Reklama

Uzależniona od podróży

29/03/2016 23:00
Pani Hanna pasją do podróżowania zaraziła się w szkole podstawowej, od swojej nauczycielki geografii, nieżyjącej już Anny Freligi. - Pani Ania zaraziła nie tylko mnie, ale i wiele osób ze szkoły. Organizowała dla nas wycieczki i obozy. Opowiadała nam o dalekich krainach, wyspach, czy krajach. Bardzo mnie to fascynowało i postanowiłam, że będę zwiedzać Świat - mówi pani Hanna. Pamięta podróże, które odbyła jako instruktorka harcerstwa. - Bardzo dużo zwiedzaliśmy. Jeździliśmy w góry, czy do Trójmiasta - wspomina. Do każdej podróży miłośniczka wypraw skrupulatnie się przygotowuje. Czyta przewodniki i szuka miejsc, które warto zobaczyć. - W czasie podróży wszystko notuję. Zapisuję na przykład, o której jest lot, przesiadka, czy przyjazd. Przeliczam też czas - mówi. W jej notatniku można też znaleźć informacje o wszystkich najważniejszych zabytkach danego kraju i ich historię. W jedną z pierwszych podróży pani Hanna udała się w sierpniu 1986 roku. - Pojechaliśmy z mężem pociągiem do znajomych. Byliśmy między innymi w Wenecji. Podziwialiśmy piękne miasto na wodzie - wspomina.


Niedziela Palmowa na krańcach świata 

Pani Hanna miała okazję zobaczyć, jak wygląda Niedziela Palmowa w Boliwii, w mieście Sucre. Tego dnia ulicami przechodzi procesja, otwierając obchody Wielkiego Tygodnia. Wszystko wygląda tak, jak setki lat temu, kiedy Jezus wjeżdżał na osiołku do Betlejem, a ludzie witali go i wiwatowali gałązkami palmowymi.- W mieście San Cristobal, także w Boliwii, w Wielki Piątek odbywa się Droga Krzyżowa. Uczestnicy niosą dużą figurę Matki Boskiej w czerni. Wszyscy też są ubrani na czarno. Słychać żałobne śpiewy i powolną muzykę - tłumaczy.

Podczas podróży do Egiptu podróżniczka pierwszy raz w życiu jechała na wielbłądzie. - Jakiś mężczyzna pomógł mi na niego wejść i założył mi na głowę arafatkę. Poprosiłam go o zdjęcie. Ale kiedy zeszłam, zażądał pieniędzy. Za zdjęcie, za włożenie chusty i za pomoc przy wejściu. Zażądał sporą sumę, ale ostatecznie wynegocjowałam niższą stawkę - opowiada nasza bohaterka.

Spotkanie z anakondą i karmienia kajmanów

Miłośniczka podróży była też w dżungli w Wenezueli. Tam spała pod gołym niebem w hamaku. - Wbrew pozorom, można się wyspać. Mimo, że byliśmy w dżungli, nie było tak dużo owadów - przyznaje Dąbrowska. Taka wycieczka to obcowanie z naturą. - Nieustannie słyszałam odgłosy dżungli. Widziałam kolorowe papugi ary i tukana. Miałam okazję dotknąć 5,5 metrową anakondę - wspomina. Podczas wyprawy łódką po rzece Orinoko, tubylcy pokazali, jak karmić dzikie zwierzęta. - Karmili mięsem kajmany. Kiedy mięso na długim kiju włożyli do jeziora, to od razu "zleciały się" też piranie. To przerażający widok - tłumaczy podróżniczka. Karmienie kajmanów i łowienie piranii odbyło się na wenezuelskiej równinie Los Lianos.

Na koncie pani Hanny są wyłącznie tzw. "wyprawy objazdowe" z przewodnikiem, gdzie całe dnie turyści spędzają na zwiedzaniu. Dlaczego pani Dąbrowska kocha podróże? - Bo pozwalają nabrać dystansu do swojego kraju. Na krańcach świata można zobaczyć, jak żyją inni ludzie, i jak wygląda ich codzienność. Poza tym podróże są uzależniające. Nie można przestać - oznajmia.

Podróżniczka planuje kolejną wyprawę. Tym razem bursztynowym szlakiem przez Litwę i Łotwę oraz koleją transsyberyjską nad jezioro Bajkał.


Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo TwojGlos




Reklama
Najnowsze wiadomości