Reklama

Dym z wiatraków

12/07/2012 06:55
Spotkanie było planowane od dawna. Zaproszenie na nie otrzymał również inwestor, by mógł przedstawić swoje racje i szanse z wynikające z wybudowania potężnych wiatraków w okolicach Rososzy, Leopoldowa, Zalesia i Oszczywilka. 6 lipca nie był przypadkowy. Wcześniejsze terminy "nie pasowały" firmie, która chce zrealizować inwestycję. Niestety dzień przed spotkaniem organizatorzy zostali poinformowani, że od inwestora nikt nie dojedzie[tresc_platna zacheta="Więcej w wydaniu papierowym TG (nr 28/2012) lub po uzyskaniu kodu dostępu"], gdyż trwa sezon urlopowy.

Skandal z remizą w tle

Również dzień przed spotkaniem, które zostało zaplanowane w sali budynku OSP Rososz, organizatorzy dowiedzieli się od Jadwigi Łukasiak, sołtys wsi, że nie będą mogli skorzystać ze świetlicy wiejskiej. Informację tę potwierdził Roman Grzelak, prezes miejscowej OSP. Decyzje te wywołały wiele kontrowersji, bo około dwa tygodnie wcześniej prezes Grzelak z ochotą i bez sprzeciwu udostępniał lokal. Sołtys Łukasiak również nie miała nic przeciwko, zobowiązując się nawet do poinformowania o zebraniu inwestora oraz burmistrza Ryk.

- Buta miejscowych władz jest po prostu karygodna. Przecież ustawa o wykonywaniu mandatu posła i senatora zobowiązuje władze do udostępnienia sali na spotkania z wyborcami - oceniła poseł Gabriela Masłowska, która przybyła na spotkanie w sprawie wiatraków. Oprócz niej obecny był również poseł Jarosław Żaczek. Ostatecznie spotkanie "przeniesiono" do Zalesia.

NIE wiatrakom blisko domostw

- Często ludzie nie są świadomi tego co ich czeka, ale umowy podpisują, bo wizja kilku tysięcy złotych jest tak kusząca, że wszystko inne schodzi na plan dalszy - mówiła Masłowska, która jest członkiem parlamentarnego zespołu ds. energii wiatrowej.

Uczestnicy spotkania zgodnie podkreślali, że nie są przeciwni budowie elektrowni wiatrowych, ale przeciwko umiejscowieniu ich zbyt blisko domostw. - Nie chodzi o to, żeby nie budować niczego, tylko budować w odpowiednim miejscu - powiedział poseł Żaczek.

Na spotkaniu pojawiły się informacje, że jeden z wiatraków może zostać wybudowany w odległości zaledwie 200 metrów od zabudowań. Szkopuł w tym, że cała inwestycja jest owiana wielką tajemnicą. Nie wiadomo na przykład, w którym miejscu dokładnie staną ponad stumetrowe wiatraki.

- Scenariusz jest wszędzie taki sam. Załatwia się to po kryjomu. Najczęściej wybiera się takie osoby, jak wójt, sołtys, radny, który pozwala na swoim polu montować wiatrak, a później, co jest też niezgodne z prawem, jeszcze głosuje na radzie gminy w tej sprawie popierając zmiany w planie zagospodarowania przestrzennego - mówi parlamentarzystka.


Inwazja wiatraków na Polskę

Problem elektrowni wiatrowych nie jest tylko i wyłącznie problemem mieszkańców gminy Ryki. Z podobnymi, ludzie borykają się w innych częściach kraju. Skąd ten boom na wiatraki? Zdaniem Masłowskiej przyczyn jest kilka. Jedną z nich są dopłaty. Okazuje się, że do każdej megawatogodziny wyprodukowanej przez wiatraki rząd polski dopłaca inwestorom 112 euro. Dla porównania, w Niemczech ta dopłata wynosi tylko 17 euro. Poza tym firmy produkujące energię z wiatraków mają zagwarantowany jej odbiór za odpowiednią cenę. Na dodatek polskie prawo jest nieprecyzyjne. - Nie ma ostrych norm w przepisach prawa i to wszystko wykorzystują inwestorzy - twierdzi posłanka.

