Reklama

Motocykle to nie pasja, to styl życia

- Mój Harley Davidson, to moja największa miłość. Jeżdżąc na nim czuje się wolny - mówi Jerzy Reca z Ryk

Kupując go spełniło się moje największe marzenie. - Kosztowało blisko 100 tys. zł, ale było warto - mówi. - To część mnie i moja dusza. Nie jest to pasja, a sposób na życie - dodaje. Opowiada, że pierwszą maszynę WSK- ę kupił w 1980 roku. - Na moim cacku mogę pojechać gdziekolwiek. Samochodem jeździ się z punktu A do punktu B, a motocyklem po prostu przed siebie. Mogę podziwiać przyrodę i czuję wiatr we włosach - dodaje. Pan Jerzy opowiada o książce, którą przeczytał. - Mówi o starym i młodym motocykliście. Ten stary miał niemodny motocykl, a młody pięknego Harleya. Doświadczony staruszek przekazał młodzieńcowi tajniki bezpiecznej jazdy, a na koniec zamienili się maszynami - tłumaczy. - Wszyscy w klubie też są po lekturze książki i przyznają, że wzrusza do łez i dosadnie opowiada o sztuce jazdy i znaczeniu tej pasji - kończy.

Strażackie pokazy 

Okazją do spotkania fanów motocykli był jubileusz 10-lecia dęblińskiego stowarzyszenia "Grupa motocyklowa Delta". Członkowie i sympatycy dwóch kółek spotkali się w sobotę (11 maja) przy pomniku Lotników w Dęblinie. Stąd w uroczystej paradzie ruszyli na Wyspę Wisła w Stężycy. Tu czekała na nich moc atrakcji. Na scenie zagrał zespół "Mensko" oraz DJ "em". Poza tym strażacy z OSP Stężyca i OSP Piotrowice dali pokaz udzielania pierwszej pomocy podczas pozorowanego wypadku samochodowego. Był też czas na wspomnienia, o tym jak doszło do założenia klubu - 11 listopada 2009 roku. Pierwszym prezesem był Roman Kucharski, następnie Zbigniew Czerski. Obecnie funkcję tę pełni Wojciech Lipnicki. - Nazwa "Delta" pochodzi od dwóch pierwszych liter naszego miasta. "Delta" to również ujście rzeki Wieprz do Wisły - tłumaczy. Dodaje, że duży wkład w powstanie grupy mieli też Bogdan Cieślak, Bogdan Nawrotek i Roman Nowaczyk. 

Reklama

Na piknik country

Początkowo grupa liczyła 70 osób. Zrzesza członków z powiatu ryckiego. - Siedzieliśmy nad Wisłą i pomyśleliśmy, że warto założyć formalną grupę. Chcieliśmy spędzać wspólnie czas i dzielić się pasją. Często organizujemy wyjazdy i spotkania. Co roku jeździmy na festiwal country i na motocyklach jedziemy do Mrągowa. Bywamy na zjazdach w Lublinie, Radomiu, czy Pionkach - opowiada Lipnicki. Prezes podkreśla, że pasja umacnia przyjaźnie. - Od lat, bo jeszcze z czasów szkolnych znamy się z Bogdanem Nawrotkiem. Teraz połączyło nas wspólne zainteresowanie. Często razem wyruszamy na przejażdżki - wyjaśnia. - Mam nadzieję, że bakcyla przekażę również mojej 3 - letniej wnuczce Marysi, która coraz częściej idzie z dziadkiem do garażu - dodaje.

Działalność charytatywna

Inni członkowie stowarzyszenia przyznają, że podstawą do zapisania się do grupy jest miłość do motocykli. - Kocham je od dziecięcych lat. Teraz mam Harleya Davidsona - wyjaśnia Grzegorz Jeżewski z Ryk. Mówi, że działalność stowarzyszenia skupia się m.in. na organizowaniu akcji charytatywnych. - Pomagamy dzieciom z domów dziecka oraz chorym i potrzebującym. Jeździmy też jako parady weselne i pogrzebowe - oznajmia. - Miałem Komara, Jawkę i Jawę 350. Teraz jeżdżę Yamahą Drag Star. Od 17 lat. Chcę  żeby ten motocykl został w rodzinie. Przekażę go synowi Michałowi, który też jeździ - mówi Bogdan Nawrotek z Dęblina. Opowiada, że stowarzyszenie "Delta" ma własne koszulki i charakterystyczne logo z narodową flagą. - Na nich jest numer członkowski i data powstania klubu 11 listopad 2019 - tłumaczy.

Reklama

200 km w deszczu

Roman Nowaczyk od zawsze marzył o tym, żeby kupić motor. - Miałem w firmie kalendarz z motocyklem i nieustannie na niego patrzyłem. Wiedziałem, że kiedyś sobie taki kupię  - opowiada. - Pojechałem do Lublina i wstąpiłem do sklepu motoryzacyjnego. Jedna maszyna, wprawdzie do remontu, ale mi się spodobała i kolejnego dnia po nią wróciłem - dodaje. Opowiada, że motocyklem wyjeżdża w dalekie trasy z kolegami. W drodze niekiedy zaskakuje pogoda. - Pojechaliśmy do Częstochowy i przez blisko 200 km padał deszcz. Widoczność była ograniczona. Trzeba było uważać - tłumaczy. Wspomina, że najszybsza prędkość jaką osiągnął to 180 km. - Można jechać tylko na suchej trasie. Najlepiej autostradzie - tłumaczy. Dodaje, że tak szybko jeździ rzadko. Ważniejsze od adrenaliny jest bezpieczeństwo. 

Magdalena Grzelak

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Manius - niezalogowany 2021-02-11 12:53:17

    A jak sie siadzie na rower to juz mniej sie czuje wolnym???? Takie pierdzielenie o niczym....Bawia mnie ludzie ktorzy do wszystkiego dorobia ideologie....

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Żołnierz - niezalogowany 2021-02-26 00:35:29

    Czuje się wolnym wiatr we włosach.pitolenie ludzie w ich firmach w upale zapieprzaja za 2 tys A oni pajacuja na motocyklach .żenada

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    kokos - niezalogowany 2021-02-26 10:21:57

    Mają swoją pasję, zainteresowania które ich pochłaniają, rozwijają się w tym kierunku. Najłatwiej to jest skrytykować kogoś, nawet jak danej osoby się nie zna.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo TwojGlos




Reklama
Najnowsze wiadomości