Różne cele przyświecają pątnikom, którzy wyruszają w 11-dniową drogę. - A ileż jest do podziękowania Bogu. Tego nawet wyrazić nie potrafię - mówi Marianna Mateńka, która na Jasną Górę będzie szła trzeci raz, podobnie, jak jej 3 koleżanki z Grabowa Szlacheckiego. - Jest za co dziękować, że wszystkie dzieci są zdrowe - dodaje Halina Gajaszek.
Większość z moich rozmówczyń po raz pierwszy wyszła na pielgrzymkowy szlak, gdy parafia Okrzeja zaczęła organizować grupę pielgrzymkową. - Miałam chorą mamę. Prosiłam Matkę Bożą, żeby się nią zaopiekowała, bo bardzo cierpiała. Obiecałam, że jeśli przejdę na emeryturę, to w podziękowaniu pójdę do Częstochowy. Mama zmarła, a ja postanowiłam spełnić obietnicę. Nie wahałam się ani chwili - opowiada Barbara Pioterczak. - U mnie to była spontaniczna decyzja. Zdecydowałam się iść na kilka dni przed wyjściem pielgrzymki - wspomina pani Halina. - Mnie namówiły koleżanki. Spytały, czy o tym nie myślałam. Owszem myślałam i w końcu się zdecydowałam - dodaje pani Marianna.
Tylko Jadwiga Gajaszek wyszła na pielgrzymi szlak więcej razy. Tegoroczna pielgrzymka będzie jej już czwartą. - Kiedyś chodziły moje dzieci. Odprowadzałam je do Dęblina. 4 lata temu dzieci mnie namówiły. Zdecydowałam się. Jestem z tego bardzo zadowolona - opowiada pani Jadwiga.
Nie jest łatwo, a chęci są najważniejsze
Jednak z chęciami różnie bywa. - Raz sobie myślę, jak bardzo mi się chce iść, za jakiś czas entuzjazm opada. Początkowo w tym roku miałam nie iść, ale po zastanowieniu stwierdziłam, że idę - opowiada Barbara Pioterczak. - Tam jest taki duch odpowiedni, który pociąga człowieka, że chce się iść - mówi Halina Gajaszek. - Każdego ranka idzie się z nowymi siłami - dodaje Marianna Mateńka.
Niektóre etapy liczą nawet 40 km. - Młodym jest na pewno łatwiej niż nam, ale idąc w grupie nie jest źle. W grupie siła. Mając przy sobie rówieśników jest raźniej - stwierdza pani Halina. - Muszę się pochwalić, że w tamtym roku nie miałam ani jednego bąbla na nodze. Jak na tak długą trasę to rzadko się zdarza - mówi Marianna Mateńka.
Pątniczki wyliczają, co jest niezbędne podczas pieszej wędrówki. Wiedzą, jak ważne są np. buty. - Zawsze trzeba mieć dwie pary. Jedne mogą się przecież zamoczyć. Powinny być one sprawdzone i wygodne. Dodatkowo niezbędne są skarpety, coś od deszczu i ubrania na zmianę, które zajmują najwięcej miejsca - wymienia pani Marianna. - Oczywiście trzeba wziąć coś do jedzenia. Ja się pożywiam zupkami chińskimi i kisielem. Po drodze też zawsze się coś ciepłego jeszcze dostanie od ludzi. Głodny człowiek nie jest - mówi pani Halina. - Dostajemy także coś do picia, jakieś ciasto, pączki. Najlepiej jesteśmy częstowani w Rykach. Za pierwszym razem wzięłyśmy nawet za dużo jedzenia. Jest teraz wiele wygód, aż za wiele, jak na pielgrzymkę - dodaje pani Barbara.
Wszystkie panie mają nadzieję, że przejdą całą trasę i 15 sierpnia staną u stóp Jasnej Góry. - Pierwszego roku łatwiej było iść, bo nie wiedziało się, gdzie są postoje. Za drugim razem tylko czekało się na nie i myślało o nich - mówi pani Halina. - A będąc już na Jasnej Górze zapomina się o bólu, wysiłku i zmęczeniu. Samo wejście na Jasną Górę to jest coś pięknego.
Komentarze