W lutym w rozmowie z "Twoim Głosem" burmistrz Dęblina zapewniała, że osoby zatrudnione w szkole - nauczyciele i pracownicy administracji - będą mogły ubiegać się o zatrudnienie w pozostałych szkołach na terenie gminy. - Informacje o wolnych stanowiskach nauczycielskich będą niezwłocznie przekazywane przez dyrektorów szkół. Wobec wszystkich nauczycieli będą zachowane prawa i obowiązki wynikające z Karty Nauczyciela - zapowiadała Siedlecka. - Ale nigdy nie było mowy, że zatrudnimy nauczycieli spoza Dęblina. Ta kołderka jest krótka - mówi dziś burmistrz. Pracę udało się znaleźć czterem pedagogom z Dęblina.
"Dzieli się pracowników"
Mieszkająca w Rykach Maria Kalbarczyk, która przez 15 lat w Stawach uczyła m.in. plastyki, czuje się oszukana. Mówi, że ani jej, ani dwóm jej koleżankom nikt pracy nie próbował nawet szukać. - Na lodzie zostaję ja, pani kucharka i pani katechetka - mówi Kalbarczyk. Jej sytuacja jeszcze nie jest najgorsza. Jeżeli nie znajdzie nowej posady będzie przysługiwał jej zasiłek. Dostanie też odprawę. - Ale pani kucharka nie dostanie nic - utrzymuje pani Maria. Pani Kucharka mimo zaproszenia nie zdecydowała się na rozmowę z naszym dziennikarzem. Jej sytuację znamy jedynie z relacji pani Kalbarczyk.
Nauczycielka opowiada też o spotkaniu z burmistrz Siedlecką, które odbyło się na początku maja. Poszły na nie cztery osoby: panie z obsługi, Maria Kalbarczyk i jeszcze jedna pracownica. - Pani burmistrz akurat miała wyjazd. Przyjęła nas pani doradzająca. Naszym koleżankom ze Staw i Dęblina zaproponowano nową pracę. Mi i drugiej koleżance z Ryk powiedziano, że w ogóle nie jesteśmy brane pod uwagę. To był koniec tematu - mówi poruszona Kalbarczyk. - Jest mi przykro, że dzieli się pracowników na tych z Ryk i Dęblina. To jawna niesprawiedliwość. Czuję się, jak pracownik drugiej kategorii - tłumaczy nauczycielka.
Praca nie dla wszystkich
Burmistrz Beata Siedlecka jest zaskoczona informacją o domniemanych kłopotach z pracą pani kucharki. Mówi, że słyszy je pierwszy raz od nas. Obiecuje zbadanie tej sprawy.
Co do zarzutów Marii Kalbarczyk, Siedlecka wyjaśnia, że od samego początku, kiedy za jej rządów mówiło się o zamknięciu szkoły w Stawach, nikt nie gwarantował zatrudnienia wszystkim nauczycielom i pracownikom. - Mówiliśmy o tym na spotkaniach z rodzicami - informuje burmistrz.
Jak wynika z informacji, którą przesłała nam Monika Bąkała, odpowiedzialna w dęblińskim magistracie za kontakty z mediami, w Szkole Podstawowej w Stawach pracuje 10 nauczycieli. Sześciu to mieszkańcy Dęblina, a czterech gminy Ryki. Po likwidacji placówki ich sytuacja będzie następująca: dwóch nauczycieli ma uprawnienia emerytalne. Po jednym z gminy Ryki i Dęblina, czterech nauczycieli z Dęblina będzie pracowało w innych miejskich szkołach. - Jeden nauczyciel z Dęblina był zatrudniony w Stawach tylko na 3 godz. w tygodniu. Jego głównym miejscem pracy jest inna szkoła w mieście. Dwóch nauczycieli z gminy Ryki było zatrudnionych dodatkowo w Stawach na 2 i 8 godzin w tygodniu, a ich głównym miejscem pracy są inne szkoły w gminie Ryki - czytamy w mailu nadesłanym do redakcji. Ostatnie zdanie korespondencji informuje o jednym nauczycielu z gminy Ryki, który "pozostaje aktualnie bez planowanego zatrudnienia od nowego roku szkolnego".
Klamka zapadła
Szkoła w Stawach przestanie istnieć wraz z końcem sierpnia. Taką decyzję 24 kwietnia podjęli radni z Dęblina. Przeciwne likwidacji było Kuratorium Oświaty w Lublinie, nauczyciele, rodzice i związkowcy z ZNP. Za likwidacją szkoły głosowało 12 radnych, dwóch się wstrzymało. Szkoła funkcjonowała 47 lat. Dziś liczy zaledwie 22 uczniów.
M. Bąkała? Coś mi tu świta. A czy ta pani przypadkiem nie pracowała wcześniej w TG? A teraz dostała pracę w dęblińskim ratuszu. Ciekawe, ciekawe...