Za jego wydanie powojenny aparat represji oferował sowitą nagrodę. Antykomunistyczna działalność Tadeusza Moryca „Mściciela” była solą w oku dla ubowców i funkcjonariuszy milicji obywatelskiej
W latach 1945-50 terror organów wprowadzających siłą nowy ustrój na terenie Polski pochłonął setki tysięcy żołnierzy wywodzących się z formacji poakowskich. Tylko spośród kompanii ppor. Józefa Abramczyka „Tomasza”, z batalionu kozienickiego AK, śmierć poniosło 14 partyzantów. Jednym z zamordowanych w tej formacji jest Tadeusz Moryc „Mściciel”. O jego walce z okupantem i tragicznej śmierci przez dziesiątki lat trzeba było milczeć.
Tadeusz urodził się 30 kwietnia 1924 r. w Oleksowie (dzisiejsza gmina Gniewoszów w powiecie kozienickim). Wychowywał się w należącym do Oleksowa przysiółku Rosztoki, w gospodarstwie Michała i Marianny z domu Fiet. Morycowie wraz z trojgiem dzieci zajmowali się pracą w gospodarstwie rolnym. Kontynuowali ją nawet po przedwczesnej śmierci Michała w 1927 r.
Przeżycia wieku dziecięcego nie przeszkodziły jednak Tadeuszowi w zdobywaniu wiedzy i w późniejszej walce o niepodległość Polski. Jeszcze przed wojną ukończył siedem klas szkoły powszechnej. Zaś w czasie okupacji wstąpił do działających w rodzinnej wsi Batalionów Chłopskich i Armii Krajowej. W okresie od sierpnia do października 1944 r., razem z 1. batalionem 172 pułku piechoty AK, brał udział w akcji „Burza” - „Deszcz” na Kielecczyźnie służąc jako erkaemista. Miesiąc później, wchodząc w skład 2. dywizji piechoty legionów AK, walczył w rejonie Kielc i Skarżyska-Kamiennej. Celem działań żołnierzy było zaatakowanie obu miast w czasie przybliżania się linii frontu lub w razie represji niemieckich wobec mieszkańców.
Mimo kilku potyczek (pod Rokoszynem i Zakrzowem), partyzantom nie udało się zaatakować ani Kielc, ani Skarżyska. Dlatego liczna dywizja na przełomie września i października 1944 r. została rozczłonkowana, a Tadeusz przydzielony do grupy kadrowej. W okresie październik 1944 - styczeń 1945 „Mściciel” przebywał w leśnej bazie na terenie „Kamienna Grobla”, w centralnej części Puszczy Kozienickiej. Zaś ostatnim akordem jego działalności w tamtym okresie było rozbrojenie Niemców w dniach 15-16 stycznia 1945 r., gdy rozpierzchli się oni na widok Armii Czerwonej. Po tym zadaniu partyzanci zostali zwolnieni do domów.
W rodzinne strony powrócił również „Tadeusz”, ale nie poszedł śladem wielu swoich kolegów i nie ujawnił się. Nadal pozostał w konspiracji czekając na rozwój zdarzeń. Perspektywa dalszej walki narodziła się z chwilą, gdy Kielecczyzną zainteresował się Inspektorat Puławski Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość. Na przełomie 1945 i 1946 r. na lewym brzegu Wisły pojawił się por. Franciszek Jaskólski „Zagończyk” i zorganizował na tym terenie inspektorat pod nazwą Związek Zbrojnej Konspiracji. „Zagończyk” był komendantem tego inspektoratu od marca do lipca 1946 r.
Cały kielecki inspektorat Związku Zbrojnej Konspiracji dzielił się na obwody (odpowiadały one powiatom: powiat kozienicki, radomski, iłżecki i konecki). Komendantem jednego z nich (kozienickiego - Kozienicki Ruch Oporu), rozkazem z 30 czerwca 1946 r., por. Jaskólski uczynił sierż. Tadeusza Moryca.
