Reklama

Zaopiekowali się psem, teraz mogą stracić mieszkanie

01/02/2014 13:20
Anna Kawka jest nauczycielką z 30-letnim stażem. Przez ostatnie dwadzieścia lat pracowała na stanowisku dyrektora Przedszkola Samorządowego nr 2 w Rykach przy ulicy Żytniej. Wcześniej była również dyrektorką m.in. przedszkola w Rososzy. W ciągu tych lat nigdy nie było uwag co do jej pracy. W październiku 2010 roku za wybitne osiągnięcia w pracy dydaktyczno - wychowawczej i opiekuńczej otrzymała od burmistrza Jerzego Gąski nagrodę. "Dziękując za codzienny wysiłek, życzę dalszych sukcesów, satysfakcji w pracy oraz pomyślności w życiu osobistym" - napisał burmistrz Ryk na dyplomie, który otrzymała pani dyrektor. Kto by pomyślał, że za kilka miesięcy jej życie zawodowe i prywatne zostanie całkowicie wywrócone i to za sprawą decyzji właśnie burmistrza.

Na rok przed zakończeniem kadencji pani dyrektor, Gąska wydał zarządzenie odwołujące Annę Kawkę z zajmowanego stanowiska. Głównym powodem miało być rażące naruszenie w dysponowaniu funduszem socjalnym. Wątpliwości dotyczyły wycieczki zorganizowanej przez przedszkole w długi majowy weekend. Burmistrz Ryk oskarżył panią dyrektor o popełnienie przestępstwa i złożył zawiadomienie do prokuratury. Ta jednak po zbadaniu sprawy odmówiła wszczęcia postępowania, a decyzję tę podtrzymał sąd rejonowy.

Od decyzji burmistrza Anna Kawka odwołała się do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego. Ten unieważnił zarządzenie wydane przez Jerzego Gąskę. Formalnie pani Kawka była dalej dyrektorem, ale na swój fotel nie wróciła. Został on zajęty przez inną osobę, bo burmistrz Gąska w międzyczasie ogłosił konkurs na stanowisko dyrektora.

27 marca tego roku burmistrz Ryk wydał kolejne zarządzenie odwołujące ze stanowiska dyrektora przedszkola przy ulicy Żytniej panią... Annę Kawkę. Jak się okazało nie była to jedyna przykra wiadomość, która spadła na nią w tym dniu. Z rąk urzędującej pani dyrektor, Anny Oździńskiej, otrzymała pismo o wypowiedzeniu umowy najmu lokalu mieszkalnego za "rażące i uporczywe wykraczanie przeciwko obowiązującemu porządkowi na terenie przedszkola".

W sprawie pani dyrektor interpelacje na ostatniej sesji złożył radny Marek Ochap: - Czy to nie za dużo przykrości, jak dla jednej rodziny - pytał radny. W tym miejscu należy dodać, że partner pani Kawki wkrótce może zostać zwolniony przez burmistrza Gąskę z pracy w urzędzie miejskim. Wszystko wskazuje na to, że jest jedną z pięciu osób, które stracą pracę w magistracie. Wypowiedzenia do tej pory Krzysztof Gregorczyk nie otrzymał, bo przebywa na zwolnieniu lekarskim.

Okazało się, że przyczyną wypowiedzenia umowy najmu jest posiadanie przez panią Kawkę psa. Pani dyrektor w nauczycielskim mieszkaniu przy przedszkolu mieszka ponad 15 lat. W tym czasie posiadała niejednego psa, czy kota. Nikt jednak z tego powodu nie wypowiadał jej mieszkania.

- Sprawa psa przeważyła, choć nieporozumień i trudnych sytuacji z lokatorami było więcej, jak chociażby wtargnięcie na teren przedszkola po jego zamknięciu, czy nie zabezpieczanie terenu przedszkola przez zamykanie po godzinach pracy furtki, czy bramy i narażanie tym samym placówki na uszkodzenie placu zabaw, czy pozostawianie na nim pustych butelek, czy puszek. Jednak, jak już mówiłam, sprawa psa przesądziła o mojej decyzji, dlatego, że chodzi tu o zdrowie i bezpieczeństwo dzieci. Do wszystkich innych argumentów dochodzą kolejne - świadomość konsekwencji i odpowiedzialności. Pani z Sanepidu wyjaśniając mi, jak ma się sprawa zwierząt na placu przedszkolnym, poinformowała mnie, że to ja, jako zarządzająca tą posesją i przedszkolem, będę obciążona karami. Najważniejsze jest zdrowie dzieci - podkreśla Anna Oździńska, dyrektor przedszkola.

Betnia, bo tak się wabi suczka pani Kawki, to roczny labrador. Trafiła tam podczas ubiegłorocznych wakacji. - Miał to być pies babci Gregorczykowej, ale że się rozchorowała trafił do nas. Nasze dziecko z zespołem Downa przywiązało się do niego i choćby dla jej dobra postanowiliśmy go zatrzymać. Pies szykowany jest do dogoterapii dla dzieci niepełnosprawnych. Uważam, że jest idealny do tego - mówi Anna Kawka. Wspólnie ze swoim partnerem mają 13-letnią córkę Wiktorię. Dziecko urodziło się niepełnosprawne. Dziewczynka bardzo ucieszyła się z nowego przyjaciela w domu.

