Na 26 maja Sąd Rejonowy w Puławach wyznaczył pierwszy termin rozprawy z powództwa Stanisławy G. przeciwko Urzędowi Miejskiemu w Rykach. Urzędniczka wniosła o przywrócenie jej do pracy, zasądzenie wynagrodzenia za czas pozostawania bez pracy oraz kosztów procesu na jej rzecz.
Miała chorować do 5 marca
Pani Stanisława zatrudniona była w ryckim magistracie od 1999 roku na stanowisku kasjera. W ostatnim czasie często przebywała na zwolnieniu lekarskim. W 2014 roku, z krótkimi przerwami, praktycznie przez cały rok. Ostatnie zwolnienie lekarskie zostało wystawione przez lekarza neurologa z ryckiego szpitala w sierpniu 2014 roku. Lekarz wypisał chorej zwolnienie do 5 marca 2015 roku. 182 dni okresu zasiłkowego powinno zakończyć się 22 lutego. Taką informację do burmistrza Ryk przesłał Zakład Ubezpieczeń Społecznych, który wypłacał pani Stanisławie chorobowe. Pani Stanisława, ze względu na wiek, pobierała również świadczenie emerytalne.
Burmistrz Ryk po otrzymaniu informacji z ZUS poprosił kadrową, aby poinformowała panią Stanisławę o zaistniałej sytuacji i konieczności rozwiązania umowy o pracę z dniem 23 lutego. - Teraz tego żałuję, bo nie musieliśmy tego robić - mówi Jarosław Żaczek. - Moja dobra wola zachowania się w porządku i poinformowania, że pewne czynności muszą być podjęte spowodowały, że ta pani skierowała pozew do sądu - dodaje.
"Może dalej pracować"
Kadrowa poinformowała panią Stanisławę 19 lutego. Dzień później 65-latka udała się do lekarza. Neurolog, który wcześniej wypisał jej zwolnienie do 5 marca, tym razem wydał zaświadczenie lekarskie, w którym napisał, że pacjentka jest już zdolna do pracy i nie stwierdza u niej objawów choroby.
Jakież było zdziwienie burmistrza, kiedy tuż po godzinie siódmej 23 lutego pani Stanisława zakomunikowała mu, że przyszła do pracy i wręczyła zaświadczenie od neurologa, który napisał "Może dalej pracować". - Nie chcę oceniać zachowania i decyzji lekarza, który kieruje osobę na długotrwałe zwolnienie i przed jego upływem podejmuje decyzję o przywróceniu jej do pracy, bo twierdzi, że jest zdrowa - mówi Żaczek. Zwolnienie co prawda może być skrócone, ale lekarz prowadzący nie ma prawa tego zrobić - jest do tego uprawniony jedynie lekarz orzecznik ZUS. O dopuszczeniu do pracy zdecydować z kolei może tylko lekarz medycyny pracy.
Prywatna sprawa i publiczne pieniądze
Burmistrz zaprosił panią Stanisławę do gabinetu, aby wyjaśnić sytuację. - Pani Stanisława była w bardzo złym stanie zdrowia. Miała problemy z siedzeniem na krześle - wspomina burmistrz. Podczas rozmowy burmistrz wręczył urzędniczce rozwiązanie umowy bez wypowiedzenia, które przyjęła. Uzyskała również informację o wysokości świadczenia w związku z przejściem na emeryturę. Na jej konto urząd miejski przelał ponad 18,6 tys. zł.
Kilka dni później na biurko burmistrza przyszło pismo. Tym razem z sądu zawiadamiające o złożeniu pozwu przez panią Stanisławę i wyznaczonym terminie rozprawy. - Byłem całkowicie zaskoczony - przyznaje Żaczek. - Argumenty, użyte przeciwko mnie zawarte w pozwie uważam za bezzasadne - dodaje. Pani Stanisława podnosi w nim, że chorowała krócej niż okres zasiłkowy tj., mniej niż 182 dni i burmistrz nie miał prawa wręczyć jej wypowiedzenia. Powódka nie chciała z nami rozmawiać. Zabroniła również ujawniania jej nazwiska. Stwierdziła, że jest to jej prywatna sprawa.
Komentarze