Reklama

Branża hotelarsko - gastronomiczna na dnie. Właściciele liczą straty

Tak źle jeszcze nie było. Jeszcze rok temu tętniło tu życie. Teraz zapadła głucha cisza. - Jesteśmy na "minusie" i w najbliższym czasie nie zapowiada się, żeby było lepiej - mówi Danuta Iwańska, właścicielka Restauracji nad Wisłą w Dęblinie

Branża gastronomiczna w obecnym czasie nie ma dobrej passy. Przez obostrzenia związane z pandemią koronawirusa, od października ubiegłego roku nie działają m.in. restauracje. - Już w marcu restauracje zaczęły funkcjonowanie w ścisłym reżimie sanitarnym z ograniczoną ilością osób w lokalach. Od października zostały całkowicie zamknięte i przygotowujemy jedynie dania na wynos, ale wykonujemy  ok. 10 - 15 % porcji - mówi pani Danuta. - Po podsumowaniu całego roku wyszliśmy na minus . Nie pamiętam, żeby było, aż tak źle - dodaje. Pani Danuta prowadzi z mężem biznes od 11 lat. Przyznaje, że nie pamięta takiej sytuacji. - Nawet jak przeprowadzaliśmy remont, to jedna z sal była czynna, a kuchnia pracowała - zaznacza. Iwańska przyznaje, że branża gastronomiczna od zawsze była pod ścisłą kontrolą sanitarną, a obecnie doszły kolejne obostrzenia. -Przepisy są o wiele bardziej rygorystyczne, niż np. w supermarketach, gdzie też sprzedaje się żywność. Nie mamy na to wpływu, ale jest to uciążliwe - mówi. Kobieta żali się, że przez obecną sytuację, niestety doszło do redukcji etatów. - Jedna z pracownic odeszła na emeryturę, a jedną musiałam zwolnić. Obecnie zatrudniam dwie osoby - tłumaczy. - Czekamy na powrót do normalności, ale póki co każdy tydzień jest dla nas trudny i przynosi straty - dodaje Dariusz Iwański, mąż restauratorki. Przedsiębiorcy w tej trudnej sytuacji mogą korzystać z rządowego wsparcia. Na bieżące funkcjonowanie restauracji państwa Iwańskich udało się pozyskać 108 tys. zł. - Dzięki temu nadal trwamy na rynku - podsumowuje. 

 

Reklama

Pokoje stoją puste

W dęblińskiej kawiarnii "Ewex" jest podobna sytuacja. - Dochody spadły o 90 % - mówi właścicielka Ewa Filipek. W branży od 20 lat. - Jest nam ciężko, bo nasza główna działalność opierała się na organizacji imprez okolicznościowych, które w ogóle się nie odbywają - dodaje. Latem, gdy liczba zachorowań spadła, odbywały się sporadyczne przyjęcia, jednak z ograniczoną liczbą osób w reżimie sanitarnym. - Musimy przestrzegać wielu zasad. Jesteśmy kontrolowani przez "sanepid" i policję - przyznaje. Obecnie firma zajmuje się rozwożeniem obiadów na wynos. - To głównie dania serwowane pracownikom firm z którymi zawarłam umowy i starszym osobom, ale nie jest ich dużo - zaznacza właścicielka. Pani Ewa w ofercie swojej firmy posiada również wynajem pokoi noclegowych. Od 7 listopada obowiązują surowe obostrzenia dotyczące działalności hoteli.  Mogą  przyjmować wyłącznie gości w podróży służbowej, sportowców biorących udział w zgrupowaniach lub zawodach oraz lekarzy i pacjentów. Tak radykalne ograniczenia bezpośrednio wpłynęły na fatalne wyniki branży. - Na wynajem nie ma w ogóle zainteresowani. Jest kryzys, a jego skutki będziemy odczuwać z pewnością jeszcze jakiś czas.  - tłumaczy Filipek. Mimo pandemii w lokalu dużo się dzieje. - Zatrudniam dwie osoby i oprócz gotowania, sprzątamy i przeprowadzamy remonty - mówi pani Ewa. Firma pozyskała środki z tarczy antykryzysowej w formie pożyczki, ale właścicielka nie ujawnia kwoty. - Pieniądze zostaną przeznaczone na wynagrodzenia dla pracowników - mówi pani Ewa.

