Najbardziej niezadowoleni byli Żydzi, ale wśród mieszkańców znajdowali się i tacy, którzy na wieść o inwestycji zacierali ręce. Budowa nowego drogowego wjazdu na lotnisko radykalnie zmieniła wizerunek Dęblina
Stały rozwój lotnictwa i sił powietrznych odrodzonego państwa polskiego wywoływał konieczność rozwoju tego ważnego rodzaju wojsk. W przypadku Dęblina zmiany były powodowane niezbyt korzystną lokalizacją bramy wjazdowej na lotnisko. Znajdujący się na przedłużeniu ul. Piłsudskiego stary wjazd (a wraz z nim wartownia i budynki kompanii wartowniczej) znajdował się zbyt blisko pola wzlotów. Przybysze wręcz ocierali się o hangary i stojące samoloty.
Z tych powodów na krótko przed wybuchem drugiej wojny światowej, dowództwo postanowiło dokonać przebudowy dawnej bramy. Plan zakładał wykorzystanie na ten cel polnej drogi biegnącej od ul. Warszawskiej wzdłuż rzeczki Irenki w kierunku lotniska. Droga miała być rozbudowana i prowadzić przez część administracyjno-gospodarczą, z dala od samolotów.
Aby inwestycja była w ogóle możliwa do realizacji, administracja wojewódzka podjęła decyzję o wywłaszczeniu pasa nieruchomości żydowskich na odcinku od wspomnianej rzeczki do kina „Bajka”, wzdłuż południowej strony ul. Warszawskiej. Wywłaszczenie było podyktowane wyższą koniecznością społeczną i nastąpiło zgodnie z literą obowiązującego prawa. Władze przestrzegały zwłaszcza zasady wypłacania odszkodowań właścicielom, którzy utracili swoje grunty. Ale mimo takiej staranności nie brakowało podczas początków budowy nieporozumień i konfliktów.
Kiedy buldożery wjechały na teren opuszczonych domostw, wybuchł wielki tumult. Nie pomogła nawet obstawa policji i wojska. Najbardziej negatywnie nastawieni byli oczywiście właściciele nieruchomości (głównie Żydzi). Z nieukrywaną złością patrzyli na rujnowanie ich dorobku życia. Ponoć biegali rwąc sobie włosy z głowy krzycząc: „Giewałt!”, „Giewałt!”. Ale wśród mieszkańców byli i tacy, którzy korzystając z chwili zacierali ręce.
Trudno było się dziwić tak emocjonalnym reakcjom Żydów na rozpoczynaną budowę nowej drogi na dęblińskie lotnisko. Z chwilą tych prac utracili swoje obiekty handlowe rozlokowane na części ul. Warszawskiej. Jednocześnie „podupadła” na znaczeniu ul. Pocztowa-Piłsudskiego, która także słynęła z handlu, a znajdowała się w pobliżu Warszawskiej. Okolicznym mieszkańcom żal było chociażby kolonialnego sklepiku Żyda Mleczkiewicza. Znany w mieście handlarz słynął ze sprzedaży niezwykle smacznych śledzi marynowanych. Były przechowywane w dużych, szklanych słojach i cieszyły się olbrzymią popularnością wśród kupujących.
Po wybuchu wojny i upadku kampanii wrześniowej, rozpoczętą inwestycją zajęli się Niemcy. W 1940 r. zaczęli utwardzać drogę biegnącą na lotnisko i budować nową bramę. Początkowo był to drewniany czarno-biały szlaban i budka wartownicza. Z czasem całość uległa rozbudowie. Okupanci wznieśli nową wartownię i ustawili bramę główną. Taki wydatek miał swoje uzasadnienie. Niemcy szykowali się bowiem na planowaną wojnę ze Związkiem Radzieckim. Dlatego nowy wjazd na lotnisko był im potrzebny ze względów strategicznych.
Wygodny dostęp na lotnisko miały nie tylko pojazdy kołowe, ale i pociągi. Stąd nic dziwnego, że w krótkim czasie został uruchomiony transport na trasie lotnisko - Dęblin - lotnisko - Ułęż. Ciekawość dębliniaków wzbudzały zwłaszcza zakryte dachem wagony kolejowe, umieszczone na specjalnych wielooponowych lorach. Ciągnęły je specjalne, ciężkie traktory wjeżdżające obok Irenki na ul. Warszawską. W ten wygodny sposób przewożono bomby, paliwo i cały potrzebny sprzęt wojskowy bez konieczności podwójnego przeładunku.
W czasie okupacji Niemcy używali nowego wjazdu na Irence jako podstawowego. Natomiast wejściem starym wprowadzali grupy Żydów do pracy na lotnisku. Każdego dnia, o godz. 6 rano, żołnierze formowali ich w getcie trójkami. Utworzona w ten sposób kolumna Arbeitkerommanda, pod nadzorem policjantów żydowskich wyznaczonych przez Judenrat, była pędzona przez bramę. Ponoć w czasie takiego marszu często dochodziło do upokarzania i bicia Żydów. Byli m.in. zmuszani do szyderczego śpiewu (na melodię „Nasz Śmigły-Rydz”) „Marszałek Śmigły-Rydz - nie nauczył nas nic! / A Hitler nasz złoty - nauczył roboty!”.
Po wojnie następowały dalsze zmiany w wyglądzie i otoczeniu bramy. Obok kina (pod zmienioną odtąd nazwą „Irena”) był zielony skwerek, alejki i ławki. Na tym trawniku, pod drutami, miejscowi chłopcy grali w „nogę” przepędzani ustawicznie przez miejskiego ogrodnika.
Z kolei w latach 60-tych PSS „Społem” wybudował obok kina kawiarenkę „Syrenka” z grającą szafą i małym parkietem. O miejsca przy stolikach i tańce z dziewczynami dęblińscy kawalerowie regularne toczyli boje z podchorążymi, przezywanymi „kompotami”. W ruch szły pięści i skórzane pasy z metalowymi klamrami.
Tadeusz Opieka,
opr. Tomasz Kępka
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze