Reklama

To były prawdziwe Zielone Świątki

20/05/2026 11:40

Gałązki zdobiły podwórka i domy, a tłumy ludzi adorowały Najświętszy Sakrament. W latach przed i powojennych czas Zesłania Ducha Świętego i Bożego Ciała stawał się wielkim świętem dla całych Ryk i okolicznych wsi

Przywiązanie do wiary i wierność tradycji przodków były dla mieszkańców obowiązkiem. Choć w latach 30. dominowała bieda, każdy starał się, na ile mógł, obchodzić święta wyjątkowo. Sposoby zdobienia gospodarstw i miejsc kultu były dość proste. Trzeba było tylko wygospodarować sobie trochę wolnego czasu, którego gospodarzom stale brakowało. Tamte lata zastały zapamiętane jako piękne i barwne. Do dziś wspomina je mieszkanka Ryk, Adela Nosowska, która opowiedziała naszej redakcji o dawnym obchodzeniu Zielonych Świątek i Bożego Ciała.

Tatarak i lipowe gałęzie

Okres maja lub czerwca, w zależności od tego, kiedy przypadała Wielkanoc, był zdominowany przez święto Zesłania Ducha Świętego. W tradycji katolickiej i ludowej z tymi uroczystościami wiązały się liczne obrzędy. W miasteczku, a zwłaszcza w obejściach panował nieustanny ruch. Szczególną radość miały dzieci. - Pomagały w sprzątaniu podwórka i noszeniu tataraku - opowiada mieszkanka Ryk. Jak zaznacza pani Adela, te dwie czynności były nieodzowne. - Najpierw trzeba było dokładnie wygrabić i wyczyścić podwórko. Okna w domu musiały być pomyte, a ściany pobielone wapnem - przypomina.
Cała ceremonia natomiast wiązała się z dekorowaniem gospodarstwa tatarakiem. - Chodziliśmy po niego całą grupą nad rzekę Zalesiankę. Do ścięcia wybieraliśmy zawsze nie ten wysoki, ale niższy, który zarasta brzegi rzeki. Liście miał podobne do mieczyków. Trzeba było wejść do wody, by go naciąć, więc byliśmy mokrzy, gdy całe pęki tego tataraku nieśliśmy do swoich domów - tłumaczy Nosowska. Później tym tatarakiem członkowie rodziny wyściełali podwórko. Od tataraku było całe zielone, ale nie tylko ono. Podobną dekorację miejscowi urządzali na ścianach domów. - Przybijało się do nich gałęzie lipowe. Lipa miała już w pełni rozwinięte liście, więc ładnie wyglądała na białym tle ścian - zauważa nasza rozmówczyni.

Reklama

Rogi oplecione wiankami

Tak samo jak w obejściach, porządek musiał też panować na ulicy. Wtedy ulice w Rykach nie były takie jak teraz. Na przykład Królewską pokrywały duże „kocie łby”. A zamiast po betonowych trotuarach, mieszkańcy chodzili wydeptanymi ścieżkami. Pozamiatane i wygrabione oba trakty, czekały na święto. Tak samo oczekiwały na nie wysprzątane i ozdobione w bukiety tataraku przydrożne kapliczki. Czystość burzyło tylko wyganiane i zganiane z pastwiska bydło. Ale mieszkańcy od razu naprawiali zaistniały nieporządek.
Ze zwierzętami w czas Zielonych Świątek istniał ciekawy zwyczaj. - Krowy paśliśmy zwykle w lesie. Tym trudnili się przeważnie dzieci i młodzież. Chłopcy mieli wtedy po kilkanaście lat. Chodzili ze scyzorykami i zrobionymi procami, strącając przesiadujące na drzewach wrony i kruki, których wówczas w lesie było pełno. Ale scyzoryki przydawały się i do czegoś innego. W dniu Zielonych Świątek chłopcy ścinali wiotkie, zielone, brzozowe gałązki i wili z nich małe wianki. Te wianki z garścią zieleniny mocowali potem na rogach krów. Wyglądało to tak, że jeden wianek oplatał jeden róg, a drugi siedział na drugim. I tak ozdobione bydło wracało do domostw. Gdy wystrojone krowy wkraczały na równie ozdobione podwórka, widać było, że są to prawdziwe Zielone Świątki - przyznaje pani Adela.

Piwonie prosto z ogrodu

Opowiadając o chrześcijańskim święcie, nie sposób nie wspomnieć o jego kościelnym wymiarze. A ten był bogaty. Nakazem płynącym z prawa kościelnego, ale i z serca, mieszkańcy całymi rodzinami, tłumnie udawali się na msze. Dzieciom wystawiało się nawet stopnie za obecność w kościele. Sama świątynia na ten czas też była należycie wystrojona. - Na posadzce widać było mnóstwo rozłożonego tataraku. Z tej samej rośliny sporządzano bukiety, które ładnie prezentowały się na ołtarzu - opowiada Nosowska.
A po uczestnictwie we mszy koniecznie trzeba było wziąć udział w procesji. Te w Rykach zdarzały się nader często, bo w każdą pierwszą niedzielę miesiąca. Zaś w Zielone Świątki procesja była bardziej liczna. Do kościoła zjeżdżały całe sznury zaprzężonych w konie wozów, bo samochody wtedy nie były powszechne. - Mamy przygotowywały się odpowiednio wcześniej. Musiały pójść na okoliczne łąki, by nazrywać kwiatów. Na łąkach było w tamtych czasach naprawdę kolorowo: rosły duże rumianki i czerwone wiatraczki. Kwitła akacja, a z ogrodów rwało się popularne piwonie - opowiada pani Adela. Tak wyposażone dzieci szły w pochodzie sypiąc płatki kwiatów przed monstrancją. - Wyglądało to bardzo pięknie - zaznacza nasza rozmówczyni. Procesje chodziły dookoła kościoła, a czasem nawet po ulicach. Całość tych bogatych obchodów dopełniały stragany. - Już z daleka słychać było kapiszony - zauważa Nosowska.

Reklama

Niektóre dzieci omdlewały

Niedługo po Zesłaniu Ducha Świętego przychodził czas kolejnego, równie ważnego święta - Bożego Ciała. Przed wojną było ono obchodzone w Rykach bardzo uroczyście. - Chór kościelny śpiewał po łacinie piękne pieśni. Wiatr niósł je nawet na obrzeża miasteczka. W procesji szła też straż i orkiestra, którą wspierali  najbogatsi ryccy mieszkańcy: Marchwiccy, Konarzewscy, Jarmołowie, Skalscy, Kasprzykowie i doktorostwo Kowalscy - wylicza Adela Nosowska. Tak uformowany pochód przemierzał naokoło Rynek, a dzieci sypały kwiaty przed Najświętszym Sakramentem. W opiekę nad nimi włączały się świeckie zakonnice. - Były to szlachetne, starsze panie, które prowadziły dzieci - wyjaśnia mieszkanka Ryk. Ale nie każde dziecko mogło w latach 30. iść w procesji i sypać kwiaty. Na taki zaszczyt mogły liczyć tylko dzieci z bogatych domów. Ich rodziców stać było na białe sukienki i pelerynki. - Pamiętam, że w tamtym czasie kwiaty sypały dzieci m.in. pani Kryczkowej i właściciela majątku, pana Marchwickiego - wspomina Nosowska. Pozostałe dzieci z rodzicami maszerowały w procesji w dalszych rzędach. - Czasami niektóre mdlały, bo był obowiązek, żeby nie jeść nic aż do przyjęcia Komunii świętej - zdradza nasza rozmówczyni.

Wojna przerwała świętowanie

Skoro szła procesja, musiały być i cztery ołtarze. Z nich najpiękniej prezentowały się dwa: kupiecki i przygotowywany przez rodzinę Marchwickich (tzw. dworski). Właściciele majątku dbali o wystrój ołtarza (tę funkcję sprawowała kaplica św. Leonarda). - Sprowadzali kwiaty i ścinali wiele z własnego ogrodu. Na ołtarzu było też dużo owoców. Państwo Marchwiccy mieli wspaniałe sady. Pamiętam, jak na wzgórzu rosły piękne jabłonie: szara reneta i złota reneta, które rodziły wielkie owoce - wspomina pani Adela. Co ciekawe, ołtarz dworski zawierał też ozdoby w postaci warzyw i zbóż. - Mieszkańcy je podziwiali, bo kiedyś warzywa nie były tak popularne jak teraz - zaznacza.
Nie mniej bogato prezentował się ołtarz kupiecki. Wystawienie go przez tę grupę społeczną, było czymś oczywistym. - W Rykach handel kwitł przez lata. Mieszkało to wielu rzeźników i wyrobników. Byli to: Jezierski, Traczyk, Jeżewski, Bieniek, Sieraj, Radzik, Łagowski. Wszyscy należeli do cechu, płacili podatki, ale i pieniądze mieli. Mieli swoje masarnie, skupowali świnie i bydło, które ważyli na oko, ale zawsze waga się zgadzała. Stąd i na bogato wyglądał ich ołtarz na Boże Ciało. Pamiętam, że sama jako dziecko pomagałam im. Pewnego razu bardzo się ucieszyli, gdy przyniosłam duży bukiet piwonii - przyznaje Adela Nosowska.
Tak uroczystym obchodom Zielonych Świątek i Bożego Ciała przyniosła kres wojna i lata okupacji. Po wojnie zwyczaj powrócił, ale nie na długo. Na przeszkodzie tym razem stanęli komuniści.

Reklama

Tomasz Kępka

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 20/05/2026 13:39
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo TwojGlos




Reklama
Najnowsze wiadomości