 

Reklama

Jest szansa, że otworzą hotele

Hotele mają pozostać zamknięte do 14 lutego, ale wiele wskazuje na to, że luzowanie obostrzeń coraz bliżej. Jako pierwsze rząd zamierza otworzyć właśnie hotele, ale z konkretnymi wymogami dotyczącymi rygoru sanitarnego. Ostateczne decyzje mają zapaść jeszcze w tym tygodniu i będą uzależnione od liczby zakażeń na koronawirusa.

Właścicielem dwugwiazdkowego hotelu w Rykach jest Antoni Warowny. Firma dysponuje 18 pokojami, w których może łącznie przebywać 50 osób. - Służą przede wszystkim gościom weselnym, ale odkąd nie ma wesel, nie ma też zainteresowania na wynajem - tłumaczy. Pan Antoni nie zgadza się z decyzją rządu o zamknięciu małych hoteli, w których jest z pewnością mniej ludzi, niż w na co dzień w supermarkecie. - Rozumiem, że w dużych hotelach m.in. w górach, gdy trwa sezon jest sens  całkowitego zamknięcia. U nas jest niewiele osób, więc w zasadzie nie mają ze sobą kontaktu, ale nie my o tym decydujemy - dodaje.

Reklama

 

Trzy wesela w kwietniu

Pan Antoni od 16 lat prowadzi również restaurację "Olivia". - Jestem przedsiębiorcą od 45 lat. Początkowo zajmowałem się budowlanką, potem prowadziłem dyskotekę i kawiarnię, a teraz restaurację, salę baletową i hotel - tłumaczy. Przyznaje, że tak trudnych czasów nie pamięta. - Nigdy nie było tak, że trzeba było zamknąć firmę. Zawsze był ruch i dużo pracy. Trudno mi się przyzwyczaić do obecnego stanu - zaznacza Warowny. Kiedy zapadła decyzja o zamknięciu restauracji, była możliwość wydawania dań na wynos. - Początkowo serwowaliśmy posiłki, ale odkąd hotel nie  działa i nie przygotowujemy śniadań, nie ma zapotrzebowania, więc zrezygnowaliśmy z tego - wyjaśnia Warowny. Obecnie lokal jest zamknięty. Trwa w nim remont.  Właściciel ma nadzieję, że wraz z nadejściem wiosny przyjdą leprze czasy. - Mam rezerwację na trzy wesela w kwietniu. Komunie i chrzciny są odłożone w czasie i mamy nadzieję, że wszystko wróci do normy - zaznacza. Pan Antoni zatrudnia 7 pracowników. Oprócz kosztów związanych z utrzymaniem etatów, opłaca podatki i rachunki za prąd i gaz. Przyznaje, że w przypadku braku dochodów koszty prowadzenia firmy są bardzo duże. Miesięcznie to ok. 30 tys. zł. -Budynek trzeba ogrzewać, bo codziennie w nim przebywamy, a obecnie są spore mrozy - mówi. Lokal ma powierzchnię ok. 2. 5 tys. m2. - Płacę ok. 9,5 tys. podatku od nieruchomości. Napisałem do urzędu prośbę o jego umorzenie lub obniżenie płatności, ale jeszcze nie uzyskałem odpowiedzi - mówi. Przedsiębiorca tłumaczy, że sytuacja jest trudna, dlatego przygotowuje dokumenty, aby otrzymać rządowe wsparcie. - Mam nadzieję, że uda się dostać pomoc, bo wtedy będzie nam łatwiej funkcjonować - kończy. 

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Maniuś - niezalogowany 2021-02-16 18:30:48

    Pani autorka tego artykułu powinna wrócić do szkoły...Takie byki, że aż wstyd!!!!

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Daro - niezalogowany 2021-02-17 05:12:39

    Lojojoj byki. I co z tego

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    zakonnik - niezalogowany 2021-02-17 07:49:20

    co ja mam napisać z jednej strony żal z drugiej trzeba przewidywać i złe czasy na tym proces zarządzania polega i szybka reakcja na otoczenie . Ale tu problem głębszy , jezeli Państwo zamyka (prawnie czy nie )Państwo niech pomaga , A jak sie wybiera nieudaczników to tak jest jak jest teraz . Nauczkaaaaaaaaa na wsze czasy ,ale pewnie nic nie nauczy bo wielu biznesmenów uwielbia w tym powiecie pis

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo TwojGlos




Reklama
Najnowsze wiadomości