kozicki - czyli ja. Grałem razem z Andrzejem Szczepaniakiem w ataku. Razem z Nim strzelaliśmy najwięcej goli. Z Andrzejem siedziałem w jednej ławce w szkole. Co ja więcej będę mówił o sobie?

Marek Osiak - grał na prawej stronie. Miał niezły przegląd sytuacji, dobry strzał. Później grał jeszcze w Czarnych Dęblin, a obecnie mieszka i pracuje w Warszawie.

Janusz Karbowski - niewiele wiem co słychać u Janusza.  W tamtym turnieju dużo dla nas znaczył. Wysoki wzrost ułatwiał mu zgrywanie piłki głową do nas.

Janusz Kobylas - nasz bramkarz. Duży talent, skoczny, dobry chwyt, jak na tamte lata dobrze grał w polu. W finale z Rykami złapał rzut karny wykonywany przez Włodzimierza Klebana. Niewiele wiem, co się później z nim działo. Wiem tylko, że już nie żyje.

Janusz Woczur - obunożny piłkarz grający w pomocy. dobry technicznie. Niestety, również i On z tamtej drużyny nie żyje. Szkoda Jego i wszystkich kolegów, którzy od nas odeszli.
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo TwojGlos




Reklama
Najnowsze wiadomości