Pilotował go wykładowca Wyższej Szkoły Oficerskiej Sił Powietrznych ppłk Jan Michta. Pilot z otwartymi złamaniami nóg i poważnymi obrażeniami wewnętrznymi został śmigłowcem przetransportowany do szpitala w Lublinie.
Strażacy z Puław informację o zdarzeniu otrzymali w niedzielę o godz. 13:57. Maszyna spadła na łąkę w Cezarynie najprawdopodobniej podczas próby awaryjnego lądowania. - Na miejscu była już karetka pogotowia. Pilot znajdował się poza szybowcem. Ratownicy pogotowia udzielali mu pomocy medycznej. Okazało się, że ma połamane obie nogi - mówi mł. bryg. Krzysztof Morawski, rzecznik prasowy KP PSP w Puławach. Do poszkodowanego wezwano zespół Lotniczego Pogotowia Ratunkowego. W akcji trwającej 1 godz. 43 min. udział brało 6 jednostek straży pożarnej.
Doświadczony pilot
Ppłk Jan Michta jest kierownikiem Ośrodka Szkolenia Personelu Służb Ruchu Lotniczego (CAPTO), wykładowcą WSOSP. W dęblińskim Aeroklubie "Orląt" pełnił funkcję członka zarządu. Jego nalot na szybowcach to 300 godzin. - Jan Michta był aktywny, jeśli chodzi o działalność szybowcową. Posiada najwyższą klasę pilota szybowcowego. Może latać na szybowcach wyczynowych - mówi Jarosław Matyszczak, dyrektor Aeroklubu "Orląt". I takim właśnie wyczynowym szybowcem ppłk Michta poruszał się w niedzielę. Był to Jantar STD.2. - W tym roku miał wylatanych najwięcej godzin z nas wszystkich. Jeszcze niedawno cieszył się, że przekroczył granicę z poprzedniego roku - wspomina kolega z Aeroklubu. Kadra Aeroklubu martwi się o stan zdrowia ppłk. Michty. Pozostaje w kontakcie z rodziną poszkodowanego. Jego stan jest ciężki, ale niezagrażający życiu.
Komisja zbada wrak
- Trudno określić, co było przyczyną wypadku. Zajmie się tym komisja. My możemy przypuszczać, że być może pilot chciał lądować w terenie przygodnym, ale to lądowanie mu się nie udało - mówi dyrektor Aeroklubu. Szybowiec został zabezpieczony i czeka w hangarze na przyjazd Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych, która ustali okoliczności nieszczęśliwego zdarzenia.
Komentarze