Jeszcze w lipcu zespół parlamentarny ds. energii wiatrowej ma złożyć poprawki do ustawy. Najważniejszą z nich jest zapis o minimalnej odległości 2-3 km elektrowni wiatrowej od zabudowań mieszkalnych. Zespół chciałby też, aby mieszkańcy danej miejscowości byli indywidualnie informowani o tym, że się zamierza coś takiego budować. Wszystko miałoby się odbywać w trybie administracyjnym. - Żeby nie było tak, że ktoś po kryjomu podpisuje umowę i funduje sąsiadowi pod domem wiatrak - wyjaśnia Masłowska.

Umowy ściśle tajne

Sporo miejsca podczas piątkowego spotkania poświęcono podpisywanym przez właścicieli działek umowom. Oczywiście wszystkie opinie były czysto hipotetyczne, gdyż nikt z tutejszych mieszkańców, którzy posiadają takie umowy, nie chce ich ujawnić, bo prawdopodobnie znalazł się w nich zapis o zakazie udostępniania ich osobom trzecim.

- Umowy zawierane  z rolnikami mogą być  niebezpieczne dla nich samych. W tej sprawie nawet Lubelska Izba Rolnicza wystosowała apel do rolników, żeby zachowali dużą ostrożność przy zawieraniu takich umów - zaznaczyła pani poseł. Swoje wypowiedzi na temat umów opierała na doświadczeniach z pracy w zespole parlamentarnym. - Jeżeli do umowy jest załączany akt notarialny nie tej jednej działki, ale całego gospodarstwa, to istnieje niebezpieczeństwo, że inwestor może zaciągnąć kredyt pod zastaw całego gospodarstwa, albo też, że rolnik nie będzie mógł takiego gospodarstwa przekazać swoim następcom. Na Podkarpaciu miała już miejsce taka sytuacja. Ojciec miał przekazać gospodarstwo córce i inwestor nie zgodził się na to - przestrzegała Gabriela Masłowska.

Ale to nie jedyny problem. Innym może być cesja umowy na inną osobę, czy brak zapisu, kto będzie zajmował się utylizacją urządzeń. - Koszty utylizacji i rozmontowania urządzeń mogą spadać na rolników, jeśli w umowie nie ma powiedziane, że ma się tym zajmować inwestor - mówiła posłanka. - To co się niektórym wydaje wielkim sukcesem i że złapali Pana Boga za pięty, może się przeciw nim obrócić - dodała.

Wiatrak zdrowia nie doda

Ilu ekspertów, tyle opinii. Do takiego wniosku można dojść szukając materiałów na temat szkodliwego wpływu farm wiatrowych na zdrowie ludzi. Ale w czerwcu tego roku doczekaliśmy się opinii ministra zdrowia w tej sprawie. W swoim dokumencie pisze, że elektrowni wiatrowych nie można bagatelizować, bo mają szkodliwe oddziaływanie generowane w postaci hałasu, infradźwięków, promieniowania elektromagnetycznego oraz występowania efektów migotania i refleksów światła. To powoduje niestety bardzo ciężkie schorzenia, m.in. białaczkę i inne choroby układu nerwowego. Sprawa jest bardzo poważna. Według ministerstwa zdrowia należy zachować odległość farm wiatrowych od siedzib ludzkich, w zależności od ukształtowania terenu, od 2 do 4 km.

Kubeł zimnej wody

Budowa wiatraków w pobliżu domostw może mieć nie tylko uboczne skutki jeśli chodzi o zdrowie, ale również ekonomiczne. To pokazują przypadki niektórych już wybudowanych farm wiatrowych w Polsce.

