Poznali się na wiejskiej zabawie w Moszczance. Pani Jadwiga sprzedawała tam bilety.- Kiedy na nią spojrzałem, od razu wpadła mi w oko. Miała w sobie to coś - mówi pan Stanisław. Młodzi byli sobą zachwyceni. - Między nami zaiskrzyło. To była miłość od pierwszego wejrzenia - dodaje pani Jadwiga. - Przetańczyliśmy całą noc. W jego ramionach czułam się bezpiecznie. Zaufałam mu na tyle, że w tańcu powierzyłam swoją torebkę - oznajmia szczęśliwa mężatka. Tamten dzień państwo Majowie wspominają do dzisiaj. - Od tamtej pory oficjalnie byliśmy parą - przyznają.Zakochani nie widywali się często. W tamtych latach nie było samochodów, a dodatkowo każde z nich miało mnóstwo obowiązków w domu. - Kiedy się spotykaliśmy, najbardziej lubiłem moją lubą w kolorowej sukience w kwiaty. Chciałem, żeby zachowała ją na zawsze, ale niestety nie udało się - wspomina pan Stanisław.
"Mamy siebie"
Pamiętna zabawa była wiosną, a jesienią 1954 roku odbył się ślub. - Tego dnia pogoda dopisała. Mimo, że była późna jesień, cały dzień świeciło słońce. Uznałam to za dobry znak - wspomina pani Maj. Na początku młodemu małżeństwu nie było łatwo. Były ciężkie czasy, nie było prądu, ani samochodów. - Pierwsze radio dostaliśmy w prezencie ślubnym. To umilało nam czas. Czytaliśmy też dużo książek przy lampie naftowej - wspominają małżonkowie.
Państwo Majowie wiele razem przeżyli. Raz było lepiej, raz gorzej. Doczekali się trójki dzieci, pięcioro wnuków i dwojga prawnucząt. Przyznają, że ich małżeństwo jest zgodne. - Nie kłócimy się, czasem tylko sprzeczamy, ale to normalne w każdym małżeństwie - mówi pan Stanisław.
Zapytani o receptę na tak długi staż małżeński, odpowiadają, że najważniejsza jest miłość i zrozumienie, a także wytrwałość i akceptacja. - Jesteśmy ze sobą bardzo szczęśliwi. To cudowne, że mamy siebie - kończą.
Państwo Majowie: Najważniejsza jest miłość, akceptacja, zrozumienie i wytrwałość
Komentarze