W poprzednim numerze TG opisałem drogę drużyny Santosu Dęblin do Srebrnej Piłki za wygranie turnieju Dzikich Drużyn Trybuny Mazowieckiej w 1971 roku. W niniejszym numerze Janusz Kozicki, zawodnik tamtej drużyny, przedstawi bohaterów wyjazdu do Karczewa, gdzie ten turniej został rozegrany.
- Z tej drużyny ponad 70 procent zawodników później grało w Czarnych Dęblin - mówi Jan Czerski, opiekun Santosu. - Nie mówiąc o tym, że grali i w innych klubach. Później wielu z nich zostało trenerami. Udało mi się ich zachęcić do sportu, z czego jestem dumny.
Swoich kolegów z tamtej drużyny przedstawia Janusz Kozicki, znany przed laty piłkarz, między innymi, Orląt i Czarnych Dęblin oraz trener drużyn z naszego regionu.
Andrzej Szczepaniak - znakomity napastnik, który brał na siebie ciężar gry, strzelał bramki, a z rywalami co chciał, to robił. Był olbrzymim talentem, który ciężko było zatrzymać w Dęblinie. Trafił do Grunwaldu Poznań, a następnie do Lecha Poznań, gdzie grał w I lidze. Później trafił do Stali Rzeszów, wyjechał do USA, a po powrocie do Rzeszowa zginął w wypadku samochodowym.
Henryk Zaręba - grał tylko w szkolnych rozgrywkach. Był wchodzącym zawodnikiem, ale sporo wnosił do naszej gry. Później otworzył prywatny interes. Zmarł na zawał serca.
Waldemar Szczepaniak - brat Andrzeja. Był rok młodszy od nas. Był waleczny, dobry technicznie o niezłych warunkach fizycznych. Waldek później grał w drużynie juniorów Orląt Dęblin w lidze makroregionalnej. Obecnie mieszka w Dęblinie.
Jan Czerski - nasz opiekun i trener. Naprawdę wspaniała postać. To on wciągnął nas do sportu. Był dla nas jak ojciec, przyjaciel, który potrafił nam zorganizować czas i zmobilizować nas do wysiłku. Miał i ma do dzisiaj nasz olbrzymi szacunek.
I jeszcze kilka słów Barbary Czerskiej o swoim mężu Janie, opiekunie drużyny Santosu.
- W tamtym czasie niemal wszyscy nauczyciele wychowania fizycznego w Dęblinie byli po Akademiach Wychowania Fizycznego, a mój mąż był matematykiem i chemikiem. Nie był trenerem piłki nożnej, ale miał olbrzymią pasję, był mocno zaangażowany i kochał to, co robił. Miłość tych młodych piłkarzy do Janka i Jego do nich spowodowały ten sukces. Oni cieszyli się nawzajem sobą i piłką. To wszystko dodatkowo było poparte olbrzymią pracą.
I wracamy do Janusza Kozickiego przedstawiającego kolejnych swoich kolegów.
Zbigniew Mikusek - po naszej przygodzie z turniejem Trybuny Mazowieckiej praktycznie skończył przygodę z piłką. Z tego co wiem, to niestety, również i on nie żyje.
Wiesław Wojewoda - po tym turnieju poszedł na studia, a następnie wyjechał do USA. Niestety, później nasz kontakt się urwał i niewiele mogę powiedzieć na Jego temat.
Andrzej Kalbarczyk - środkowy pomocnik, który miał dobry przegląd pola, doskonały technik i doskonale dogrywał piłkę Andrzejowi Szczepaniakowi i mnie. Dobrze wykonywał rzuty wolne.
Roman Pawlikowski - dość szybko skończył grę w piłkę. Po skończeniu szkoły średniej w Dęblinie chyba poszedł na studia. Obecnie mieszka w naszym mieście i prowadzi prywatną firmę.
Grzegorz Wasiak - stoper, który dysponował spokojem, opanowaniem i rozwagą w grze. Czasami widzę Go, jak przyjeżdża do Dęblina.
Janusz Kozicki - czyli ja. Grałem razem z Andrzejem Szczepaniakiem w ataku. Razem z Nim strzelaliśmy najwięcej goli. Z Andrzejem siedziałem w jednej ławce w szkole. Co ja więcej będę mówił o sobie?
Marek Osiak - grał na prawej stronie. Miał niezły przegląd sytuacji, dobry strzał. Później grał jeszcze w Czarnych Dęblin, a obecnie mieszka i pracuje w Warszawie.
Janusz Karbowski - niewiele wiem co słychać u Janusza. W tamtym turnieju dużo dla nas znaczył. Wysoki wzrost ułatwiał mu zgrywanie piłki głową do nas.
Janusz Kobylas - nasz bramkarz. Duży talent, skoczny, dobry chwyt, jak na tamte lata dobrze grał w polu. W finale z Rykami złapał rzut karny wykonywany przez Włodzimierza Klebana. Niewiele wiem, co się później z nim działo. Wiem tylko, że już nie żyje.
Janusz Woczur - obunożny piłkarz grający w pomocy. dobry technicznie. Niestety, również i On z tamtej drużyny nie żyje. Szkoda Jego i wszystkich kolegów, którzy od nas odeszli.
Komentarze