Kierując obwodem kozienickim, Moryc objął jednocześnie szefostwo nad V Rejonem KRO. Tak przynajmniej wynikało z rozkazu „Zagończyka”. Relacje świadków mówią jednak o nieco innej karierze dowódczej „Mściciela” w tym okresie. Według Antoniego Gogacza „Osy”, Moryc na początku miał być prawdopodobnie komendantem Rejonu III KRO. Jeśli by tak było faktycznie, wówczas sprawowałby władzę nad placówkami w miejscowościach gminy Sarnów (Borek, Oleksów, Regów, Gniewoszów, Sarnów i Boguszówka). A dopiero później, niedługo przed śmiercią (czerwiec 1946 r.), zaczął dowodzić rejonem obejmującym Górę Puławską (prawdopodobnie był to właśnie Rejon V KRO). Życie jednak tak się potoczyło, że na przydzielony rozkazem „Zagończyka” nowy teren, nasz bohater nigdy nie wyjechał.
Jako dowódca Rejonu, sierż. Tadeusz Moryc kierował grupą dywersyjną. Co do przeprowadzanych przez niego akcji, nie ma póki co pewnych informacji. Zachowała się jednak relacja Antoniego Gogacza „Osy” i Jana Komorka „Stera” o jednej z jego akcji, która mogła mieć miejsce zimą 1946 r. „Mściciel” miał zabrać na nią czterech ludzi z Borku. Partyzanci wyruszyli wozem do Gniewoszowa, skąd zabrali broń od braci Kurków. Następnie przybyli do Zawady Starej, gdzie Moryc wziął na podwodę dwie kolejne osoby. Dalej pojechali przez Garbatkę i dotarli do Ponikwy, gdzie wpadli w zasadzkę UB i NKWD. W wyniku nieprzyjacielskiego ataku mieli zginąć wtedy dwaj furmani ze Starej Zawady. Zaś Morycowi i jego podkomendnym ponoć udało się zbiec.
Mimo, że jest to tylko relacja, historycy odnotowują takie wydarzenie, a zwłaszcza R. Śmietanka-Kruszelnicki w swojej książce. Według badacza, w nocy 18 lutego 1946 r. oddziały leśne rzeczywiście stoczyły walkę w Laskach i Ponikwie (powiat kozienicki). A straty były znaczne po obu stronach, tak w ludziach, jak i w broni i amunicji. Pytanie tylko, czy w tej bitwie brał udział Tadeusz Moryc, bo w swoim rozkazie „Zagończyk” o nim nie wspominał.
Lepiej udokumentowany jest udział „Mściciela” w akcji, której finał rozgrywał się już na terenie dzisiejszego powiatu ryckiego. Chodzi o Krukówkę koło Dęblina. W te tereny udały się dwie grupy partyzantów: plut. pchor. „Czarta” i właśnie sierż. Moryca. „Czart” został mianowany (po Tadeuszu Szkodzie) komendantem I rejonu KRO i miał pod swoim dowództwem trzech akowców: Józefa Badurskiego „Admirała” z Zajezierza, Stefana Kowę „Totus”, Major” z Głuśca i NN „Armanda”, który przed akcją kwaterował u Adama Ciuciasa w Zajezierzu. Natomiast w grupie Moryca znaleźli się m.in.: jego stryjeczny brat Kazimierz Fitał „Łodyga”, Ludwik Mańkowski „Wróbel” i Henryk Kozicki „Bocian”. Prawdopodobnie w akcji ogółem brało udział 15-20 ludzi.
Daty, w których rozegrały się dramatyczne wydarzenia są trudne do ustalenia. Ale historycy uważają, że mogły mieć miejsce między kwietniem, a pierwszą dekadą czerwca 1946 r. Otwartym pytaniem pozostaje też, jakie dokładnie zadanie mieli do wykonania konspiratorzy. Według Jerzego Ślaskiego zostali wysłani po broń i amunicję, ale brakuje źródeł, które mogłyby to potwierdzić. Antoni Gogacz sugerował, że celem był atak na pociąg w Gołębiu. Zaś Władysław Jóźwik z wsi Plebanka nieopodal Krukówki uważał, że partyzanci mieli odbić w Gołębiu jakiegoś więźnia.
Najbardziej znany jest badaczom ostatni etap akcji. Spod Gołębia grupy „Czarta” i „Mściciela” wycofały się na Krukówkę. Tam na pewien czas znalazły lokum w domu rodziców oficera WiN ppor. Zygmunta Matysiaka „Sępa”. Miejsce wydawało się ustronne, więc partyzanci czuli się bezpiecznie. Tymczasem przekonanie mocno ich zmyliło.
Nagle na kwaterujących uderzyły przeważające oddziały przeciwnika: żołnierze LWP i KBW. Skierowano ich prawdopodobnie do zakrojonej na szerszą skalę operacji „Dęblin - Irena”, której celem miało być zniszczenie zgrupowania „Orlika”. Niestety w następstwie tego ataku zginęli m.in.: „Admirał”, „Wróbel”, „Bocian” i „Łodyga”. Ale świadkowie szacują liczbę zabitych na znacznie większą: od 6 do nawet 12-13. Szczęściem ocaleli tylko nieliczni. Tym udało się uciec przedzierając się przez zarośla i mokradła. Wśród tych, którzy przeżyli znalazł się: „Mściciel”, „Czart” i „Major”. Zaś polegli zostali pochowani na cmentarzu w Brzezinach.
Po ucieczce z obławy Tadeusz Moryc ukrywał się w konspiracyjnych „melinach”. Miał słuszność, bo władze bezpieczeństwa poszukiwały go, a nawet wyznaczyły za jego wydanie nagrodę. Jak się okazuje, na ucieczce przed ubowcami „Mściciel” spędził ostatnie tygodnie swojego życia.
Zwłoki bohatera przez trzy dni spoczywały na obsianym zbożem polu. Po nierównej walce Tadeusz Moryc „Mściciel” został pokonany przez komunistycznego okupanta
W latach powojennych ustrój zainstalowany przez sowietów w Polsce pochłonął setki tysięcy żołnierzy z formacji poakowskich. Jednym z nich był ppor. Tadeusz Moryc „Mściciel”. Należał do Batalionów Chłopskich i Armii Krajowej. Brał udział w akcji „Burza” - „Deszcz” na Kielecczyźnie, a później walczył w rejonie Kielc i Skarżyska-Kamiennej. Wobec niepowodzeń ataku na obydwa miasta, jego oddział został rozczłonkowany, a on sam przeniósł się do leśnej bazy w Puszczy Kozienickiej. Z czasem Moryc trafił do organizacji Wolność i Niezawisłość obejmując komendę III Rejonu „Kozienickiego Ruchu Oporu”. Najbardziej znana akcja z jego udziałem miała miejsce wiosną 1946 r. w rejonie Gołębia. W jej wyniku partyzanci przenieśli się w rejon Krukówki koło Dęblina. Myśleli, że tam będą bezpieczni, lecz niestety było inaczej.
Nagle na kwaterujących uderzyły przeważające oddziały przeciwnika, żołnierze LWP i KBW. W następstwie tego ataku zginęło od kilku do kilkunastu partyzantów. Ocaleli tylko nieliczni. Wśród tych szczęśliwców znalazł się także „Mściciel”. Po ucieczce z obławy ukrywał się w konspiracyjnych „melinach”, czasem zaglądając do domu. Zaś władze bezpieczeństwa zaczęły go poszukiwać wyznaczając nawet za jego wydanie nagrodę. Nieraz nachodzili rodzinę Moryca bijąc jego najbliższych. Pewnego razu o tym, że jadą ubowcy powiadomił „Mściciela” jego brat Henryk. Więc, gdy grupa z UB zjawiła się w domu, zastała w nim już tylko dwie kobiety: matkę i siostrę komendanta. I po dokładnym sprawdzeniu domu ubowcy odjechali.
Pętla wokół Moryca się jednak zaciskała. Niedługo po tej ucieczce zginął w wyniku kolejnej obławy. Problemem jest tylko wskazanie konkretnej daty i miejsca śmierci. W rozkazie „Zagończyka” pada stwierdzenie, że zginął 8 czerwca 1946 r. w walce z UB pod Bąkowcem. Tak samo uważa Władysława Kędzierska, świadek śmierci Moryca. Zaś jego brat Henryk twierdzi, że „Mściciel” zginął dzień później, czyli 9 czerwca.
Co do miejsca śmierci świadkowie są pewni, że nie nastąpiła w Bąkowcu, lecz w Zajezierzu. Potwierdzają to świadkowie: narzeczona Tadeusza, jej brat Stefan Tyburcy i Władysława Kędzierska. To samo miejsce wskazują Henryk Moryc i Antoni Gogacz.
Według ich opisu „Mściciel” tamtego tragicznego dnia gościł w rodzinnym domu narzeczonej w Regowie. Później z jakiejś przyczyny pojawił się w Zajezierzu. Świadkowie domyślają się, że mógł pojechać po narzeczoną, która przyjechała pociągiem od rodziny, albo załatwiała tam jakieś sprawy konspiracyjne. Wiadomo tylko, że z Regowa udał się do Zajezierza ze Stefanem Tyburcym (żołnierz LWP na przepustce) i Czesławem Jaskółą (konspirator z okolic Janowca). Po drodze miał do nich dołączyć funkcjonariusz MO, znajomy Moryca. W Zajezierzu Tyburcy odłączył się, wstępując do kuzynów (Krekorów) w pobliżu młyna. Natomiast Moryc, Jaskóła i milicjant poszli dalej na ulicę prowadzącą do stacji PKP. Tam rozeszli się. Milicjant udał się na posterunek lub do swojej rodziny. Moryc i Jaskóła zaszli jeszcze do sklepu, po czym weszli na podwórko Krekorów. Tutaj Tadeusz spotkał się z narzeczoną. Goście i gospodarze rozmawiali na podwórku.
W pewnym momencie na podwórko wtargnęło 4-5 ubowców w cywilnych ubraniach. Widząc napastników, Moryc natychmiast rzucił się do ucieczki w pole za stodołę. Reszta osób rozbiegła się, a narzeczona schowała się w piwnicy. Moryc dobiegł do bramy zamykającej wyjazd na pole i przeskoczył przez nią. Nie wiadomo, czy dosięgły go kule ubowców, czy sam do siebie strzelił. Faktem jest, że padł martwy na obsianym zbożem polu sąsiada Krekorów. Do dziś nie wiadomo, jak UB trafiło na ślad Moryca. Wśród różnych wersji jest też wątek zdrady.
Ciało Tadeusza przeleżało na polu przez 3 do 5 dni. W końcu pogrzebem „Mściciela” zajęli się koledzy z konspiracji. Zwłoki przywiózł do Oleksowa Jan Bohra (ze Sławczyna) i Stanisław Wiraszka (z Rosztok) w towarzystwie partyzantów. Akcja była przeprowadzona w nocy. Bohra wyjechał wozem zaprzężonym w dwa konie. Mijając kolejne miejscowości dołączyły do niego grupki partyzantów. Po dojechaniu do Zajezierza dotarli do ciała Moryca. Jego zwłoki ułożyli na wozie Wiraszki i to on odwiózł je do Oleksowa. Konwój zatrzymał się jeszcze w Sławczynie. Przewoźników zaniepokoiły dwa samochody UB, ale na szczęście nie zatrzymały konspiratorów.
Wolą partyzantów tymczasowym zakopaniem zwłok zajął się Bohra (a pogrzeb miał się odbyć następnej nocy). Po odejściu partyzantów, gospodarz wziął szpadel i razem z Wiraszką wiozącym na wozie ciało Moryca, udali się do starego okopu, 300 m od cmentarza w Oleksowie. W tym okopie złożyli ciało, przykryli je słomą i przysypali ziemią. Ale przez kolejne noce pogrzeb się nie odbył. Rodzinie pomógł w tym dopiero komendant III Rejonu „KRO” Antoni Dziuba. To on dał pieniądze na trumnę, która została przywieziona z Garbatki. Natomiast długo oczekiwany pogrzeb odbył się w nocy, bez udziału księdza, po kilku dniach, może nawet po tygodniu od przywiezienia zwłok. W ostatniej drodze poległemu komendantowi towarzyszyło zaledwie kilka lub kilkanaście osób. Wśród nich byli: brat Henryk, narzeczona Janina i Dziuba. Matka i siostra udziału nie wzięły.
Sierżant Tadeusz Moryc został pośmiertnie awansowany na stopień podporucznika i odznaczony Krzyżem Walecznych. Aktu tego dokonał komendant główny Batalionów Chłopskich gen. Franciszek Kamiński. Ponadto nazwisko Moryca znalazło się na tablicach pamiątkowych na cmentarzach w Opactwie i Garbatce.
opr. Tomasz Kępka, na podstawie opracowania Krzysztofa Wnuka
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze