Reklama

Nauczycielka wygrała w sądzie ze szkołą

09/10/2012 17:16
Nauczycielka z Leopoldowa jest żywym dowodem na to, że warto bronić swoich racji. Po rozprawie toczącej się przed sądem pracy wygrała z dyrekcją szkoły, która bezprawnie próbowała zmienić jej warunki stosunku pracy. Sąd przywrócił nauczycielkę do pracy na dotychczasowych warunkach pracy i płacy.

[tresc_platna zacheta="Więcej w wydaniu papierowym TG"]

Po 23 latach pracy

Hanna Jończyk jest nauczycielem mianowanym z 23-letnim stażem pracy. W Leopoldowie pracuje od samego początku swojej pracy zawodowej.

- 30 maja 2012 roku, bez wcześniejszego uprzedzenia, otrzymałam listem poleconym wypowiedzenie zmieniające warunki stosunku pracy - oznajmia. Pod wypowiedzeniem podpisał się Krzysztof Wąsik, wicedyrektor szkoły. W sądzie dyrektorka szkoły Henryka Bany tłumaczyła, że w tym czasie ona sama była menadżerem i kompetencje zatrudniania i zwalniania pracowników przekazała wicedyrektorowi.

Oficjalnym powodem wypowiedzenia były zmiany organizacyjne powodujące zmianę planu nauczania uniemożliwiające dalsze zatrudnienie w pełnym wymiarze zajęć nauczycielki, zatwierdzone przez burmistrza.

Wypowiedzenie z zemsty?

Nauczyciela jest przekonana, że prawdziwy powód ograniczenia jej etatu jest zupełnie inny. - Dla mnie bezpośrednią przyczyną takiej decyzji było to, że po przeprowadzeniu konkursu na dyrektora ZPO w Leopoldowie w 2010 r. rozmawiałam z burmistrzem Gąską o nieprawidłowościach z nim związanych. Zobowiązał się on wówczas do unieważnienia konkursu, o ile moje uwagi znalazłyby potwierdzenie - mówi Hanna Jończyk. Nieprawidłowości potwierdził nadzór prawny wojewody, który uchylił zarządzenie burmistrza o powołaniu Henryki Bany na dyrektora, która nie miała odpowiednich kwalifikacji, żeby być dyrektorem szkoły w Leopoldowie. W zamian została menadżerem, a nadzór pedagogiczny i najważniejsze decyzje w szkole zaczął podejmować wicedyrektor. 


On jest temu winny

- Zabrakło dla mnie godzin pracy, mimo iż istniało wyjście z tej całej sytuacji - twierdzi nauczycielka. Dyrekcja mogła wziąć pod uwagę m.in. fakt, że jedna z nauczycielek nauczania początkowego nabyła już prawa emerytalne. W ustnym uzasadnieniu do wyroku sędzia Magdalena Gałkowska zwróciła uwagę na to, że przy wprowadzaniu zmian organizacyjnych dyrekcja nie przyjęła żadnego kryterium wyboru nauczyciela, który ma stracić etat. - Nie logiczne jest tłumaczenie pracodawcy, dlaczego to pani została wytypowana - stwierdziła sędzia.

Za przegraną szkoły w sądzie pracy odpowiada Krzysztof Wąsik. Czy poniesie konsekwencje? Warto wspomnieć, że nie jest to jedyna sprawa nauczycieli z tej szkoły, która znalazła swój finał w sądzie pracy.

- Wyrok sądu jest dla mnie satysfakcjonujący - mówi Hanna Jończyk.

Od orzeczenia dyrekcji szkoły przysługuje prawo odwołania się do sądu apelacyjnego.

 - Ustne uzasadnienie wyroku uważam za trafne. Wielokrotnie wydawać by się mogło, że pracownik startuje z przegranej pozycji, ale nie jest to prawdą, a nadzorowi sądowemu podlegają decyzje kadrowe dyrektora. Szkoda, że nie zawsze są one przemyślane zanim trafią na wokandę - podkreśla nauczycielka.

Niestety konsekwencje finansowe znów poniesiemy wspólnie, jako podatnicy.

[/tresc_platna]

 
Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Czarny - niezalogowany 2012-10-10 16:17:38

    Jak widać, przełożony nie zawsze ma rację. Gratulacje i wielkie uznanie dla odważnej nauczycielki. Ciekawe, kto i w jaki sposób zrekompensuje jej ten ponad roczny stres, czy ktoś ją przeprosi, i czy burmistrz i dyrekcja szkoły, w przyszłości skorzysta z wiedzy tej Pani, bo po przeczytaniu artykułu widać, że zna się na rzeczy.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo TwojGlos




Reklama
Najnowsze wiadomości