- Mnie i męża nie było wtedy w domu. Był tylko syn, który ze zdenerwowania nie był w stanie wezwać pomocy. Straż pożarną wezwali sąsiedzi, którzy zauważyli płomienie. O pożarze dowiedziałam się od sąsiadki - opowiada Monika Madej. - Gdybyśmy byli w domu, być może wcześniej zauważylibyśmy płomienie.
Oprócz dachu krytego papą spłonęły dwa rowery górskie, ok. 80 sztuk pojemników plastikowych na warzywa oraz worki plastikowe. W budynku prowadzono wstępną obróbkę warzyw.
Pożar wybuchł ok. godziny 13.40. W działaniach gaśniczych trwających prawie 1,5 godziny udział brali strażacy z KP PSP w Rykach i OSP Ryki. Działania strażaków polegały na podaniu wody na palący się budynek oraz na sąsiednie budynki w celu niedopuszczenia do rozprzestrzenienia się pożaru. - Była taka groźba, bo tu budynki stoją blisko siebie - mówi pani Monika.
- Przypuszczalną przyczyną pożaru było zwarcie instalacji w wózku widłowym - informuje Jarosław Lasek, rzecznik prasowy KP PSP w Rykach.
- Całe szczęście, że nikomu się nic nie stało. To dzięki strażakom, którzy błyskawicznie przyjechali. Bardzo im za to dziękujemy. Dziękujemy także sąsiadom za wezwanie pomocy - mówi Monika Madej.
Komentarze