Reklama

Kazimierz Sidor z Dęblina świętuje 30-lecie swojego zakładu tapicerskiego

20/08/2020 09:35

Zadowolony klient. To najbardziej cieszy Kazimierza Sidora. 1 lipca minęło 30 lat od momentu, kiedy otworzył zakład tapicerski w Dęblinie

To niełatwy fach, wymagający cierpliwości i sporych umiejętności. Pan Kazimierz od 13 lat jest na wojskowej emeryturze. Nosił się z zamiarem zamknięcia zakładu, by odpocząć, jednak szybko zaniechał tego pomysłu. - Mam 18 plus i bardzo dobrze się czuję. Jestem w sile wieku - uważa dęblinianin. - Jak bym zamknął, to nie dałbym rady wysiedzieć bez pracy - dodaje.

Tapicerstwo to jego pasja. Od młodych lat wiedział co będzie robił w życiu. Pochodzi spod Lubartowa. W 1976 roku skończył zawodową szkołę tapicerską w Lublinie. Później przez kilka lat pracował w wyuczonym zawodzie. Do momentu wezwania do odbycia zasadniczej służby wojskowej. Tak w 1976 roku trafił do Dęblina i już tu pozostał. Postanowił zostać żołnierzem zawodowym. Jednak nie zrezygnował ze swojego fachu. Każdą wolną chwilę poświęcał na renowację mebli. Przez cały czas planował także otwarcie zakładu. Udało się to 1 lipca 1990 roku.

Reklama

Najpierw służba, później praca

- Byłem chyba pierwszym żołnierzem, któremu pozwolono prowadzić działalność gospodarczą - zauważa Kazimierz Sidor. Lokal wynajął w pawilonie Jubilat na osiedlu Lotnisko. - Od tego czasu najpierw była służba w wojsku, a popołudniami praca w zakładzie. Tak codziennie od rana do nocy - opowiada. Praca panu Kazimierzowi towarzyszy do dziś. - Bez niej nie potrafiłbym się odnaleźć. I choć pracuję non stop, nie jestem zmęczony - przyznaje.

Pan Kazimierz wspomina swój pierwszy większy projekt. To odnowienie foteli w głównej auli wykładowej ówczesnej Wyższej Szkoły Oficerskiej Sił Powietrznych. - Ponad 400 foteli. To była pokazowa robota. Nie bałem się tej pracy. Wiedziałem, że sobie poradzę. Udało się zakończyć zlecenie w terminie - wspomina. Do tego zadania wyjątkowo wziął kilku pomocników. - Nie zatrudniam nikogo. Jestem sam sobie kierownikiem, pracownikiem, sprzątaczką, zaopatrzeniowcem - mówi Kazimierz Sidor, który uważa, że trudno jest o dobrego pracownika w tej branży.

Reklama

W 2002 roku przedsiębiorca przeniósł zakład na ul. Trapezową. Pobudował własną siedzibę, a obok dom, do którego przeprowadził się z rodziną rok później. Wówczas pan Kazimierz przeszedł kryzys. - Podczas budowy musiałem wziąć kredyt, który stał się sporym obciążeniem. Na szczęście wszystko dobrze się skończyło. Od tamtej pory nie muszę już korzystać z usług banku - opowiada Sidor.

Obrączka w meblach

Przez te wszystkie lata pan Kazimierz zapracował na markę solidnego i uczciwego rzemieślnika. Zaczynał od przysłowiowego „zera”. Pierwszy pistolet pożyczył mu kolega z Warszawy. - Powiedział: „jak zarobisz, to sobie kupisz swój” - opowiada. Dziś ma klientów z całej… Polski. - Niedawno realizowałem zlecenie z Wrocławia. Miałem klienta z Warszawy, który remontował mieszkanie, wynajął ciężarowy samochód i przywiózł wszystkie meble do tapicerowania - opowiada rzemieślnik. To tylko dwa z wielu takich przypadków, że klienci chcą przejechać przez pół kraju, aby skorzystać z usług pana Kazimierza.

Reklama

- Każde zlecenie jest inne. Często jeżdżę do klienta i oceniam robotę. Podpowiadam co zrobić. Gdy mebel jest już w moim warsztacie rozebrany, to dzwonię do zleceniodawcy i wyjaśniam szczegółowo na czym będzie polegać praca. Wtedy klient wie za co płaci. Jeszcze nie miałem niezadowolonego klienta, reklamacji, poprawek. To mnie cieszy - mówi pan Kazimierz. - Raz znalazłem obrączkę. Klient był zaskoczony, że mu ją oddałem - wyjaśnia.

Pan Kazimierz współpracuje też z antykwariatami - odnawia stare meble. - Ostatnio robię dużo staroci. Jest moda na stylowe meble. Delikatnie trzeba je rozbierać, żeby nie uszkodzić. Tak naprawdę drożej wychodzi renowacja, niż ich zakup - przyznaje Sidor.

Reklama

Aby skorzystać z usług dęblińskiego tapicera trzeba czekać około trzech miesięcy w kolejce. - Nawet przez koronawirusa nie zwolniłem tempa - zauważa.

Syn i córka nie myślą o przejęciu zakładu. Swoje życie zawodowe związali z wojskiem. - Tapicerstwo to ciężki kawałek chleba. Dziś szybciej jest zrobić nowy mebel, jak wyremontować stary. Poza tym dzisiejsze meble kupowane w marketach są tanie i słabej jakości. Przeważnie nikt ich nie remontuje - uważa pan Kazimierz i przyznaje, że kiedyś meble były solidniejsze. - To była rzemieślnicza robota. Raz robiłem tapczan na dużych sprężynach, wiązany sznurkiem na trawie morskiej. Wytrzymał 50 lat i wytrzyma kolejne 50 - mówi dęblinianin.

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo TwojGlos




Reklama
Najnowsze wiadomości