- To jest czysta złośliwość. Uważam, że pies nie jest przyczyną tylko pretekstem, żeby wyrzucić mnie z tego mieszkania. Teraz tylko czekam, kiedy pani dyrektor znajdzie jakiś sposób, żeby mnie zwolnić z pracy i to nie tylko mnie, ale osoby, które mi sprzyjają - dodaje pani Kawka.

- Była to dla mnie bardzo trudna decyzja. Myślałam nad nią długo. To nie było tak, że zobaczyłam psa w niedzielę i w poniedziałek pani Kawka otrzymała wypowiedzenie umowy najmu. Problem psa korzystającego z placu zabaw dla dzieci, to sprawa długotrwała - problem pojawił się w wakacje. Od tego momentu rozmawiałam z Panią Kawką niejednokrotnie. W grudniu otrzymała pisemne upomnienie, w którym została poinformowana, iż w przypadku, gdy nie zmieni swojego zachowania i nie dostosuje się do zasad i będzie ignorowała prośby to zostanie jej wypowiedziana umowa najmu - informuje Oździńska.

Pani Kawka twierdzi, że pies nie jest wypuszczany na teren przedszkola. Jest cały czas pod kontrolą i nie ma takich sytuacji, żeby sobie samopas gdzieś poszedł. - W ciągu dnia, jak nas nie ma w domu, pies jest wyprowadzany do babci - mówi właścicielka Betiny. - My zbieramy odchody swojego psa nawet poza terenem przedszkola. Na placu przedszkolnym zbieramy wszystkie takie nieczystości. Nie tylko naszego psa, żeby nie być posądzonym, że zrobiła to nasza suczka. Jest zaszczepiona przeciwko wściekliźnie i regularnie jest odrobaczana. Pies jest cały czas pod nadzorem weterynarza - dodaje.

Burmistrz Ryk komentując tą sprawę zastrzega, że to nie jest tylko sprawa psa. - To również inne sytuacje, które miały miejsce od chwili odwołania Pani Kawki z funkcji dyrektora, jak np. korzystanie z pomieszczeń przedszkolnych w weekendy przez panią Kawkę. Taka sytuacja miała miejsce, gdzie prosiła pracownika, żeby zostawił jej otwarte przejście. To były kuriozalne sytuacje, o których dziś się dowiadujemy. Teren przedszkola nie jest prywatną posesją Pani Kawki, więc powinna podporządkować się zasadom i regułom obowiązującym w przedszkolu. Czy normalnym jest, aby prywatny samochód parkował na terenie przedszkola i wjeżdżał bądź wyjeżdżał w czasie, kiedy dzieci biegają po placu przedszkolnym? - mówi Jerzy Gąska.

Umowa najmu lokalu była przedłużana co trzy lata. Jej kolejny termin upływa 31 grudnia tego roku. Wiele osób zastanawia się skąd ten nagły pośpiech?

- Pewne zachowanie Pani Kawkowej i Pana Gregorczyka przelały czarę goryczy. Moja cierpliwość się skończyła. Wykorzystałam już łagodne argumenty, jakimi były rozmowy i upomnienia. Jeżeli Pani Kawka sprawdzała na ile sobie pozwolę lub też, jak bardzo Jej ignorancja w stosunku do moich próśb będzie przeze mnie tolerowana, to właśnie tu jest jej kres. Ja już nie miałam innych argumentów - wyjaśnia Anna Oździńska. - Wiem, że część osób myśli, że decyzja ta została mi podyktowana przez przełożonych. Prawda jest jednak taka, że była to moja własna decyzja. Pan burmistrz był przeciwny temu, żebym wręczała to wypowiedzenie. Pan burmistrz rozmawiał ze mną, żeby dać jeszcze jedno upomnienie pisemne - dodaje.

Umowa została wypowiedziana bez zachowania okresu wypowiedzenia. Anna Kawka nie kryje zdziwienia takim obrotem sprawy. Za nieco ponad 39-metrowe mieszkanie regularnie płaci czynsz. Teraz zastanawia się, gdzie mogłaby zamieszkać.

- Nie wyrzucam tych państwa na bruk. Pani Kawka jest zameldowana na stałe pod innym adresem w Rykach. Liczę na to, że będą na tyle odpowiedzialni, że się wyprowadzą w najbliższym czasie. Chciałabym, żeby to nastąpiło do połowy kwietnia, najpóźniej do końca miesiąca - mówi dyrektor Oździńska. Problem w tym, że według słów pani Kawki lokal, o którym wspomina pani dyrektor nie nadaje się do zamieszkania. Trzeba sporo czasu i nakładów, żeby można było się do niego przeprowadzić.

Tymczasem burmistrz Ryk ma już pomysł na zagospodarowanie mieszkania przy przedszkolu. - Nie ma mowy o dalszym wynajmowaniu tego mieszkania. To jest tylko uciążliwość - mówi Jerzy Gąska. - Chcemy powiększyć przedszkole z myślą o dzieciach w wieku między 2,5 a 3 lata. Widzimy, że są takie potrzeby, ale zobaczymy, jak do tego pomysłu odniesie się kurator oświaty - dodaje burmistrz.

Pani Anna z córką i swoim partnerem wciąż mieszkają przy ulicy Żytniej. Czekają na rozwój wydarzeń. - W związku z tym, że umowa kończy się w grudniu, mogli przysłać pismo z prośbą o wyprowadzenie się np. do końca wakacji. Byłoby to po ludzku - mówi była dyrektor Kawka.
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo TwojGlos




Reklama
Najnowsze wiadomości