"Poprzycnica" to nazwa spódnic, jakie nosiły gospodynie wiejskie w okolicach Ryk na przełomie XIX i XX wieku. Pochodziła od tego, jak układały się na niej pasy ozdobne. W poprzek. Kobiety spódnice tkały same. - Warsztat tkacki był niemal w każdym domu - zauważa folklorysta Paweł Warowny. Razem z Dorotą Wesołek, przewodnicząca Rady Miejskiej w Rykach oraz prezes Stowarzyszenia na rzecz Tradycji i Rozwoju Wsi Bazanów "Nowoczesna Pani" napisali projekt, sięgnęli po dotację i wzięli się do pracy. Za prawie 12 tys. zł z programu "Seniorzy w akcji", prowadzonego przez Towarzystwo Inicjatyw Twórczych "ę", w Bazanowie powstała pracownia tkactwa. Panie z Kół Gospodyń Wiejskich z Rososzy, Brusowa, Moszczanki i Bazanowa zaczęły pracę na krosnach w ramach warsztatów. Za wszystko zapłaciła Polsko-Amerykańska Fundacja Wolności. Projekt nazwali "Poprzycnica", właśnie tak, jak kiedyś mówiono na kobiece spódnice z pasami w poprzek.
Krosno pod węglem
- Tkactwo wraca do łask - mówi Warowny. Opowiada, z jakimi trudnościami trzeba się było zmierzyć, żeby skompletować sprzęt do pracowni tkackiej. Znajdują się w niej dwa krosna. Pierwsze wypożyczyła Janina Piechota. - Warsztat trzeba było wyciągnąć z komórki. Najpierw odwalaliśmy węgiel, potem go myliśmy i czyściliśmy. Wszystko zostało odświeżone - wspomina Warowny. Drugi warsztat sprowadzony został przez siostrę Doroty Wesołek ze Szwecji. Tam go kupiła. Nabywcy przywieźli go do Polski autem z przyczepką. Nagrali filmik podczas demontażu. Wszystko po to, żeby w Bazanowie bez problemu go złożyć. - Teraz szukamy kogoś, kto uruchomi warsztat. Ma inne zasady działania - zdradza pan Paweł.
Precyzja i cierpliwość
Od początku twórcom "Poprzycnicy" przyświecały dwa cele: powrót do tradycji i integracja pokoleniowa mieszkańców. Pomysł z warsztatami tkackimi był strzałem w dziesiątkę.
Pnie z kół gospodyń spotykały się regularnie przez kilka miesięcy. Wspólnie tkały stroje. - Będziemy mogły w nich występować - mówi Ewa Walasek z Rososzy. Niektóre z pań doskonale pamiętają, jak tkały różne tkaniny wiele lat temu. - Pamiętam, jak mama uczyła mnie tej sztuki. Nie jest to łatwe. Wymaga precyzji i cierpliwości. Kiedy zaczęłam miałam 19 lat. Do tej pory mam warsztat tkacki. Ma ponad 60 lat - dodaje Janina Kamińska z Rososzy.
W pracowni odbywają się warsztaty z zakresu tkactwa tradycyjnego, gdzie można nauczyć się ręcznego tkania regionalnych materiałów. Są też szkolenia z zakresu tkactwa współczesnego z wykorzystaniem nowatorskich technik i materiałów oraz zajęcia z tkactwa ekologicznego. Projekt "Poprzycnice" został zamknięty 12 czerwca.
Komentarze