W piątek do Sądu Rejonowego w Rykach prokuratura wysłała wiosek o wydanie wyroku skazującego. Może on zapaść bez przeprowadzania rozprawy. - Oskarżony przyznał się do winy i dobrowolnie poddał karze - informuje Hanna Dobek z ryckiej prokuratury. - Wnioskujemy o 2 lata pozbawienia wolności w zawieszeniu na 5 lat, 5-letni zakaz wykonywania zawodu dróżnika oraz nawiązkę w wysokości 2 tys. zł - dodaje prokurator.
Sąd teraz musi zapoznać się z aktami. Może uznać, że proponowana kara i materiał dowodowy są wystarczające i przychylić się do wniosku prokuratury. Może też zdecydować o odesłaniu dokumentów śledczym, zażądać ich uzupełnienia i sporządzenia aktu oskarżenia.
Według ustaleń śledczych, Józef G. pełniąc służbę uniósł zapory rogatek podczas odbywającego się ruchu pociągów. Umożliwiło to przejazd przez torowisko co najmniej 10 samochodom i rowerzystce. - Dróżnik naruszył zasady bezpieczeństwa i nieumyślnie doprowadził do śmiertelnego potrącenia rowerzystki - mówi Dobek.
Przebieg wydarzeń
Jak ustaliła prokuratura, do przejazdu zbliżały się dwa pociągi: osobowy od strony Radomia i pospieszny z Dęblina. Dróżnika poinformował o tym dyżurny ruchu. Józef G. opuścił zapory.
"Jednostka" przejechała przez przejazd, ale zatrzymała się kilkanaście metrów za nim z powodu awarii. Prawdopodobnie wtedy dróżnik wszedł do budki, aby zapytać dyżurnego ruchu co się stało. Z relacji świadków wynika, że Józef G. po wyjściu z budynku podniósł zapory. Samochody, które stały po obu stronach przejazdu ruszyły. Wtedy dróżnik zobaczył zbliżający się pociąg pospieszny i zaczął opuszczać szlaban. Pomiędzy zaporami utknęło sześć samochodów i 16-letnia rowerzystka. Pociąg osobowy, który uległ awarii, zasłaniał jadący pociąg pośpieszny.
Miała słuchawki na uszach
Kiedy kierowcy znajdujący się na przejeździe zauważyli zbliżający się skład pośpieszny relacji Kołobrzeg - Kraków zaczęli trąbić na rowerzystkę. Maszynista także dawał sygnały dźwiękowe i rozpoczął hamowanie. Jednak dziewczyna nie reagowała. Jak się później okazało, jechała ze słuchawkami w uszach. - Przejeżdżający pociąg uderzył w nią - mówi prokurator. Skład się zatrzymał w momencie, kiedy trzeci wagon opuścił przejazd.
Z informacji, jakie otrzymaliśmy od śledczych wynika, że dopuszczalna prędkość w tym miejscu to 90 km/h. - Tachograf wskazał, że pociąg pośpieszy jechał z prędkością 63 km/h, czyli dużo poniżej dopuszczalnej - mówi Hanna Dobek.
Nie wiadomo jeszcze, kiedy sąd zajmie się wnioskiem prokuratury o ukarania dróżnika.
Komentarze