Rolnicy załamują ręce. - To upokarzające, że cena jest tak niska. W takiej sytuacji produkcja jest nieopłacalna - mówi Ireneusz Surmacz z Zawitały
Pan Ireneusz ma 2 ha sadu. - Praca przy jabłkach nie jest łatwa. Wszystko trzeba robić ręcznie - mówi gospodarz. W sadzie można znaleźć kilka odmian jabłek. To m.in. Idared, Champion i Cortland. Roczne utrzymanie sadów Surmacza kosztuje ok. 15 tys. zł. - Trzeba pielęgnować i przecinać drzewka, nawozić, kosić trawę i pryskać chwasty - wylicza. Ten rok nie jest łaskawy dla sadowników. - Sprzedaję kilogram jabłek przemysłowych za 12 groszy. To niedorzeczne i nieopłacalne - żali się. - Jabłek deserowych w ogólne nie skupują - dodaje.
Skup interwencyjny i kontrakty
- Trzeba szukać rynków zbytu. Chłodnie ponoć mają nadmiar i dlatego nie chcą skupować jabłek. Podobno cena ma wciąż spadać - mówi pan Ireneusz. Tłumaczy, że praca na roli wymaga wiele wysiłku i jest zależna od pogody, a także polityki cenowej. - Kłopoty sadowników zaczęły się od momentu, gdy wschód zaprzestał przyjmowania towaru z Polski. Dostajemy "po plecach" - zaznacza. Trudną sytuację sadowników miało rozwiązać zawieranie kontraktów i tzw. interwencyjny skup jabłek, który ma służyć likwidacji nadwyżki produkcji jabłek. Jak informuje Wiktor Szmulewicz, prezes Krajowej Rady Izb Rolniczych interwencyjny skup jabłek nie daje efektów, bo nadal jabłka są skupowane po 7-12 groszy.
Nie ma zarobku na owocach
Pan Ireneusz mówi, że odkąd zajmuje się sadownictwem tak dramatyczna sytuacja nigdy wcześniej nie miała miejsca. - W tamtym roku jabłek nie było wiele, a cena była dobra - mówi. - W tym roku z kolei jest urodzaj, a nie ma ceny. Nie łatwo się z tym pogodzić, że za uczciwą pracę nie można godziwie zarobić - dodaje. Pan Ireneusz szacuje, że w tym sezonie zbierze ponad 100 ton jabłek. Mówi, że jeśli dalej tak będzie rolnictwo upadnie, bo nie będzie opłacalne. - Świń nie opłaca się hodować, owoce tanieją, warzywa też. Tylko w sklepach jest coraz drożej - irytuje się rolnik.
Komentarze