Reklama

Mieszkańcy walczą o czystą wieś

26/05/2015 20:00
We wtorek 19 maja na spotkaniu z właścicielem wyrobiska pojawiło się ponad 30 mieszkańców wsi. Obecni byli również przedstawiciele starostwa i gminy. Spotkanie zorganizowano na prośbę mieszkańców Sierskowoli. Uważają oni, że bez ich zgody i wiedzy na terenie miejscowości powstało składowisko niebezpiecznych odpadów. To teren o powierzchni 2 ha i głębokości kilkunastu metrów.

Stare wyrobisko

Chodzi o nieczynną kopalnię żwiru. Teren ten należy do Witolda Milczarczyka. Codziennie wjeżdżają tu ciężarówki i wysypują popioły. Odpady pochodzą z puławskich Azotów. Milczarczyk ma umowę ze spółką na ich zagospodarowanie. Twierdzi, że nie widzi w swojej działalności problemu. - Otrzymałem przecież wszystkie niezbędne zgody i pozwolenia na rekultywację terenu - przekonuje. Jego słowa potwierdza Andrzej Banaś z Powiatowego Inspektoratu Ochrony Środowiska. - Wszystkie decyzje są w dokumentacji projektowej - mówi urzędnik.

Zarzuty mieszkańców

Na spotkaniu pojawiły się zarzuty, że związki występujące w pyłach są rakotwórcze. Chodzi o ołów oraz radon, bardzo karcynogenny pierwiastek. - Jakby pył był rakotwórczy, to by go na budowę dróg nie dawali - ripostuje Witold Milczarczyk. Mimo zapewnień, ludzie boją się, że za kilkanaście lat sąsiedztwo pyłów odbije się na ich zdrowiu. - Nikt nam nie zagwarantuje, że za 15-20 lat nie będzie tutaj bomby ekologicznej - mówi Robert Szymański, były radny.

- Dostarczyłem badania do gminy, z których wynika, że parametry składników odpadów są poniżej dopuszczalnych norm - ripostuje przedsiębiorca. - Urząd Marszałkowski w Lublinie wydał decyzję, że tymi odpadami mogę zasypywać wyrobisko i to robię, a mam na to 5 lat po zakończeniu eksploatacji żwirowni - dodaje Milczarczyk.

Zagrożenie dla regionu?

Zanim popioły z azotów mogły trafić na żwirowisko, musiało ono zostać zabezpieczone po bokach specjalną folią. Z dokumentacji projektowej (dotyczącej rekultywacji - dod. red.), którą w czasie spotkania z mieszkańcami przytaczał Andrzej Banaś wynika, że zostały one zabezpieczone. W dokumentacji widnieje zapis, że niecka wyrobiska ma podłoże z gliny. Ma ona gwarantować, że żadne niebezpieczne substancje nie będą przenikać do gleby i wód gruntowych.

Mieszkańcy są innego zdania. - To zwykły piach - mówi Robert Szymański. Na potwierdzenie swoich słów wziął łopatę i zszedł na dół wyrobiska, aby pokazać wszystkim, że opinia geologa, który wystawiał zaświadczenie o jakości gruntu była mylna. - Jeśli przywożone substancje będą się rozkładać i wsiąkać w glebę, to skutki tego procesu mogą być nieprzewidywalne - dodaje Szymański.

Mieszkańcy przypominają też, że prowadzone kilka lat temu badania geologiczne wykazały, iż pod Sierskowolą znajduje się ogromne jezioro, które zaopatruje w wodę część powiatu.

Kontrola na miejscu

Spotkanie w Sierskowoli z udziałem mieszkańców i Andrzeja Banasia było jednocześnie kontrolą obiektu. Inspektor postawił kilka zarzutów. Po pierwsze wytknął Milczarczykowi brak zraszaczy, które zapobiegają pyleniu. Przedsiębiorca nie ma też aktualnych badań odpadów. Banaś na miejscu wydał zakaz dalszego wysypywania popiołów. - Nakazuję przerwanie jakiegokolwiek wwożenia pyłów - mówi urzędnik. Inspektor powiedział, że jeśli będzie miał zgłoszenia, że sporna działalność dalej jest prowadzona, to zostanie wydana decyzja o zamknięciu wyrobiska. - Do momentu przedstawienia dokumentów z badaniami nie wolno użytkować składowiska - dodaje.

Dzień później, na posiedzeniu zarządu powiatu, ta decyzja została podtrzymana. Jak dowiedział się "Twój Głos", jeszcze następnego dnia, w środę, ciężarówki przywoziły pyły węglowe z Azotów. W czwartek nie pojawiło się żadne auto. Do tematu będziemy wracać.
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo TwojGlos




Reklama
Najnowsze wiadomości