- Miodu w tym roku nie będzie. Padły wszystkie lotne owady - mówi Zygmunt Gągała
Jeszcze w ubiegłą sobotę nic nie zapowiadało dramatu . - Jak co rano sprawdzałem co się dzieje w ulach. Wszystko działało jak w dobrze naoliwionej maszynie - mówi Zygmunt Gągała, pszczelarz z Wąwolnicy w gminie Ułęż. Około południa jeden z rolników, który hoduje porzeczki kilkaset metrów dalej przyjechał na swoje pole, aby opryskać rośliny. Nie trzeba było długo czekać na efekty. - Wieczorem pszczoły nie wróciły do uli a te, które było widać przy pasiece nie miały siły latać - dodaje mężczyzna. Nawet podczas naszej wizyty w Wąwolnicy 24 kwietnia można było zauważyć, że niektóre z owadów siadając na kwiatach mleczy spadały z nich w trawę i nie miały sił znów wzbić się w powietrze.
- Pszczoły hoduje od ponad 40 lat i nigdy nic takiego się nie zdarzyło - mówi smutny pan Zygmunt. Ma 34 pszczele rodziny. W zeszłym roku, który należał do mniej urodzajnych wyprodukował blisko 400 litrów miodu. W poprzednich latach zdarzało się nawet 800. Pan Gągała odwiedził rolnika, który owego dnia pryskał swoje uprawy. - Powiedział, że stosował środek Calypso - oznajmia.
Winne są środki ochrony roślin
- Wyginięcie pszczółto prawdopodobnie wina oprysku, który został zastosowany w okolicy - mówi Krzysztof Głodek, prezes koła pszczelarskiego w Rykach. - Takie środki należy stosować z największą ostrożnością szczególnie jeśli chodzi o okres kwitnięcia oraz pory dnia w których pszczoły wylatują z uli - dodaje. - Te zasady prawdopodobnie nie zostały zachowane i w momencie kiedy owady zbierały nektar został zastosowany oprysk - wtrąca Adam Łysoń z puławskiego oddziału Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Roślin w Lublinie (WIOR).- Należy pryskać przed lub po oblocie - dodaje. Teraz wszyscy rolnicy w okolicy, którzy stosują środki ochrony roślin mają zostać skontrolowani. - Musimy stwierdzić co było przyczyną wyginięcia pszczół, a także sprawdzić czy opryski są stosowane zgodnie z etykietą - zaznacza Wiesława Maciejewska z WIOR. Oprócz przedstawicieli wojewódzkich w skład komisji wejdzie pracownik powiatowego inspektoratu weterynarii oraz wspomniany wcześniej Krzysztof Głodek. Jak na razie nie udało się ustalić dokładnych przyczyn wymarcia owadów. - Będziemy to badać - mówi Anna Postrzech z Powiatowego Inspektoratu Weterynarii w Rykach.
Rakotwórczy Calypso ?
To popularny środek owadobójczy do zwalczania szkodników w ziemniaku i roślinach sadowniczych. Na etykiecie produktu możemy przeczytać, że działa szkodliwie na układ oddechowy oraz skórę, toksycznie na organizmy wodne powodując długotrwałe skutki. Znaleźliśmy również informacje producenta o tym, że podejrzewa się, że środek powoduje raka.
Komentarze