Ogień pojawił się nagle. Gospodarzy nie było w tym czasie w domu. Kiedy wrócili zastali tragiczny obraz
Do pożaru doszło w środę. Jest południe. Państwo Góra mieszkający w Nowodworze wracają do domu od lekarza. - Już od drogi zauważyłam dym. Myślałam, że leci z komina - opowiada Bożena Góra. Sprawa wydawała się jednak poważniejsza. - Kiedy podjechaliśmy bliżej zobaczyliśmy, że dym unosi się nad dachem tuż obok ganku. Tu znajdowała się skrzynka elektryczna - dodaje. Kobieta od razu chwyciła za telefon. Ten jednak rozładował się. - Co sił w nogach pobiegłam do sąsiadki. To ona wezwała straż - mówi.
Teraz rodzina mieszka w stodole. - Nie ma idealnych warunków. Nie ma ogrzewania, ani łazienki, ale chociaż mamy dach nad głową - tłumaczy Adam Góra.
Więcej już w najbliższą środę w papierowym wydaniu "Twojego Głosu"
Komentarze