Tadeusz Pielak z Kłoczewa za działalność opozycyjną w PRL-u właśnie otrzymał od wojewody Krzyż Wolności i Solidarności. Uroczystość odbyła się w czwartek w Urzędzie Wojewódzkim w Lublinie. - To wyraz szacunku dla pracy i służby na rzecz państwa polskiego i społeczeństwa - mówił podczas spotkanie wojewoda Wojciech Wilk - To jedno z ważniejszych odznaczeń w kraju - dodaje.
Pierwsza "Solidarność" w powiecie
Mimo, że Tadeusz Pielak od początku lat 80. mieszka w Kłoczewie, działalność opozycyjną rozpoczął w powiecie garwolińskim, gdzie pracował. - W 1980 założyłem pierwszą komisję w powiecie, w zakładzie "Bumar-Waryński" w Żelechowie - wspomina. Aby zdobyć potrzebne dokumenty musiał kilka razy udać się do Warszawy. - Miałem to szczęście, że często jeździłem do stolicy w delegacje i przy okazji zachodziłem na ul. Szpitalną do głównej siedziby Związku Regionu Mazowsze - dodaje.
Kiedy zaczęły się zapisy do związku zawodowego chętnych nie brakowało. - Pierwszego dnia zapisało się ponad 100 osób. Wkrótce związkowcami było już 300 pracowników, a zakład zatrudniał 400 - mówi Pielak.Wybrano go przewodniczącym Komisji Zakładowej NSZZ "Solidarność". To stanowisko piastował do lipca 2001 roku.
"Pałowany"przez milicję
Był październik 1982. Zwykle wracał z pracy razem z żoną, autobusem do Kłoczewa. Tym razem na przystanku był sam. Dookoła żadnych ludzi. W pewnym momencie podeszło do niego kilku milicjantów. Okazało się, że to dyrektor jego zakładu zawiadomił służby, że z Pielakiem nikogo nie ma i można go "zgarnąć". Aby zabrać go na komisariat, mundurowi użyli fortelu. - Powiedzieli, że żonie coś się stało i muszę z nimi pójść - opowiada. Kiedy przekroczyli próg komendy zaczęli okładać go pałami. - Funkcjonariusze krzyczeli: chciałeś "Solidarności" to masz za "Solidarność" - wspomina. - A ja za każdym uderzeniem pały krzyczałem "Niech żyje!" - dodaje.
Po "wizycie" w komisariacie nie trafił do szpitala. Poobijany i siny wrócił do domu. - Żona w pierwszej chwili mnie nie poznała. Dzieci zaczęły płakać, ale jakoś doszedłem do siebie - mówi pan Tadeusz. W leczeniu pomógł doktor Imiłkowski, który też był związkowcem. - Powiedział, żebym nie szedł do szpitala, bo jako człowiek "Solidarności" mogę nie dostać pomocy - kończy.
Zastraszany przez SB
Tadeusz Pielak ma 64 lata. Był przewodniczącym Komitetu Założycielskiego NSZZ "Solidarność" Regionu Mazowsze w "Bumar-Waryński" Żelechów od 7 października 1980 r. Po wyborach przewodniczącym Komisji Zakładowej NSZZ "Solidarność" do lipca 2001 r. Współzałożyciel Oddziału Garwolin w latach 1980 i 1989 oraz założyciel Oddziału Żelechów Regionu Mazowsze w 1981 r. Przesłuchiwany i straszony przez oficerów SB. W październiku 1982 r. zatrzymany i ciężko pobity w komisariacie w Żelechowie za działalność opozycyjną. Obecnie przebywa na emeryturze.
Komentarze