Iwona Bienia z Dęblina, mama półtorarocznej Lenki i Nikoli o tym, że będzie miała bliźniaki dowiedziała się podczas pierwszej wizyty lekarskiej. - Przerażenie, szok i radość. Trzy tak skrajne uczucia dopadły mnie w tej samej chwili. I to mimo, że wielokrotnie żartowałam jeszcze zanim zaszłam w ciążę, że geny męża wezmą górę i jednak będziemy mieć bliźnięta - wspomina Iwona.
Beata Kołodziej z Sobieszyna, mama 11-letniej Agaty i Olgi długo nie mogła oswoić się z myślą, że spotkało ją podwójne szczęście. Kiedy podczas USG lekarz powiedział, że to bliźnięta, była w szoku. Bała się, jak sobie poradzi. - Dwie doby po tym, jak się dowiedziałam, chodziłam nieprzytomna - przyznaje.
Narodziny
W przypadku Iwony dziewczynki przyszły na świat po 37 tygodniach ciąży. Pierwsze chwile, jak mówi Iwona, były niesamowite. - To był cud, który spotkał właśnie mnie - podkreśla. Była szczęśliwa, że już są razem. Poczuła się spełniona. - Odkryłam nową miłość. Bezwarunkową miłość mamy do dzieci. Chciałam je jak najszybciej zabrać do domu, pokazać im ich rodzinę i świat, który właśnie się dla nich otworzył - opowiada.
Beata Agatkę i Olgę urodziła w 32 tygodniu. Dziewczynki były wcześniakami. Mimo tego zaraz po urodzeniu przyznano im po 10 punktów w skali Apgar. - Dali mi dwójkę dzieci i kazali karmić. Na szczęście nie miałam z tym problemu - wspomina Beata. Problemy zdrowotne u Olgi pojawiły się później. - Po wielu wizytach w szpitalu na szczęście wyszłyśmy na prostą - mówi mama.
W domu
- Z ich pierwszych 6 miesięcy życia pamiętam, że jedna zasypiała, a druga się budziła - wspomina Beata. Doba młodej mamy bliźniąt właściwie miała 22 godziny dla dzieci, a dwie dla niej, na sen. - Jeszcze we śnie musiałam pranie powiesić, albo zrobić jeszcze coś innego - śmieje się. Pomagała jej opiekunka. - Pozdrawiam Gosię Chmielewską z Ryk - dodaje.
U Iwony też było ciężko. Przyjazd Lenki i Nikoli do domu oznaczał mnóstwo nowych obowiązków. Żeby im podołać, Iwona dążyła do zsynchronizowania dziennego grafiku dziewczynek. Tak by wszystko robiły razem - jadły, bawiły się, szły na drzemkę, kąpały się i spały. - Nie miałam czasu czytać poradników i słuchać "najlepszych" porad. Musiałam działać - opowiada. - Sen? Przez dłuższy czas nie wiedziałam co to sen. Myliłam dzień z nocą i nie wiedziałam, która jest godzina - wspomina. Dzięki uporowi, pomocy męża oraz mamy wszystko udało się poukładać.
Siostry
Lena i Nikola w domu spały w osobnych łóżeczkach i skupiały się na sobie. Z każdym dniem widać było coraz większą rywalizację o mamę i tatę. Zdarzały się "kłótnie". - Teraz jednak potrafią się razem bawić, przytulają się. Widać po nich, że czują się nieswojo, gdy nie widzą się nawzajem. Potrafią dzielić się wszystkim. Przynoszą sobie zabawki, smakołyki - śmieje się Bienia.
Córki Beaty do 4 roku życia były nierozłączne. Nie umiały bez siebie spać. Dzieliły się wszystkim, np. jedzeniem. - Jedna drugiej wkładała jedzenie do buzi nawet wtedy, kiedy ta nie chciała wcale a wcale - śmieje się ich mama. Potem zaczęły się usamodzielniać, robić rzeczy niezależne od siebie. Z czasem zaczęły wręcz ze sobą konkurować - która lepiej maluje, mówi, pisze, biega.
W przypadku rodziny Iwony szybko dało się zauważyć, że Lenka i Nikola lubią współpracować. Pewnego razu chciały otworzyć wiszącą szafkę. - Nikola stanęła na półce, a Lenka podtrzymywała ją, żeby nie spadła - śmieje się mama. Częstym rytuałem dziewczynek jest wzajemne nakładanie sobie maseczek "upiększających" z serka. - Do momentu, w którym zasłoniły sobie serkiem oczy wszystko było fantastycznie... - śmieje się Iwona. Od samego początku mama chciała, żeby dziewczynki były jak najbardziej samodzielne. Potrafią już same jeść, próbują się same ubierać. Największym wyzwaniem jest pogodzenie opieki z gotowaniem obiadu. - Jak jestem w kuchni, to nie widzę co robią, a mają sporo pomysłów, aby urozmaicić sobie zabawę - przyznaje Iwona.
U Beaty i jej bliźniaczek zawsze jest wesoło. - Kiedyś Ola nie odrobiła lekcji. Poszła do szkoły i upierała się, że jest Agatą. Nauczycielka znała je doskonale, także nie było mowy o ich pomyleniu - śmieje się mama.
Duma
Podczas spaceru dwie panie na widok Lenki i Nikoli stwierdziły, że "fajnie jest tak chwilę popilnować, pobyć z bliźniakami, ale jakby się miało własne to dopiero by było". - Ja czuję się dumna z bycia mamą bliźniąt. To jest najcudowniejsza rola, jaka mogła mi się przytrafić. Kiedyś w jakimś artykule przeczytałam, że tylko wyjątkowi ludzie posiadają bliźnięta i ja faktycznie czuję się wyjątkowa dzięki temu, że je mam - przyznaje Iwona. - Kocham moje córki. Każda spędzona chwila z nimi jest dla mnie nagrodą - to, jak mi okazują wdzięczność za to co dla nich robię, jak dostaję codziennie buziaki i słyszę, jak mówią "mamo" - dodaje.
Największą nagrodą dla Beaty są kwiatki na Dzień Mamy oraz... - Codzienne przytulanie i buziaki. Nic więcej. Cieszę się ich sukcesami, że są pomocne, energiczne i zdrowe - zapewnia.
Komentarze