REKLAMA
dla rolnika

na sygnale

Wyłudzała pożyczki podając dane czytelników biblioteki

Opublikowano 24 maja 2016, autor: Marlena Ochal

Policjanci pod nadzorem prokuratury prowadzą postępowanie w sprawie oszustwa. Miała się go dopuścić była pracownica Miejskiej Biblioteki Publicznej w Dęblinie

Postępowanie przygotowawcze w tej sprawie dęblińscy policjanci prowadzą od lipca ubiegłego roku. – Jak wynika z naszych ustaleń, pracownica biblioteki, wykorzystując dostęp do danych osobowych, zaciągała na inne osoby internetowe kredyty – potwierdza podkom. Jacek Wójcik z ryckiej policji. Bibliotekarka we wnioskach kredytowych składanych przez internet wpisywała prawdziwe imię i nazwisko, numer dowodu osobistego i pesel czytelnika. Podawała tylko inny adres do korespondencji. Wezwania do zapłaty nie przychodziły na adresy pokrzywdzonych. Oszukani przez długi czas nie mieli pojęcia, że na ich nazwiska ktoś zaciągał pożyczki.

Usłyszała, że ma do spłacenia 1,5 tysiąca

Jedną z poszkodowanych jest pani Monika (imię zmienione). O tym, że padła ofiara oszustwa dowiedziała się od policji. Otrzymała wezwanie na komisariat. Od policjantów usłyszała, że ma konto w mBanku i do spłacenia 1,5 tys. zł. Była tym zdziwiona. Sama tego konta nie zakładała i nie brała żadnej pożyczki.

Jak się dowiedzieliśmy, takich osób jak pani Monika może być nawet 100. – Ta liczba może się cały czas zwiększać – informuje prokurator Dorota Maj, która prowadzi postępowanie. Prokuratura cały czas zbiera materiały dowodowe. – Akta trafiły do Sądu Okręgowego w Lublinie z wnioskiem o zwolnienie z tajemnicy bankowej, bo to jest jedyna droga do tego, żeby sprawdzić, ile dokładnie osób zostało pokrzywdzonych tym przestępstwem – mówi Grzegorz Trusiewicz, szef ryckiej prokuratury.

Znały sprawę oszustki

Pani Monika zaniepokojona zaistniałą sytuacją na własną rękę postanowiła dowiedzieć się czegoś więcej. Ponieważ w Dęblinie nie ma placówki mBanku, kobieta próbowała skontaktować się z bankiem telefonicznie. Nie przeszła weryfikacji. Pojechała więc do placówki w Puławach. – Panie były doskonale zorientowane w sytuacji. Znały sprawę oszustki z Dęblina, bo prawdopodobnie nie byłam pierwszą jej ofiarą. Złożyłam reklamację i oświadczenie, że osoba trzecia założyła na moje nazwisko rachunek bankowy. Poprosiłam o wyciąg z konta, ale pani powiedziała, że nie może mi dać, bo nie jest ono moje – mówi poszkodowana. Została poinformowana, że konto jest zablokowane i zostanie zlikwidowane w momencie, kiedy bank otrzyma decyzję o zamknięciu postępowania.

Do ośmiu lat więzienia

Wkrótce okazało się, że „obrotna” bibliotekarka na panią Monikę wzięła jeszcze jeden kredyt przez internet w Kredito24. Pokrzywdzona nawet nie wie, na jaką kwotę. Jak ustalili śledczy, bibliotekarka, aby transakcje przeprowadzać szybko, bez większych formalności brała kredyty w wysokości od kilkuset do 2 tys. zł.

Prokuratura nie postawiła w tej sprawie jeszcze żadnych zarzutów. Bank, w którym zaciągane były kredyty deklaruje współpracę ze śledczymi. – Wszelkie dowody takie jak wykazy logów systemowych, historie rachunku lub inne niezbędne dokumenty mogące znajdować się w posiadaniu banku będą udzielane policji lub prokuraturze – usłyszeliśmy w mBanku.

Za oszustwo grozi kara pozbawienia wolności od 6 miesięcy do 8 lat.

„Lubiłam ją”

Pani Monika ma dzieci w wieku szkolnym, dlatego często korzystała z biblioteki. – Często mnie ta pani obsługiwała. Lubiłam ją. Byłam kiedyś w czerwcu, już po tym, jak wzięła na mnie kredyt. Była bardzo miła. Nie wiem, może po nazwisku skojarzyła, że jestem jedną z jej ofiar – dodaje kobieta.

Bibliotekarka pracowała w placówce 18 lat. Została zwolniona 6 lipca 2015 r. – To był dla mnie szok. Jak tylko pracownica wróciła po urlopie, od razu rozwiązałam z nią umowę o pracę. Nie protestowałamówi Jolanta Karwowska, dyrektor dęblińskiej biblioteki. Oszustwa pracownicy odbiły się w pewnym stopniu na placówce. – Nie straciliśmy czytelników, ale na pewno jej czyny naruszyły nasz dobry wizerunek. Przychodzili do nas ludzie, skarżyli się. Były tłumaczenia, przeprosiny. Jest mi przykro, że taka sytuacja miała miejsce – mówi dyrektor. Po aferze w bibliotece wprowadzone zostały zasady bardziej chroniące czytelników. W tej chwili Miejska Biblioteka Publiczna korzysta z systemu informatycznego. – Czytelnicy wypożyczając książki podają tylko numer pesel. To zabezpiecza ich dane osobowe – zapewnia Karwowska.

 

Napisz komentarz »