Na lokalnym rynku są firmy, w których zapotrzebowanie na produkty wzrosło. Paradoksalnie to właśnie teraz czeka je okres rozkwitu
W czasie panującej pandemii sprzedaż w dużej mierze "przeniosła się" do Internetu. Mieszkańcy praktycznie nie korzystają z branży turystycznej, czy transportowej. Negatywne skutki obecnej sytuacji odczuwa branża gastronomiczna. Firmy zwalniają pracowników, inne próbują się przekwalifikować, np. szyjąc maseczki. Są i takie, które zyskują w tym trudnym czasie.
Przykładem może być internetowy sklep zoologiczny. ZooArt z Moszczanki zatrudnia kilkadziesiąt osób i mimo obecnej sytuacji poszukuje rąk do pracy. -W tej chwili firmy, które prowadzą sprzedaż internetową notują duże wzrosty obrotów. Nie ma znaczenia branża - ocenia właściciel Marek Postrzech. - Ludzie chcą kupować bez wychodzenia z domu. To forma wygodniejsza i bezpieczniejsza, chociaż niekoniecznie szybsza - dodaje. Kolejnym argumentem jest czas, którego ludzie mają więcej, bo nie można wyjść na spacer, czy do baru. Spędzają go przed komputerem pracując zdalnie w domach. To dobra okazja do przeglądania internetowych witryn sklepowych. - U nas wszystkie produkty sprzedają się lepiej niż zwykle. Klienci kupują więcej - przyznaje pan Marek.
Sytuacja związana z zachorowaniami na covid-19 wymusiła na funkcjonowaniu firmy wiele rozwiązań. - Przede wszystkim wprowadziliśmy system zmianowy. Dbamy o to, żeby nie było mieszania się pracowników. Mamy trzy zmiany, które się ze sobą w ogóle nie kontaktują. Jest między nimi pół godziny przerwy. Z kolei osoby z infolinii pracują zdalnie, ze swoich domów - mówi przedsiębiorca. Ale i ta branża może w końcu odczuć skutki kryzysu. - Ludzie będą mieli mniej pieniędzy. Będą mniej kupowali - przewiduje Marek Postrzech.
O ile sprzedaż karmy idzie jak nigdy dotąd, o tyle inny interes pana Marka ma się coraz gorzej. Od kilkunastu miesięcy prowadzi biznes na Wyspie Wisła w Stężycy. Kiedy przejął działalność, zaczął inwestować, planować eventy. - Na wiosnę mieliśmy ruszyć pełną parą. Mieliśmy zrobić dwie duże imprezy - festiwal disco-polo i rap festiwal. Niestety musiałem zwolnić 2/3 załogi - mówi Postrzech. W tej chwili Wyspa Wisła sprzedaje pizzę oraz lunche na dowóz. - Cała branża gastronomiczna leży. A jeśli jest to czyjeś główne źródło utrzymania, to jest bardzo źle - mówi przedsiębiorca. Gospodarka to jeden wielki mechanizm. Wszystko wskazuje na to, że przedsiębiorców czekają trudne czasy. - Myślę, że odczują to szczególnie duże firmy. Mniejsze cierpią teraz, ale one są bardziej elastyczne - dodaje.
Na pochwałę zasługuje fakt, że mimo trudności w biznesie, od dwóch tygodni Wyspa Wisła dowozi za darmo ciepłe posiłki dla personelu medycznego z ryckiego szpitala. - To nasz wkład i sposób docenienia przedstawicieli służby zdrowia, którzy ciężko pracują w dobie kryzysu. Niech będzie to też przykład i zachęta dla innych. Jeśli ktoś ma możliwość, apeluję o wpieranie służby zdrowia w geście solidarności - mówi Marek Postrzech.
