Skuci za ręce szli na miejsce stracenia żegnając się wzajemnie. 6 marca 1944 r. Niemicy dokonali jednej z największych egzekucji na Lubelszczyźnie. Wśród zamordowanych znaleźli się również mieszkańcy Dęblina, Ryk i okolic
Widok rozstawionych szubienic i wiszących na nich przez trzy dni ofiar bestialskiego mordu przeraził mieszkańców Kurowa. To właśnie w centrum tej miejscowości okupanci wykonali wyrok śmierci będący jednocześnie zemstą na grupie ponad 40 więźniów. Byli wśród nich partyzanci Związku Walki Zbrojnej Armii Krajowej obwodu AK Puławy, obejmującego swym zasięgiem dzisiejsze powiaty: puławski, opolski, rycki i część garwolińskiego.
Bezpośrednią przyczyną zbiorowej egzekucji były wydarzenia sprzed zaledwie trzech dni. W nocy 3 marca 1944 r. na drodze pomiędzy Chrząchowem a Żyrzynem oddział lotny AK dowodzony przez Aleksandra Sarkisowa ps. „Szaruga” zaatakował konwój niemiecki. Zginąć wtedy miał zastępca komendanta obozu na Majdanku oraz dwóch Niemców z SS. Spalony został również samochód osobowy. Wobec podniesienia ręki na tak ważnego oficera, okupanci postanowili dokonać przykładnego odwetu zastraszając innych konspiratorów.
Pech chciał, że za tę brawurową akcję musieli zapłacić życiem żołnierze AK, między innymi z terenu dzisiejszego Dęblina. Wszyscy przebywali dotąd w więzieniu na Zamku Lubelskim (więzienie śledcze policji bezpieczeństwa). Aresztowani zostali w nocy z 23 na 24 stycznia 1944 r. Tamten dramatyczny moment przeszedł do historii jako „Czerwona noc”. „Była to noc strachu i niepewności. Gestapo buszowało po stacji (PKP - przyp. red.) i aresztowało kolegów” - opowiadał po latach sierż. Stanisław Grzęda, ps. „Kret”. „Wszczął się wielki tumult i popłoch. Kto mógł, musiał ratować się ucieczką” - relacjonował ppor. Zygmunt Matysiak ps. „Sęp”.
Tamtej pamiętnej nocy gestapo z Puław i Kazimierza wtargnęło do kilkunastu domów w Dęblinie i okolicy. Z osób, które zastali, aresztowali wszystkich. W tym gronie znaleźli się: sołtys i komendant placówki AK-Irena Wojciech Leśko ps. „Kostka” z Ireny, dowódca plutonu AK kpr. Czesław Witenberg ps. „Wierny” z Dęblina, podoficer gospodarczy Czesław Paszko ps. „Brzoza” z Rycic, kpr. saperów Bolesław Kotlęga ps. „Sap” z Krasnoglin, szef siatki AK w Składnicy Uzbrojenia w Stawach kpr. pchor. Daniel Wardal z Karasiówki, kurier AK Jan Augustyniak ps. „Anzelm”, „Czarny” z Rycic, członek wywiadu AK Władysław Lamek ps. „Orzeł II” z Ireny, nauczyciel i członek wywiadu AK Jan Chabros ps. „Chomik” z Krasnoglin oraz pracownik Składnicy Uzbrojenia w Stawach Edward Witosław ps. „Wilczur” z Julina.
Cała grupa od razu po aresztowaniu została przewieziona do Zamku Lubelskiego, do siedziby gestapo „Pod zegarem”. Każdy z partyzantów przeszedł brutalne przesłuchanie połączone z torturami. Szczególnie okrutnie dręczony był Wojciech Leśko. Ale mimo brutalności oprawców, żaden z aresztowanych nikogo nie wydał.
Zanim skazani zostali wywiezieni na miejsce stracenia, na rynku w Kurowie pojawił się ciężarowy samochód z Niemcami. Żołnierze ustawili na rynku szubienice i rozkazali pracownikom urzędu gminnego porozklejać plakaty obwieszczające egzekucję. Na dużych płachtach papieru okupanci opisali główną przyczynę egzekucji i pełną listę skazanych na powieszenie i rozstrzelanie. Przy każdym nazwisku ofiary mordu znajdował się zapisany (praktycznie we wszystkich przypadkach ten sam) tytuł skazania: za przynależność do zabronionych organizacji.
Zmasakrowanych przesłuchaniami więźniów przywiozły osobne ciężarówki. Partyzanci z wypełnionymi gipsem ustami i związanymi na plecach drutem kolczastym rękoma trafiali od razu na miejsce zbrodni. Świadkowie opowiadali ponoć, że skazańcy schodzili z samochodu w wielkim skupieniu całując się wzajemnie na pożegnanie.
W ten sposób w Kurowie zostało powieszonych 10 osób, w tym mieszkańców Dęblina i okolicy. Z Ireny na szubienicy zawiśli: Wojciech Leśko i Władysław Lemek; z Dęblina: Czesław Witemberg, a z Rycic: Jan Augustyniak i Czesław Paszko.
Na tym egzekucje się nie skończyły. Pozostali jeszcze przy życiu, skatowani więźniowie zostali przewiezieni na skarpę ul. Puławskiej-Nadrzecznej. W tym miejscu nastąpiło ich rozstrzelanie. Śmierć z rąk Niemców poniosło wówczas 34 akowców. Nie brakowało wśród nich też bohaterów z Dęblina i okolic. W gronie zastrzelonych znaleźli się: Bronisław Hinc ps. „Lewandowski” z Ireny (członek ZWZ, żołnierz 15 PP „Wilków”), Józef Mazur z Dęblina (członek ZWZ), Jan Chabros ps. „Chomik”, Albin Kaczyński „Komar” oraz Bronisław Kotlęga „Sap” (członkowie ZWZ, żołnierze 15 p.p. „Wilków”) z Krasnoglin, Franciszek Strzelczyk ps. „Strzała” ze Stężycy (członek ZWZ, żołnierz 15 PP Wilków”), Daniel Wardal z Karasiówki (członek ZWZ) oraz Edward Witosław z Julina (członek ZWZ). Oprócz nich na liście rozstrzelanych znalazły się też osoby z Ryk: nauczyciel Grzegorz Wojtkowski i Lucjan Piątkowski.
Po pokazowej egzekucji ciała skazańców wisiały na szubienicach przez trzy dni. Następnie, podobnie jak rozstrzelanych, kazano je pochować w jednej mogile zbiorowej na leśnej drodze koło wsi Barłogi, którą przepędzano bydło. Dopiero po kilkunastu dniach oddział dyspozycyjny AK por. Zdzisława Targosińskiego ps. „Hektora” dokonał przeniesienia ciał do wspólnej mogiły w lesie należącym do „majątku Kurów”.
Tomasz Kępka
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze