Przekonał się o tym pan Jarosław, który zajmuje się wideofilmowaniem. W internecie zamieścił ogłoszenie o sprzedaży kamery. Chciał za nią 8 tys. zł. Początkowo oferty kupna nie spotkały się z jego uznaniem. W końcu jedna wydała się interesująca. Klient nie miał zamiaru targować się. Był zdeterminowany. Chciał jak najszybciej przeprowadzić transakcję. Paweł, bo tak się przedstawił, zadzwonił w piątek po południu. - Był rzeczowy, sympatyczny i kreował się na osobę "z branży", która dobrze wie co kupuje - wspomina pan Jarosław. Mówił, że pracuje na takim samym sprzęcie, ale właśnie tego dnia uległ zniszczeniu, a tu jak na złość w sobotę kamera jest mu potrzebna do pracy.
Szkoda stracić "dobrego klienta"
- Dowiedziałem się, że mój rozmówca mieszka w Toruniu i choć to trochę daleko, to chętnie przyjedzie po odbiór sprzętu - opowiada pan Jarosław. Okazało się, że kolega zainteresowanego klienta w nocy wybiera się z Puław do Torunia, więc mógłby odebrać sprzęt. Pozostawała jeszcze kwestia płatności. Oczywiście, nie był to żaden problem dla Pawła. Sprzedający podsyła mu dane do przelewu, a ten go wykonuje i na wskazany adres e-mail przesyła elektroniczne potwierdzenie jego realizacji. - Sam tak kilkukrotnie robiłem, ale dotyczyło to mniejszych transakcji - przyznaje nasz rozmówca. - Zaświeciła mi się "pomarańczowa lampka". Z drugiej strony szkoda było stracić "dobrego klienta" - dodaje. Kupujący miał mieć konto w innym banku niż sprzedający więc nie było szans, żeby pieniądze znalazły się na koncie jeszcze tego samego dnia. Wątpliwości co do uczciwości kupującego miało rozwiać zapewnienie, że kolega z Puław udostępni wszystkie swoje dokumenty i podpisze ewentualne oświadczenie, że odebrał sprzęt.
Lampka ostrzegawcza na czerwono
- Postanowiłem zaryzykować. Wysłałem swoje dane potrzebne do wykonania przelewu. Zaznaczyłem, że wraz z potwierdzeniem przelewu oczekuję skanu dowodu osobistego oraz 100-procentowej zbieżności danych z dowodu z danymi właściciela konta bankowego - zaznacza pan Jarosław.
Niespodziewanie zadzwonił telefon z informacją, że członek rodziny pana Jarosława trafił do szpitala. Transakcja nieco się skomplikowała, bo czasu na sprawdzenie wiarygodności klienta było już mniej. Paweł telefonicznie poinformował o zrealizowaniu przelewu i naciskał na podjęcie decyzji. Usprawiedliwiając się nieuwagą powiedział, że nie doczytał do końca maila i nie wysłał skanu swojego dowodu. Na domiar złego wyjechał z synem na trening i nie może tego uzupełnić. - Tu kolor "lampki ostrzegawczej" zmienił mi się na czerwony - mówi nasz rozmówca. Po powrocie ze szpitala do domu sprawdził korespondencję. Było potwierdzenie przelewu. Kupujący przesłał wszystko co do grosza.
Oszust poczuł się oszukany
- Chciałem jeszcze raz wszystko sprawdzić.Na początek w wyszukiwarkę wpisałem dane osobowe, adres nabywcy chcąc namierzyć go choćby w bardzo ogólnym zakresie. Nie znalazłem nic. Wpisałem więc hasło: "fałszowanie przelewów" i o dziwo wyświetliła mi się opowieść pewnego pana, który wypisz-wymaluj opisał analogiczny scenariusz akcji: późne popołudnie, zdecydowany nabywca, przelew i brak możliwości sprawdzenia rzeczywistego wpływu kasy na konto, kolega odbierający sprzęt, który od wszystkiego umywał później ręce i bezradność policji, zresztą uzasadniona - opowiada pan Jarosław. Podjął decyzję, że sprzęt udostępni po wpływie pieniędzy na konto. Chwilę później zadzwonił wzburzony Paweł z pretensjami. - Zarzucał mi brak konsekwencji, że skoro coś ustaliliśmy to powinienem wywiązać się z umowy, pytał jak teraz zrealizuje zlecenie oraz jak ma kupić inne urządzenie, skoro kasę przesłał na moje konto - opowiada sprzedający. Pan Jarosław nie miał pewności, że rozmawia z oszustem, dlatego grzecznie próbował wytłumaczyć swoje obawy. Zapewnił, że jak tylko pieniądze trafią na konto, zwróci je.
Po pierwsze... zdrowy rozsądek
Oczywiście kasa nigdy nie pojawiła się na koncie pana Jarosława. - Mam "lewy" przelew i numer telefonu, który zapewne został wzięty z kartą na jednorazową "akcję", bo już nie jest aktywny. Jednak wniosek może nasunąć się tylko jeden. Ktoś faktycznie przyjechałby po odbiór sprzętu. I nie byłaby to osoba z Torunia, ale z niewielkiej odległości od Ryk. Prawdopodobnie byłaby to ta sama osoba, która wydzwaniała, ale tego już się na szczęście nie dowiem - przyznaje pan Jarosław. Przestrzega wszystkich przed oszustami z internetu.
Aby chronić się przed tego typu oszustwami powinniśmy kierować się przede wszystkim zdrowym rozsądkiem. W 2015 roku rycka policja odnotowała 120 zgłoszeń o przestępstwach internetowych, którymi padli mieszkańcy naszego powiatu. Policjanci przestrzegają, by kierować się zasadą, że nie ma super atrakcyjnych ofert. - Gdy coś nas niepokoi, zawsze to powinniśmy dokładnie sprawdzić. Jeśli podejrzewamy, że padliśmy ofiarą oszusta, powinniśmy jak najszybciej zgłosić sprawę na policję - apeluje podkom. Jacek Wójcik, rzecznik KPP w Rykach.
Komentarze