Nie chcąc poddać się wrogowi, postanowili z nim walczyć razem z Polakami. W pierwszych dniach czerwca 1939 r. na dęblińskim lotnisku wylądowała grupa czeskich pilotów
Pogłoski o mogącej nastąpić w nieodległej przyszłości napaści Niemiec na Polskę stawały się coraz wyraźniejsze. O ile jednak Polacy wciąż cieszyli się suwerennością, nie można było tego powiedzieć o sąsiedniej Czechosłowacji. Późną wiosną 1939 r. kraj ze stolicą w Pradze formalnie stał się kolonią niemiecką (Protektoratem Czech i Moraw, którego namiestnikiem został dotychczasowy niemiecki minister spraw zagranicznych Konstantin von Neurath). Trwające od jesieni 1938 r. powolne wchłanianie Czechosłowacji zakończyło się w marcu roku następnego podpisaniem przez prezydenta tego kraju Emila Hachę deklaracji o niestawianiu oporu wobec Niemców. Oznaczało to formalny upadek sąsiada Polski.
Z takim stanem rzeczy nie wszyscy mogli i potrafili się pogodzić. Do tej grupy należeli czechosłowaccy piloci, którzy zbuntowali się i nie chcieli służyć pod hitlerowskim butem. Rozgoryczeni upadkiem państwa awiatorzy postanowili wsiąść w samoloty i udać się do Polski, by w strukturach jej lotnictwa dalej walczyć z Niemcami, gdy nadejdzie taka sposobność. Plan ucieczki udało się zrealizować 7 czerwca. Łącznie w drogę do Polski wybrało się ośmiu lotników służących w 64 Eskadrze 3 Pułku Lotniczego lotnictwa czechosłowackiego. Wystartowali czterema samolotami (jednym Aero-100 i trzema Letow-328) z lotniska w Pieštanach.
Na pokładzie samolotu Aero A-100 znajdowali się: kapral pilot Josef Hrala i plutonowy mechanik Ludevic Iwanic. Obaj po półtoragodzinnym locie wylądowali w Krakowie. Z kolei załogi lecące na trzech samolotach Letow Š-328 obrali lotnisko docelowe nieco bardziej odległe. W maszynach tych znajdowali się: kapral pilot Imrich Gablech, plutonowy mechanik Frantisek Knotek, kapral pilot Josef Knotek, kapral pilot Josef Kana, kapral mechanik Josef Rehak i starszy szeregowy Karol Volach. Cała szóstka po trzygodzinnym locie dotarła szczęśliwie na lotnisko w Dęblinie. Niedługo po nich w Mieście Orląt pojawiła się większa, licząca 93 osoby grupa lotników, którzy mieli tu odbyć szkolenie.
Gdy najczarniejsze obawy o mającej nastąpić inwazji Niemiec na Polskę się spełniły, polskie dowództwo postanowiło skorzystać z czeskiego zasobu. 4 września ze zgrupowanych w Dęblinie lotników zaczęła być formowana Czechosłowacka Eskadra Rozpoznawcza z bazą w Górze Puławskiej. Tworzył ją 60-osobowy zespół ludzi, który otrzymał do dyspozycji jedenaście maszyn typu Potez XXV i RWD-8. Trudna sytuacja wojenna zmuszała jednak formację do ciągłej zmiany miejsc postoju.
Po pierwszych działaniach rozpoznawczych, eskadra została skierowana na lądowisko Krzywda nieopodal Radzynia Podlaskiego. 7 i 9 września kolejnym miejscem stacjonowania były Bełżyce koło Lublina. Następne dni przyniosły ewakuację pilotów do Woli Gałęzowskiej, Piasków Luterskich, Radziechowa i Lubomli. 15 września doszło do przypadkowych strat w sprzęcie. A wszystko przez pogodę. W trakcie dyslokacji na lotnisko w Kiwierce, w pobliżu Kowla, w gęstej mgle zostały bezpowrotnie uszkodzone trzy samoloty. Pech trzymał się Czechów jeszcze następnego dnia. Gdy eskadra przeniosła się do Łucka, zdarzyło się, że maszyna sierżanta Vilema Murcka doznała ataku ze strony polskiej załogi obrony przeciwlotniczej. Na szczęście pilot został tylko lekko ranny, a eskadra przydała się obrońcom Łucka. Z jej usług skorzystali żołnierze znajdujący się pod komendą generała brygady Piotra Skuratowicza. Ostatecznie zaś Czechosłowacka Eskadra Rozpoznawcza zakończyła swój szlak bojowy w Tarnopolu, gdzie została internowana przez Sowietów.
Równolegle z powstaniem eskadry rozpoznawczej, 4 września powstała Eskadra Ćwiczebna Obserwatorów. Jej piloci zostali 7 września przydzieleni do plutonu porucznika pilota obserwatora Zbigniewa Osuchowskiego.
Jednostka porucznika miała swoją bazę na lądowisku w pobliżu majątku Wielkie Sośniewice. Czescy piloci używali pozbawionych uzbrojenia samolotów szkolnych PWS-26 i RWD-8. Podobnie jak w przypadku eskadry rozpoznawczej, również pluton obserwatorów, z przyczyn postępów wojennych, musiał często zmieniać miejsca stacjonowania. Po kilku przebazowaniach wziął udział w dniach 16-18 września w obronie Łucka, a w następnych dniach, do 22 września, lotnicy współpracowali z improwizowanymi oddziałami pod dowództwem Stefana Strzemieńskiego. Co ważne, oprócz zadań rozpoznawczych, pluton dokonywał także ataków na kolumny marszowe przeciwnika, wykorzystując do tego celu zabierane do kabiny granaty ręczne.
Nierówna walka nie trwała jednak długo. 22 września w godzinach popołudniowych, z rozkazu generała Strzemieńskiego, sześć samolotów należących do plutonu znalazło się w drodze ku granicy z Rumunią. Lotnicy dotarli do Kamionki Strumiłłowej, gdzie zostali internowani.
Chociaż Wojna Obronna 1939 r. zakończyła się porażką, czescy piloci, podobnie jak polscy wykazali się odwagą. Sprzymierzeni lotnicy, według statystyk, łącznie odbyli ponad czterysta lotów (1500 godzin). Za okazane męstwo porucznik pilot Osuchowski przedstawił do odznaczenia Krzyżem Walecznych plutonowych Františka i Pavlovica oraz kaprala Balejkę. Kolejni piloci za udział w Kampanii Wrześniowej zostali odznaczeni rozkazem Naczelnego Wodza w 1941 r. Byli to: V. Fisher, Vojtisek, V. Jelinek, Broz, Ćermak, Jar. Kamarad, Leo Herbaćka, Francisek Naxera, Josef Rehak. Wszyscy służyli wówczas na terenie Wielkiej Brytanii.
Na koniec warto jeszcze wspomnieć o znanych z nazwiska czesko-słowackich lotnikach, poległych w czasie wrześniowych walk w 1939 r. Straty sojuszników przedstawiały się wtedy następująco: czterech poległych 2 września pod bombami w Dęblinie - Stefan Kurka, Zdenek Rous, Ondrej Sandor, Vaclav Pesicka i jeden żołnierz poległy 15 września - aspirant Vitĕzslav Grübaum.
Natomiast wśród odnotowanych rannych należy wymienić sześciu pilotów: Viktora Kruchę, Miloslava Stepanka, Victora Hekla, Josefa Kominka (ranny 2 września), Vilema Murcka (15 września) oraz Josefa Sehnala (21 września).
MAREK, opr. Tomasz Kępka
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze