Dwie 0,7l butelki wódki, pepsi oraz torbę wyniósł ze spożywczaka nieznany mężczyzna. Daleko nie uciekł
Wszystko wydarzyło się w jednym ze sklepów spożywczo-monopolowych przy ul. Poniatowskiego w Rykach. Był czwartek 22 listopada. Do środka wszedł około 40-letni mężczyzna. - Niczym szczególnym nie się nie wyróżniał. Podszedł do lady i poprosił o alkohol - mówi Elżbieta Kisiel, ekspedientka. Zażyczył sobie dwie butelki wódki De Luxe. Była tylko jednak, więc zdecydował się na Krupnik. Oprócz tego wziął z lodówki Pepsi. Poprosił o torbę na zakupy. Zanim doszło do płacenia przypomniał sobie o maśle. - Musiałam pójść po nie na zaplecze. Kiedy wróciłam po chwili klienta już nie było - opowiada pani Elżbieta. - Wybiegła ze sklepu na ulicę w klapkach i sklepowym fartuszku. Nie było czasu, żeby zakładać kurkę i czapkę - dodaje.
Determinacja sprzedawczyni
Najpierw sprawdziła czy złodziej nie oddala się w kierunku ul. Warszawskiej. Tam go nie było. Udała się w drugą stronę. Kiedy wyjrzała za róg zobaczyła "pana lepkie palce" idącego ulicą Szkolną. Zaczęła biec. Kiedy mężczyzna zorientował się, że jest ścigany również przyspieszył. Z ulicy Szkolnej wbiegł w Objazdową. - Zobaczyłam tylko kątem oka czy nic nie jedzie i przebiegłam na drugą stronę za nim - mówi nasza rozmówczyni. - Kiedy wbiegłam w Objazdową było lżej go gonić, bo tam jest z górki - dodaje. Jak się okazało sprawca nie podejrzewał, że pani Ela jest w tak dobrej formie. Zatrzymał się na ul. Królewskiej. - Odwrócił się do mnie twarzą i nic nie mówiąc oddał torbę z zakupami. Jak odchodziłam, to jeszcze się na mnie patrzył. Potem poszedł w swoją stronę - przypomina kobieta. Ekspedientka z niedoszłymi zakupami o wartości ok. 90 zł wróciła do sklepu. - Dopiero teraz tak myślę, że przecież mógł mnie uderzyć, albo zrobić krzywdę. Ale w tamtym momencie nie myślałam o tym - tłumaczy. - Najważniejsze, że ze sklepu nic nie zginęło - kończy.
Komentarze