Na lokalnym rynku są firmy, które z powodu pandemii musiały dostosować się do nowej rzeczywistości. Jedną z nich jest dębliński Kalnex, producent piórników i worków szkolnych. Ponieważ wszystkie sklepy, galerie, hurtownie zostały zamknięte także sprzedaż produktów oferowanych przez firmę została wstrzymana. - Z tego względu, że obszar, którym zajmowałem się od 1996 roku został sparaliżowany, musiałem szybko dostosować się do sytuacji - mówi właściciel Zbigniew Kalbarczyk. Przedsiębiorca pod koniec marca zdecydował o uruchomieniu szycia jednorazowych maseczek ochronnych. - Tego na rynku brakowało. Dostałem propozycję od jednej ze szwalni i stworzyliśmy konsorcjum. Mamy dużego odbiorcę - mówi pan Zbigniew. Ponadto Kalnex w dobie pandemii zaopatruje w maseczki zakłady pracy, urzędy, przychodnie i apteki. - Ciężko jest teraz policzyć, jak wychodzę na tym. Jedno jest pewne, żeby zarobić złotówkę, muszę sprzedać dużą ilość maseczek - mówi pan Zbigniew.
Przestawienie produkcji było strzałem w dziesiątkę. - Nie zwalniam na tę chwilę pracowników. Wprost przeciwnie, potrzebuję o wiele więcej rąk do pracy - dodaje. Zbigniew Kalbarczyk zatrudnia 20 osób. - Ja się cieszę i pracownicy są zadowoleni. Doceniają, że mają pracę. Mogą się utrzymać - mówi. - Gdybyśmy wiedzieli o wybuchu pandemii wcześniej, to od stycznia uszylibyśmy nie setki tysięcy maseczek tylko miliony - dodaje.
W podbramkowej sytuacji znalazło się za to dęblińskie biuro turystyczne Poltravel. Organizuje wyjazdy krajowe i zagraniczne, po Europie. Dysponuje trzema autokarami i busem. - Firmę założył mój ojciec w 1991 roku. Biznes się kręcił. Z roku na rok było coraz lepiej. Na ten rok kalendarz był ładnie zapisany, wyjazdy porezerwowane do granic możliwości, na wszystkie autokary - mówi Kamil Zaranowicz. Okres od kwietnia do końca wakacji to dla niego złote miesiące. - To sezon, w którym zarabiam na cały rok - przyznaje przedsiębiorca. Niestety, sezonu w tym roku nie będzie. - Z dnia na dzień ludzie zaczęli odwoływać zaplanowane rezerwacje, więc już na początku marca zawiesiłem działalność biura turystycznego - mówi. Jego tata ma działalność transportową, która wciąż funkcjonuje. - Wyrejestrowaliśmy trzy pojazdy. Zostawiliśmy jeden autokar z myślą o tym, że może jakieś zlecenie wpadnie. I chyba jedno się trafiło. A poza tym nic nie wskazuje, że coś w najbliższym czasie się zmieni - przyznaje pan Kamil.
Przedsiębiorca chce skorzystać z tarczy antykryzysowej, czyli pakietu rozwiązań proponowanych przez rząd, które mają przeciwdziałać kryzysowi gospodarczemu, spowodowanemu przez pandemię koronawirusa. - Złożyliśmy dokumenty na to, żeby nie płacić ZUS-u. Prawdopodobnie zostaniemy zwolnieni na trzy miesiące z tej opłaty. Dodatkowo powinienem się załapać na "postojowe" - dodaje.
Co w tej sytuacji zrobi właściciel Poltravel? - Po świętach będę szukał pracy. A teraz złapać pracę będzie ciężko, bo każdy zwalnia, a nie zatrudnia. Poza tym moje wykształcenie pasuje typowo do branży turystycznej. Skończyłem dwa kierunki studiów - turystykę i zarządzanie w przedsiębiorstwach turystycznych - mówi.
Kamil Zaranowicz liczy na to, że pandemia ustanie i wrócą dobre czasy. - Mamy nadzieję, że jak zejdą obostrzenia i na nowo działalność wznowią teatry, zaczną się imprezy, to klienci wrócą. Są zapytania na jesień. Niby przyjmujemy, ale to wszystko na wodzie pisane - kończy.
Marlena Kuna
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze