Pani Hanna pasją do podróżowania zaraziła się w szkole podstawowej, od swojej nauczycielki geografii, nieżyjącej już Anny Freligi. - Pani Ania zaraziła nie tylko mnie, ale i wiele osób ze szkoły. Organizowała dla nas wycieczki i obozy. Opowiadała nam o dalekich krainach, wyspach, czy krajach. Bardzo mnie to fascynowało i postanowiłam, że będę zwiedzać Świat - mówi pani Hanna. Pamięta podróże, które odbyła jako instruktorka harcerstwa. - Bardzo dużo zwiedzaliśmy. Jeździliśmy w góry, czy do Trójmiasta - wspomina. Do każdej podróży miłośniczka wypraw skrupulatnie się przygotowuje. Czyta przewodniki i szuka miejsc, które warto zobaczyć. - W czasie podróży wszystko notuję. Zapisuję na przykład, o której jest lot, przesiadka, czy przyjazd. Przeliczam też czas - mówi. W jej notatniku można też znaleźć informacje o wszystkich najważniejszych zabytkach danego kraju i ich historię. W jedną z pierwszych podróży pani Hanna udała się w sierpniu 1986 roku. - Pojechaliśmy z mężem pociągiem do znajomych. Byliśmy między innymi w Wenecji. Podziwialiśmy piękne miasto na wodzie - wspomina.
Niedziela Palmowa na krańcach świata
Pani Hanna miała okazję zobaczyć, jak wygląda Niedziela Palmowa w Boliwii, w mieście Sucre. Tego dnia ulicami przechodzi procesja, otwierając obchody Wielkiego Tygodnia. Wszystko wygląda tak, jak setki lat temu, kiedy Jezus wjeżdżał na osiołku do Betlejem, a ludzie witali go i wiwatowali gałązkami palmowymi.- W mieście San Cristobal, także w Boliwii, w Wielki Piątek odbywa się Droga Krzyżowa. Uczestnicy niosą dużą figurę Matki Boskiej w czerni. Wszyscy też są ubrani na czarno. Słychać żałobne śpiewy i powolną muzykę - tłumaczy.
Podczas podróży do Egiptu podróżniczka pierwszy raz w życiu jechała na wielbłądzie. - Jakiś mężczyzna pomógł mi na niego wejść i założył mi na głowę arafatkę. Poprosiłam go o zdjęcie. Ale kiedy zeszłam, zażądał pieniędzy. Za zdjęcie, za włożenie chusty i za pomoc przy wejściu. Zażądał sporą sumę, ale ostatecznie wynegocjowałam niższą stawkę - opowiada nasza bohaterka.
Spotkanie z anakondą i karmienia kajmanów
Miłośniczka podróży była też w dżungli w Wenezueli. Tam spała pod gołym niebem w hamaku. - Wbrew pozorom, można się wyspać. Mimo, że byliśmy w dżungli, nie było tak dużo owadów - przyznaje Dąbrowska. Taka wycieczka to obcowanie z naturą. - Nieustannie słyszałam odgłosy dżungli. Widziałam kolorowe papugi ary i tukana. Miałam okazję dotknąć 5,5 metrową anakondę - wspomina. Podczas wyprawy łódką po rzece Orinoko, tubylcy pokazali, jak karmić dzikie zwierzęta. - Karmili mięsem kajmany. Kiedy mięso na długim kiju włożyli do jeziora, to od razu "zleciały się" też piranie. To przerażający widok - tłumaczy podróżniczka. Karmienie kajmanów i łowienie piranii odbyło się na wenezuelskiej równinie Los Lianos.
Na koncie pani Hanny są wyłącznie tzw. "wyprawy objazdowe" z przewodnikiem, gdzie całe dnie turyści spędzają na zwiedzaniu. Dlaczego pani Dąbrowska kocha podróże? - Bo pozwalają nabrać dystansu do swojego kraju. Na krańcach świata można zobaczyć, jak żyją inni ludzie, i jak wygląda ich codzienność. Poza tym podróże są uzależniające. Nie można przestać - oznajmia.
Podróżniczka planuje kolejną wyprawę. Tym razem bursztynowym szlakiem przez Litwę i Łotwę oraz koleją transsyberyjską nad jezioro Bajkał.
Komentarze