Dla 27-latka sport off-roadowy stał się sposobem na spędzanie wolnego czasu. Kiedy jedni idą na ryby, inni na grzyby, czy zasiadają przed telewizorem on wyprowadza z garażu swoje terenowe suzuki i rusza na bezdroża. Podczas ostatniej edycji "Osuviska" Andrzej Siudak jako kierowca i jego brat Krzysztof Siudak jako pilot zajęli pierwsze miejsce w klasie turystycznej.
Ucieczka przed wodą
Pasja do sportów motorowych w wydaniu ekstremalnym rodziła się pomału. Pan Andrzej od zawsze lubił majsterkować. Od kiedy pamięta, zawsze szedł dłubać w garażu. Kiedy się usamodzielnił i zaczął pracować, kupił pierwszą "terenówkę". - To Jeep Cherokee. Praktycznie seryjne auto. Nie przystosowane do off-roadu - opowiada. Śmigał nią po okolicy na co dzień. A że czasem lubi wyskoczyć na ryby, to pewnego dnia umówił się ze znajomymi w Bobrownikach. W drodze powrotnej stanął przed koniecznością ominięcia sporej kałuży na jednej z polnych dróg. - Mam "terenówkę". Co, ja nie przejadę? - pomyślał. Włączył napęd 4x4 i ruszył. Daleko nie ujechał. Ugrzązł i nie było ratunku. Woda zalała podzespoły i komorę silnika. Zaczęła też wdzierać się do kabiny. Pan Andrzej, żeby się jak najmniej zamoczyć, musiał ratować się ucieczką przez boczne okno. Kiedy sprowadził pomoc, woda doszczętnie zalała wnętrze Jeepa. Właściciel był zły na siebie, ale z drugiej strony poczuł tę adrenalinę związaną z pokonywaniem bezdroży. Doprowadzenie Jeepa do stanu używalności zajęło trochę czasu i pochłonęło dużo pieniędzy. Nie obyło się choćby bez prania i suszenia tapicerki. Nasz bohater już wiedział, że jak chce się rozbijać autem po wertepach, musi kupić samochód specjalnie do tego przeznaczony.
Cola zamiast płynu chłodniczego
Wybór padł na Suzuki Samuraj za 3 tys. zł. Tyle, że auto wymagało tego, żeby je kompletnie przerobić i zmodernizować. Zaczęły się przeróbki. - Opony, zawieszenie, całą budę musiałem spawać, bo była zardzewiała. Zmieniłem silnik z 1.0 na 1.6 - opowiada Siudak. Wszystkie zmiany były po to, żeby zwiększyć możliwości terenowe "Japończyka". Każdy wyjazd na bezdroża weryfikował niedociągnięcia. Pierwszym rajdem, w którym tym autem wystartował pan Andrzej było "Osuvisko" 2013. - Pojechałem na żywioł. Bez przygotowania - wspomina. Nie obyło się bez przygód. Szybko okazało się, że litrowy wówczas silnik Samuraja, jak to mówi się w żargonie zmotoryzowanych, kończy się. Padła uszczelka pod głowicą. Były też kłopoty z chłodnicą. - Laliśmy wodę z kałuży, żeby tylko było chłodzenie. A jak tego zabrakło wykorzystaliśmy colę z dwulitrowej butelki - opowiada. Po pierwszym "Osuvisku" przystąpił do modernizacji auta. Na szczęście z częściami nie było problemu. Wystarczyła wyprawa na szrot, żeby zaopatrzyć się niezbędny osprzęt.
W końcu się udało. Dziś Samuraj pana Andrzeja sprawuje się prawie idealnie. Nie wiadomo tylko do końca z czego wynikało, że nie chciał zapalić, kiedy właściciel wyprowadzał go ze stodoły, aby zrobić zdjęcie do "Twojego Głosu". Trzeba było go wypchnąć. Na szczęście zapalił "z biegu". - Może jest mało paliwa - zastanawia się pan Andrzej.
Puchar: tłok i wałek rozrządu
Off-roadowe imprezy rządzą się swoimi prawami. Rywalizacja, tak jak na "Osuvisku", odbywa się w dwóch kategoriach: "turystycznej" i "przygoda". W pierwszej, jak wyjaśnia pan Andrzej, startują auta jak najmniej przerobione, jak najmniej "uterenowione". - Są to samochody bez wyciągarki. Jeżeli się gdzieś ugrzęźnie można użyć tzw. trap. Pod koła podkłada się takie drabinki. W tej klasie można użyć też ręcznej wyciągarki - tirfora - wyjaśnia nasz rozmówca. Dozwolone są też szpadle i łopaty.
W klasie "przygoda" startują już auta "uterenowione", wyposażone m.in. w wyciągarki. Rajd polega na tym, że uczestnicy pokonując wyznaczoną trasę muszą zbierać pieczątki. Najczęściej są one przytwierdzona do drzewa. Załoga ma za zadanie podjechać i odbić pieczątkę na specjalnej karcie. Do tego dochodzą jeszcze, w zależności od rajdu, odcinki specjalne czy przejazdy na czas. - Ale najlepsza jest adrenalina. Często po prostu nie wiesz, gdzie jedziesz.
Puchary na rajdach off-roadowych są wyjątkowe i oryginalne. Z "Osuviska" bracia Andrzej i Krzysiek mogą się na przykład pochwalić trofeum spawanym z klucza do kół gdzie podstawką jest "blokada od patrola". Cały element jest odczyszczony i pomalowany. Następny puchar jest zrobiony z wałka rozrządu i tłoka.
Komentarze