21/11/2025 | Autor: Twój Głos | źródło: twojglos.pl
Był 14 listopada, gdy Jan Piecek chwycił za długopis i opisał sytuację, w jakiej znajdowała się jego formacja wojskowa. Na szczęście, by zdać relację, nie musiał siedzieć w okopach. Losy wojny rzuciły go jednak aż do Stanisławowa. W liście próżno szukać mrocznych obrazów ówczesnej codzienności. Na światło dzienne wypływa zaś niepewność i troska o najbliższych, których nasz bohater pozostawił w okolicy Kłoczewa. Skarb ze starego, babcinego kufra Jan Piecek urodził się w 1898 r. w rodzinie Józefa i Marianny z Okuniów (Okoniów), najpewniej w Czernicu. Wychowywał się wśród pięciorga rodzeństwa (miał same siostry) w gospodarstwie rolnym, jakie prowadzili jego rodzice. Więcej informacji o jego młodzieńczym życiu nie ma. Jaką skończył szkołę, kiedy i jak trafił do wojska, nie wiadomo. Żadne dokumenty bowiem nie przetrwały. Zostały strawione przez pożar, jaki dotknął rodzinę Piecków w 1961 r. Cudem ocalony list z 1919 r. przeleżał niepostrzeżenie kilkadziesiąt lat w... starym drewnianym kufrze. Odnalazł go Robert Markiewicz, historyk i pracownik Wojskowego Biura Historycznego w Warszawie. - W skrzyni natknąłem się na dokumenty mojego pradziadka Karola Walaszka, który był żołnierzem lejbgrenadierskiego jekaterynosławskiego pułku Jewo Wielicziestwa Cara Aleksandra II oraz mojego dziadka Władysława Walaska, żołnierza 32. pułku piechoty walczącego w bitwie polsko-bolszewickiej. A po dokładnym przejrzeniu kufra natknąłem się na coś jeszcze. Był to list brata mojej babci, pisany z frontu ze Stanisławowa - zdradza historyk. „18-ście mil za miastem Lwowem” W liście, oprócz dokładnej daty jego napisania, odnaleźć można kilka faktów z wojennej codzienności Jana Piecka. Śladów walki nie ma, ale za to czytelnik może sobie wyobrazić, w jakich porach dnia wojsko się wówczas przemieszczało. Z treści pisma wynika, że oddział Jana przez pewien czas stacjonował w Lublinie. Być może był to dość długi okres, bo mieszkaniec Czernica powołuje się na ten fakt w swoim liście. A jego rodzina miała mieć o tym wiedzę już wcześniej „W Lublinie mnie nie ma, zapewne o tem wiecie. Więc ja jestem w mieście Stanisławowie, 18-ście mil za miastem Lwowem, w Galicyji Wschodniej, w niedalekiej odległości od gór karpackich”, czytamy w odręcznym piśmie naszego bohatera. W dalszej części manuskryptu dowiadujemy się dokładnie, że Jan Piecek aktualnie nie przebywa w okopach, ani nie bierze udziału w walce. „Trza wam wiedzieć, że ja nie jestem na froncie, tylko stojemy w mieście”, napisał Piecek. „Brakowało koron, zdałyby się i marki” O tym jak dotarł z wojskiem do Stanisławowa, mieszkaniec Czernica opowiedział z precyzją właściwą dla żołnierza. „Dnia 9 [listopada - przypis T.K.] o godzinie 2-giej wyjechaliśmy [najpewniej z Lublina - przyp. T.K.]