- Praktycznie w tych miejscowościach, gdzie są pobudowane wiatraki, nikt nie chce już kupić działek, domów itd. - mówi Gabriela Masłowska. Za przykład podaje Margolin: - Tam mieszkańcy zorganizowali się i chcą wystąpić z pozwem zbiorowym przeciw wójtowi o odszkodowanie. Zgłosiła się firma amerykańska, która ma ogromne doświadczenie w dochodzeniu tych odszkodowań. Będą się domagać wielomilionowych odszkodowań od gminy.  Powinno to być kubłem zimnej wody dla wójtów i burmistrzów, żeby się nad tym zastanowili, żeby to, co ma się okazać dla gminy wielkim zyskiem, nie okazało niczym w porównaniu do tego, ile trzeba będzie wypłacić ludziom odszkodowania - dodaje.

W całej Polsce powstają również stowarzyszenia, które sprzeciwiają się budowie wiatraków blisko budynków mieszkalnych. To szansa również na to, aby problem wielu obywateli dostrzegł w końcu polski rząd.

Nie tak powinny przebiegać inwestycje, gdzie nawet sami radni gminy rozkładają ręce mówiąc, że nic nie wiedzą.

- Ja nie rozumiem, jak rada miejska może nic nie wiedzieć o tak poważnej inwestycji. Liczę na refleksję i na poważną analizę tych wszystkich argumentów - podsumował poseł Żaczek.[/tresc_platna]

 

 
Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    izabel - niezalogowany 2012-10-17 19:56:44

    Od dawna czytam TG.Jestem również stałą czytelniczką tego forum. Zafascynowało mnie w dzisiejszym wydaniu zaproszenie na spotkanie w sprawie wiatraków. Ten specjalista akustyk jest osobą niezależną?, czy może zostanie przywieziony przez Spółkę Elektrownie Wiatrowe Wschód??? Jaki jest sens i cel organizowania spotkania w Zalesiu, skoro wiatraki mają głównie stać na terenach Rososzy? Gościem spotkania ma być burmistrz Ryk Jerzy Gąska. Czy pan burmistrz "pilotuje" tę inwestycję??? Wszystko to jest dla mnie dziwne! Biogazownie, fermy drobiu czy jakiś podobny smród w okolicy Owni. Wiatraki Rososz- Oszczywilk- Zalesie, sprzedaż gminnych gruntów, no i brakuje tylko jak gdzieś czytałam składowiska odpadów radioaktywnych (jakoś tak). Pozdrawiam wszystkich myślących.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Czarny - niezalogowany 2012-10-10 13:15:37

    XXX napisał: Czy pod tymi opracowaniami ktoś się podpisał? Czy to tylko wyimaginowane przypuszczenia? No to poczytaj i posłuchaj, a znajdziesz odpowiedź na swoje pytania. Pisałem już Ci wcześniej, że znajdziesz w necie wiele opracowań. Zainteresuj się, poświęć trochę czasu, poszukaj, posłuchaj, poczytaj, no i pomyśl, a zobaczysz jak to wszystko SIĘ KRĘCI! http://stopwiatrakom.eu/ http://stopwiatrakom.eu/wts/pliki/Prof-Jurkiewicz-wiatraki-czerwiec2012.pdf Powiadasz, że my nie powinniśmy tutaj o tym dyskutować tylko radni. Właśnie powinniśmy, bo jak radzą i rządzą to widać, a na kolejną bzdurną ich decyzję nie można pozwolić.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    XXX - niezalogowany 2012-10-09 11:07:11

    I w ich gestii jest przedstawic to w takim swietle, aby nie było sprzeciwu. Mnie nie przekonują, bo nie potrafia i nie mają pojecia. I teraz jak takie osoby mogą decydować o takiej farmie. Toz to smieszne.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo TwojGlos




Reklama
Najnowsze wiadomości