Ryccy policjanci ustalają okoliczności wypadku kolejowego, który miał miejsce w ubiegłym tygodniu na trasie Dęblin - Warszawa.
Do tragedii doszło 3 lipca około godziny 8 rano w rejonie niestrzeżonego przejazdu kolejowego Brzeziny Łąki, pomiędzy stacjami kolejowymi Dęblin, a Rokitnia Stara. [tresc_platna zacheta="Więcej w wydaniu papierowym TG (nr 28/2012) lub po uzyskaniu kodu dostępu"] Mężczyzna znalazł się na torach z niewiadomych przyczyn. W pewnym momencie został zauważony przez maszynistę pociągu Kolei Mazowieckich, który z przerażeniem obserwował rosnącą sylwetkę człowieka. W jednej chwili włączył sygnał dźwiękowy i hamulec. Mężczyzna nie reagował. Rozległ się przeraźliwy pisk hamulców. Ale niełatwo jest zatrzymać rozpędzony skład. Maszynista wiedział, że jeśli mężczyzna natychmiast nie zejdzie z torów, dojdzie do tragedii.
Niestety. Pociąg z ogromnym impetem uderzył w człowieka, odrzucając na kilka metrów jego zmasakrowane ciało. Kilka minut później na miejscu wypadku pojawili się policjanci i prokurator.
- Mężczyzna zginął na miejscu -informuje mł. asp. Jacek Wójcik, rzecznik prasowy KPP w Rykach. - Śledczy ustalają okoliczności tego zdarzenia oraz tożsamość ofiary - dodaje.
Wiadomo, że był to mężczyzna w wieku około 30 lat, szczupłej budowy ciała, ubrany w bluzę koloru brązowego w zielone paski, białą koszulkę na ramiączka oraz szare spodnie typu bojówki do kolan.
Wszystko wskazuje na to, że było to samobójstwo. - To niemożliwe, żeby ten człowiek nie widział nadjeżdżającego pociągu. Podobno siedział na torach z zawiązanymi oczami - mówią osoby, które po wypadku dotarły na miejsce.
Szczegóły wyjaśni policyjne śledztwo pod nadzorem prokuratury. Ciało mężczyzny przekazano do zakładu medycyny sądowej celem przeprowadzenia sekcji zwłok.[/tresc_platna]
Komentarze