. Po północku przyjechaliśmy do miasta Lwowa dnia 11 listopada o godzinie 12-stej w południe. Z miasta Lwowa wyjechaliśmy 5 po południu i przyjechaliśmy do miasta Stanisławowa dnia 12 listopada o godzinie 8-ej rano. Od godziny 8 stojeliśmy do dnia 13 listopada do godziny 12-tej w południe na stacyji w Stanisławowie. Na godzinę 12 przyszliśmy do koszar do miasta”, odnotował w liście do matki. A jak mijała podróż wojakom. Jan Piecek sugeruje w liście, że nastrój żołnierzy był niemalże wyśmienity. „Dobra i wesoła była podróż, tylko brakowało nam koron, przydałyby się i marki. Ale jak nie było...”, zwierza się mieszkaniec Czernica. Relacja z listu niestety na tym się urywa. Nie wiadomo, co się dalej działo z Janem w Stanisławowie. Trudno dziś nawet odszyfrować, w jakim oddziale mógł służyć. Historycy podają tylko, że w tamtym czasie w okolicy Stanisławowa przebywały jednostki wchodzące w skład 5 Dywizji Piechoty i 12 Dywizji Piechoty. Ostatnie lata w wózku inwalidzkim Analizując życie Jana można tylko z łatwością wysnuć, że wojnę polsko-bolszewicką przeżył. Najprawdopodobniej dalej kontynuował walkę i zakończył ją aż po zwycięstwie pod Warszawą. Potomni Jana wiedzą, że po wojnie powrócił w rodzinne strony i osiadł na gospodarstwie rolnym w Czernicu. Tam też założył rodzinę żeniąc się z mieszkanką tej samej miejscowości, Katarzyną Piszczek. Oboje wiedli udane życie. Prowadzili własne gospodarstwo i doczekali trójki dzieci. Urodził im się bowiem syn i dwie córki. Następne trzy dekady życia Jana Piecka znowu okrywają tajemnice. Jedno jest tylko pewne: mimo, że miał doświadczenie wojskowe, nie wziął udziału w Wojnie Obronnej 1939 r. Ale czy później włączył się w partyzantkę, tego już nie wiadomo. Drugą wojnę światową też udało mu się przeżyć. Ale kilka lat później, niestety pogorszyło się jego zdrowie. Od 1950 r. był przykuty do wózka inwalidzkiego. Na nogi się już nie podniósł, a w międzyczasie spotkał jego i jego rodzinę dramat. Wówczas dom naszego bohatera pochłonęła pożoga, która strawiła wszystkie rodzinne pamiątki oraz dokumenty. Mieszkaniec Czernica zmarł trzy lata po tym pożarze, 2 czerwca 1964 r. Miał wtedy 66 lat. Mogiła świadka „Cudu nad Wisłą” znajduje się na cmentarzu w Kłoczewie. „Do widzenia, Kochana Mamo...” Wracając do listu z 1919 r., nie można pominąć stylu, w jakim został napisany. Widać w nim wyraźnie, jakie wartości przekazali Janowi jego rodzice. Ryt chrześcijański widoczny jest w jego liście w sposób bardzo mocny. Uwagę zwracają już pierwsze zdania listu i zwroty dziś praktycznie nie używane w takich okolicznościach. „Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus. A spodziewam się, że mi odpowiecie, Kochana Mamo, na wieki wieków amen. Donoszę Wam, że ja z łaski Boga najwyższego i Matki Najświętszej, jestem żyw i zdrów, tego i Wam, Mamo życzę”, możemy przeczytać w piśmie. W końcowych zdaniach daje się także wyczuć emocje i niepewność żołnierza, a nawet obawę, troskę o swój przyszły los. Wzruszające jest jednak zdanie pocieszenia dla najbliższych. „Do widzenia, Kochana Mamo. Nie martwijcie się o mnie, róbcie tak i kierujcie w ten sposób, aby Wam było dobrze. Nie myślijcie o mnie, bo ja żyw wrócę, a może nie...”, czytamy w liście.
Jan Piecek żył 66 lat. Był bohaterem wojny polsko-bolszewickiej i obrony Warszawy w 1920 r. Z tamtych wydarzeń zachował się jego odręczny list pisany z terenu obecnej Ukrainy (fot. Robert Markiewicz)