Bez wątpienia zawód strażaka zalicza się do jednego z najbardziej niebezpiecznych. Niemal codziennie strażacy ryzykują zdrowie i życie, żeby nieść pomoc innym.
Ochotnicza Straż Pożarną na Masowie w Dęblinie powstała 68 lat temu. Dziś tworzą ją 33 osoby, w tym jedna kobieta, która na równi z mężczyznami gasi pożary i niesie pomoc ofiarom wypadków. To najważniejsze zadanie dla strażaka.
Wydarzenia zapadają w pamięci na długo
Strażacy zawsze muszą być w pełnej gotowości. Niektóre zadania wymagają siły i sprawności fizycznej. Kto nie wierzy niech porozmawia z druhami z Masowa. Łukasz Pastuszka, Grzegorz Zając, Karol Sztetner i Agata Głączyńska na co dzień pracują i uczą się. Sygnał alarmowy strażackiej syreny stawia ich na równe nogi. Na ratunek wyjeżdżają ci, którzy docierają do remizy najszybciej. - Powiadomienie polega na włączeniu syreny alarmowej. Automatycznie dostajemy powiadomienie smsem o treści "alarm", gdyby ktoś nie usłyszał syreny i biegniemy. Przebieramy się w mundury i jesteśmy gotowi - mówi Łukasz Pastuszka. Naczelnik OSP Masów mieszka tylko 30 metrów od remizy.
Kiedy jadą na akcję zawsze są emocje. Zwłaszcza kiedy wiadomo, że w wypadku, czy pożarze mogą być ranni. Wtedy emocje są największe. - Najbardziej makabryczne zdarzenie, jakie pamiętam, miało miejsce w tym roku na ul. Kockiej, gdzie w wypadku samochodowym zginął młody chłopak. Pamiętam doskonale także śmiertelny pożar na Rycicach - wspomina Łukasz. Niejednokrotnie tragiczne wydarzenia, w których biorą udział ochotnicy, zapadają na długo w ich pamięci. - Po powrocie do domu, kiedy emocje już opadną, różne myśli przychodzą do głowy - mówi naczelnik.
"Dobrze jest pomagać ludziom"
Pastuszka miał 11 lat, kiedy wstąpił w szeregi młodzieżowej drużyny pożarniczej. Zadaniem grupy były ćwiczenia oraz wyjazdy na zawody. - To były moje pierwsze kroki w straży. Kiedy skończyłem 18 lat wstąpiłem w szeregi OSP. Starsi koledzy służyli, więc i ja chciałem. Dobrze jest pomagać ludziom - mówi.
Grzegorz Zając także wspomina czasy, kiedy od 10. roku życia przychodził do świetlicy, gdzie strażacy odpoczywali, relaksowali się. - Miałem starszych braci, którzy byli w straży. Widziałem ich zaangażowanie, pomoc, którą nieśli - opowiada Grzegorz.
Karol Sztetner w OSP Masów służy od 5 lat, a Agata Głączyńska trzy lata. - Agata daje sobie świetnie radę. Pracuje na równi z facetami. Przy niej musimy wyrabiać 120 procent normy, tak nas motywuje do pracy - zachwalają koledzy. Ta niepozorna, młoda dziewczyna ma silny charakter. Jest zdolna do poświęceń. Wytrwała. Sama o sobie mówi, że od zawsze lubiła mundury. Do wojska nie poszła, więc wstąpiła do ochotniczej straży. - Forów nie dostaję, ale jak potrzebuję pomocy, to zawsze ją od chłopaków dostaję - mówi Agata. - Wstąpiłam do straży, bo zawsze, gdy zawyła syrena, serce waliło mi jak młot. Postanowiłam, że gdy skończę 18 lat, też będę jeździła na akcje - wspomina Agata.
Praca na rzecz społeczeństwa
Ochotnicy z Masowa stanowią zgraną drużynę. - Bo wszyscy tu jesteśmy z powołania - przyznają zgodnie. Praca strażaków-ochotników nie polega tylko na wyjazdach. Drużyna pracuje także na rzecz lokalnej społeczności. - Mamy świetlicę środowiskową w budynku remizy, o którą dbamy. Organizujemy uroczystości takie, jak Dzień Dziecka, Sobótkę. Ostatnio za remizą sadziliśmy drzewka - mówi Grzegorz Zając. Od 6 lat ochotnicy reprezentują Dęblin w powiatowym turnieju piłki nożnej. Ponadto rekreacyjnie grają w siatkówkę.
Do grona strażaków dołączają młodzi. Ostatnio w szeregi wstąpili: Wojciech Bernat, Sebastian Pierzchała, Piotr Wróbel i Piotr Zimny.
Życzenia
4 maja obchodziliśmy Dzień Strażaka, którego patronem jest św. Florian. Z tej okazji składamy Wam, drodzy strażacy, wyrazy uznania dla trudnej, odpowiedzialnej i niebezpiecznej służby, jaką wykonujecie. Życzymy zdrowia, szczęścia, sukcesów w życiu zawodowym i prywatnym oraz, by działalność w strażackich szeregach była dla Was źródłem dumy i satysfakcji.
Komentarze