- Płacimy składki, a i tak swoje musimy odczekać. W rezultacie trzeba będzie pójść do lekarza na wizytę prywatną. Nie stać mnie na to - mówi pani Barbara z Dęblina
Kolejka ciągnęła się aż na schody wejściowe. - Przyjechałem z 90-letnim tatą, który mieszka w Stężycy. Chciałem zapisać go do urologa i żonę, która potrzebuje wizyty u endokrynologa - mówi Ryszard Gadowski z Dęblina. - Czekaliśmy kilka godzin. W środku zrobiło się ciasno, duszno i gorąco. Nie było wolnych miejsc. Wyszliśmy na zewnątrz, bo tata źle czuł się w takim zgiełku. Po powrocie kolejka jeszcze bardziej się zagęściła, więc zrezygnowaliśmy - dodaje. Pan Ryszard odwiózł tatę do domu i poprosił znajomego, żeby zapytał o wolne miejsca do urologa. - Udało się zarejestrować tatę na sierpień, bo było jeszcze kilka wolnych miejsc, ale żona nie załapała się - wyjaśnia. Twierdzi, że obecnie większość pacjentów z powiatu kieruje się do dęblińskiej przychodni, bo w okolicy brakuje lekarzy. - Powiatowy szpital nie funkcjonuje, a w przychodniach nie ma specjalistów. Tę kwestię powinien rozwiązać Narodowy Fundusz Zdrowia i zainteresować się losem starszych i chorych ludzi - mówi pan Ryszard.
- To chory system, bo w dniu wizyty nie mogę zapisać się na kolejną. Musiałem przyjechać specjalnie i czekać - dodaje Zbigniew Cuch z Nowego Bazanowa. Przyjechał zapisać się do kardiologa. Wizyty ma przeważnie co trzy miesiące. W grudniu zapisał się na kwiecień. Wcześniej leczył się w Rykach, ale od kiedy nie ma tam specjalisty w ramach NFZ, przyjeżdża do Dęblina.
Na brak organizacji w przychodni skarży się też Andrzej Kornas z Rososzy. - Najpierw wyczekam się w kolejce, a później do dwóch miesięcy poczekam na wizytę. Nic nie ma na "już" - tłumaczy. - Niektórzy czekali tu od 5 rano - dodaje.
Zapisy do specjalistów odbywały się w poniedziałek (6 maja). - To niedorzeczne, żeby robić tu taki spęd. Ludzi jest mnóstwo i każdy jest niezadowolony. Płacimy składki, a i tak swoje musimy odczekać - mówi pani Barbara z Dęblina, która chciała zapisać się do endokrynologa. - W rezultacie trzeba będzie pójść do lekarza na wizytę prywatną, a ze skromnej emerytury niełatwo cokolwiek odłożyć. Nie stać mnie na to - dodaje.
Niezadowolona pacjentka miała dość i udała się na rozmowę z dyrektor placówki Urszulą Pielacką - Chodoła.
- Musimy rozwiązać ten problem organizacyjnie, ponieważ oczekiwania pacjentów przerastają nasze możliwości kontraktowe - mówi. Urszula Pielacka - Chodoła tłumaczy, że sytuacja wynika z braku specjalistów w całym powiecie. - W pobliskich placówkach nie ma konsultacji kardiologicznych, urologicznych, ani endokrynologicznych w ramach NFZ. Mamy steki pacjentów i stąd takie kolejki - mówi. - Nieustannie staram się rozszerzać poradnictwo i jest wiele zainteresowanych osób. Mam nadzieję, że uda się wszystko dograć, tak aby pacjenci byli zadowoleni - kończy.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze