Drewniany dom Anny i Jerzego Domańskich, którzy mieszkają z dorosłym synem Mariuszem, spalił się 6 marca. Rodzina utrzymuje się z rent. Wszyscy są niepełnosprawni.
Pani Anna po 6. wyszła do sklepu. - Wszystko było w porządku. Gdy wracałam, dom stał już w ogniu - opowiada. Jerzy Domański poszedł do kotłowni. - Otworzyłem drzwiczki, a płomień raptownie buchnął – relacjonuje. Ponieważ pan Jerzy ma problemy z schodzeniem i jest chory na serce, początkowo nie był w stanie wezwać pomocy. Sąsiedzi, którzy zauważyli pożar, zadzwonili na 112. Po chwili straż wezwał także pan Jerzy, który wraz z synem Mariuszem zdołał uciec przed płomieniami.
Jeśli znalazłyby się osoby chcące pomóc, podpowiadamy co można przekazać. -Brakuje nam jednego łóżka, kuchenki gazowej lub elektrycznej (piekarnika) - mówi pani Anna. Przydałyby się też materiały budowlane.
Więcej w papierowym wydaniu "Twojego Głosu" już w najbliższą środę.
Komentarze