Reklama

Strażacy w nagrodę dostali od leśniczego skrzynkę piwa

19/08/2015 00:00
Adam Kamela miał wówczas za sobą 12 lat służby w straży. Był kierowcą. Na wyposażeniu ryckiej jednostki były wówczas m.in. dwa Jelcze z 1982 i 1991 roku. Kiedy wybuchł pożar na Kuźni do pomocy strażakom ze Śląska ruszyli koledzy z całego kraju. Decyzją ówczesnego komendanta straży Zbigniewa Janiszka, Ryki wysłały dwa wozy. Był to jeden Jelcz i jeden Star. Ciekawostką jest to, że Jelcz mimo wieku nadal jest w służbie. Auto ma już 33 lata. Początkowo plan był taki, aby wysłać do akcji młodsze auto, czyli Jelcza z 1991 roku. Zapadła jednak decyzja, że "młodszy" zostaje na miejscu. Jak się później okazało, było to bardzo dobre postanowienie. Podczas, gdy stary Jelcz walczył ogniem w Kuźni Raciborskiej młodszy, który został w Rykach zepsuł się. - Padła w nim turbosprężarka - wyjaśnia Adam Kamela.

Walka z żywiołem trwała trzy tygodnie. Każda zmiana pełniła służbę przez tydzień. Kamela pojechał jako pierwszy. Razem z nim załogę Jelcza stanowili: Kazimierz Lisowski (dowódca), Janusz Szyszko i Andrzej Jaguś jako ratownicy. Obsadę Stara tworzyli: Robert Bany (dowódca), Andrzej Smaka (kierowca), Emil Brodowski, Dariusz Żmuda i Jarosław Mikusek.

Najtrudniejszym momentem akcji, jak wspomina pan Adam, był tzw. pożar wierzchołkowy, kiedy ogień rozprzestrzenia się na koronach drzew. W tym przypadku iglastych. - Towarzyszył temu niesamowity huk. Jakby samolot przelatywał nad głową - mówi Kamela. Naszym strażakom udało się w ostatniej chwili obronić leśniczówkę. - W nagrodę dostaliśmy od leśniczego skrzynkę zimnego piwa - mówi z uśmiechem pan Adam.

Jak wspomina strażak, największy kłopot był z zaopatrzeniem w wodę. Wozy bojowe musiały jeździć po 15 km w jedną stronę i czerpać ją z kanału gliwickiego. Kamela wspomina, że trzeba było m.in. obronić przed ogniem kombajny i sprzęt rolniczy. Wyprowadzone na pola maszyny zostały otoczone pierścieniem z piany gaśniczej tak, aby żywioł nie mógł się do nich przedostać.

Druhów cały czas wspierała lokalna społeczność. Panie z kół gospodyń piekły ciasta, przygotowywały kompoty, albo gotowały obiady. Wszystko dla ratowników.

Upały i susza

Pożar lasu w nadleśnictwie Rudy Raciborskie był największym pożarem, jaki miał miejsce w Polsce oraz Europie środkowej i zachodniej po II wojnie światowej. Rozpoczął się 26 sierpnia 1992 roku około godz. 13.50 i chwilę później został zauważony przy linii kolejowej łączącej Racibórz z Kędzierzynem-Koźle, w pobliżu miejscowości Solarnia. Pogoda była wyjątkowo sprzyjająca rozprzestrzenianiu się ognia. Temperatury sięgały ponad 32°C. Występował silny wiatr z południa. W Tatrach wiał halny. Wyjątkowo niska była wilgotność ściółki leśnej.
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo TwojGlos




Reklama
Najnowsze wiadomości