Wystraszony piesek "ugrzązł" w zaroślach stawu Boguszewski. - Przechodząc usłyszałem głośne szczekanie psa. Trochę się zdziwiłem, że dobiega ze stawu - mówi Cezary Ochota
Około godziny 11, pan Czarek wracał ulicą Janiszewską w kierunku domu. Minął mostek dzielący staw Buksa i Boguszewski Górny. W pewnym momencie usłyszał głośne szczekanie psa. Rozejrzał się dookoła, bo w pierwszej chwili pomyślał, że jakiś pies szczeka na nich. Żadnego nie było. Kiedy podszedł bliżej okazało się, że głos dobiega z zarośli nad brzegiem stawu Boguszewski. - Byłem bardzo zdziwiony, co tam może robić pies - mówi mieszkaniec Ryk. Nie przeszedł jednak obojętnie. - To było jak wołanie o pomoc - dodaje mężczyzna. Podszedł bliżej, ale okazało się, że pies jest parę metrów od brzegu. - Nie miałem jak go wyciągnąć - opowiada. Zadzwonił do kolegi z OSP Ryki. Był w pracy, powiadomił jednak wydział urzędu miejskiego zajmującego się m.in. bezdomnymi zwierzętami. Została uruchomiona procedura. W między czasie obok rowerem przejeżdżał kolega pana Czarka. Postanowił, że spróbuje wyciągnąć biedne zwierzę. - Wszedłem w zarośla i niewiele brakowało, żebym go wydostał, ale uciekł jeszcze głębiej - mówi Piotr Walasek. Na miejscu pojawiła się pani weterynarz, stwierdziła, że pies nie jest ranny i należy zawiadomić schronisko dla bezdomnych psów. Przyjechali też strażacy. Ratownik ubrany w wysokie gumowe buty wszedł do stawu. Podał zwierzęciu karmę. Ten się trochę oswoił. Podszedł bliżej, ale nie chciał wyjść na brzeg. Wtedy na miejscu pojawił się wezwany przedstawiciel schroniska, z którym gmina ma podpisaną umowę na odłów bezdomnych zwierząt. Fachowa interwencja przyniosła skutek. Piesek został wyciągnięty na brzeg i trafił do schroniska w Sobolewie.
Nie wiadomo czy pies sam komuś uciekł, czy został podrzucony w to miejsce przez swojego właściciela.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze