Kotami opiekowała się m.in. Magdalena Pecyna i jej córka Iza. - Nie jestem sobie w stanie wyobrazić, że ludzie mogą być tak okrutni - mówi pani Magda.
Nasze Czytelniczki mieszkają na os. Wiślana w Dęblinie. W zaściankach osiedlowych piwnic przychodzą na świat bezpańskie koty. - Po jakimś czasie są samodzielne i nabierają odwagi, by wyjść do ludzi - mówi pani Magda, która wraz z córką i innymi sąsiadami przez ostatnie miesiące dokarmiała trójkę kociaków. - Zostawialiśmy otwarte okna piwnic, by mogły skryć się przed chłodem. Sporej części tej gromadki udało się znaleźć nowy dom - mówi Iza, która w poniedziałek wieczorem wyszła na spacer z psem. Właśnie wtedy dokonała strasznego odkrycia. - Zobaczyłam naszego 3-miesięcznego kota, który leżał przy oknie w piwnicy. Jego oddech był płytki i charczący. Piana toczyła mu się z pyszczka - opowiada dziewczyna.
Szybko zadzwoniła do Marka Postrzecha, właściciela przychodni weterynaryjnej "Esculap" w Dęblinie. Kot trafił do lecznicy. - Był w stanie ciężkim z typowymi objawami otrucia - informuje weterynarz. Niestety nie udało się go uratować. Okazało się, że kot znaleziony przez Izę były już drugim otrutym tego dnia.
- Podejrzewamy, że mógł być to preparat owadobójczy zmieszany z karmą - mówi Marek Postrzech, który przeprowadził sekcję pierwszego zwierzęcia.
W gromadzie były jeszcze dwa koty. - Nie udało się jednak ich odnaleźć. Nie przyszły pod blok na kolację. Pewnie zdechły w mękach - mówi Iza.
Komentarze