Reklama

Ukarana naganą i zwolniona. Jej miejsce od razu zajęła koleżanka przełożonych

- Zwolniono mnie z pracy, a na moje miejsce weszła znajoma wyżej postawionych pracowników - mówi kobieta

Marzena Marczewska przez 19 lat pracowała w Wojskowych Zakładach Lotniczych nr 1. Przez ostatnie 17 na stanowisku magazyniera. Przez te lata uchodziła za wzorowego pracownika o czym świadczy m.in. nagroda pieniężna przyznana w ubiegłym roku. - Można powiedzieć, że również w zeszłym roku zaczęły się moje kłopoty - mówi kobieta. Kilkanaście miesięcy temu zakład przyjął stażystkę. - Przez 11 miesięcy uczyłam tą panią, jak się pracuje na moim stanowisku. Nie zdawałam sobie wtedy sprawy, że to właśnie ona  jest szykowana do pracy na "moim" magazynie. Zresztą nikt mnie o tym nie informował - zaznacza.

Na początku tego roku Marczewska usłyszała od swojego kierownika, że ma zmienić miejsce pracy. - Zaproponowano mi przejście na inny magazyn. Nie zgodziłam się ponieważ uznałam, że to będzie degradacja - oznajmia. Po dwóch tygodniach otrzymała kolejne polecenie o zmianie miejsca pracy. Znów odmówiła. - Po pierwsze nikt nie dał mi zmiany warunków umowy na piśmie - wylicza. - Po drugie miałam przejąć odpowiedzialność za inny magazyn bez wcześniejszej jego inwentaryzacji. Taki dokument kazano mi podpisać - dodaje.

Reklama

WZL nie komentuje

Za niewykonanie polecenia otrzymała od pracodawcy naganę. - Odwołałam się, ale dyrekcja odrzuciła moje pismo - mówi pani Marzena. W uzasadnieniu napisano, że od nagany przysługuje jej odwołanie do sądu pracy. Miała na to trzy tygodnie. Nie zdążyła. Po czterech dniach od otrzymania decyzji dostała wypowiedzenie bez konieczności świadczenia pracy do końca czerwca. - Moje miejsce od razu zajęła dziewczyna, którą uczyłam przez tyle miesięcy, prywatnie znajoma wyżej postawionych pracowników - mówi.

Pani Marzena napisała pismo do Marcina Nocunia, prezesa zarządu spółki. Wyjaśnia w nim swoją sytuację i prosi o wstawienie się za nią. - Do tej pory nie otrzymałam odpowiedzi - oznajmia.

Reklama

5 kwietnia pozwała WZL-1 w Dęblinie. Domaga się anulowania nagany. Drugi pozew dotyczy zadośćuczynienia za zwolnienie z pracy. - Przy tej dyrekcji nie jestem w stanie dalej pracować w tym zakładzie - podkreśla.

Bartłomiej Kacperczyk, członek zarządu WZL-1 oraz dyrektor dęblińskiego oddziału nie chciał rozmawiać. - Pan dyrektor nie będzie udzielał komentarza w tej sprawie. To są wewnętrzne sprawy firmy - informuje sekretarka dyrektora.

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo TwojGlos




Reklama
Najnowsze wiadomości