Reklama

W naszej branży będziemy ostatnimi, którzy "zgaszą światło"

Jak w czasach zahamowania gospodarki radzi sobie jeden z największych na świecie producentów kwiatów? Jarosław Ptaszek ze Stężycy zapowiada, że do końca kryzysu będzie walczył o utrzymanie każdego miejsca pracy w JMP Flowers

Sztandarowym produktem w ofercie JMP Flowers są orchidee Phalaenopsis. Ich ojczyzną są kraje Dalekiego Wschodu, które na początku stulecia zostały dotknięte epidemią koronawirusa SARS. Czy wyciągnęły wnioski z ówczesnej epidemii?

Ja i moi współpracownicy często jeździmy na targi i konferencje branżowe do Tajwanu, Chińskiej Republiki Ludowej, Japonii czy Korei Południowej. Wypracowane przez nich wówczas procedury i standardy pracy okazały się niezwykle skuteczne w przypadku COVID19. Przykładowo na Tajwanie, znajdującym się blisko epicentrum epidemii, obecnie nie notuje się nowych zachorowań, a przez cztery miesiące zaraziło się tam tylko 400 osób, czyli tyle ile notuje się w Polsce jednego dnia. Należy zauważyć, że szkoły, muzea, świątynie, hotele i restauracje nie były tam zamknięte nawet na jeden dzień. W kraju tym starano się za wszelką cenę ratować gospodarkę i związane z nią miejsca pracy, a jednocześnie położono ogromny nacisk na higienę i profilaktykę.

Reklama

Jak JMP Flowers radzi sobie w czasie pandemii?

Jeszcze na początku marca poprosiliśmy naszych kooperantów z Tajwanu, aby udostępnili nam swoje procedury higieniczne i wdrożyliśmy je w naszych zakładach w Stężycy, a także w naszych przedstawicielstwach w Austrii i Federacji Rosyjskiej. Przede wszystkim już w połowie marca, wbrew ówczesnym zaleceniom władz, zamówiliśmy maseczki ochronne dla pracowników (co okazało się nie lada wyzwaniem). Podzieliliśmy załogę i kadrę na dwie zmiany. Między zmianami jest pół godziny przerwy, aby był czas na dezynfekcję i przewietrzenie pomieszczeń, a pracownicy z dwóch zmian nie spotykali się w szatniach. Ograniczyliśmy ilość osób mogących znajdować się w jednym pomieszczeniu jednocześnie. Wszystkie osoby wjeżdżające na teren zakładu mają mierzoną temperaturę ciała. Zalecamy pracownikom, nie tylko dokładne mycie rąk, ale także dezynfekcję telefonów komórkowych, klawiatur, klamek, kierownic i desek rozdzielczych w samochodach. W sumie wprowadziliśmy kilkadziesiąt zmian w instrukcjach pracy i procedurach wewnętrznych, aby chronić załogę przed ryzykiem infekcji. Wzorem naszych kolegów z Tajwanu, kładziemy ogromny nacisk na docenianie osób, które zgłoszą się z objawami jakichkolwiek dolegliwości. W Chinach przyznanie się do choroby jest uznawane za akt odwagi i odpowiedzialności społecznej. Objawów nie należy ukrywać. Słyszałem o przypadku z Piotrkowa Trybunalskiego, gdzie osoba powracająca z zagranicy nie przyznała się do choroby i zaraziła większość współpracowników w swoim zakładzie pracy.

Reklama

Czy Pańska firma musiała ograniczyć eksport towarów?

Przez kilka tygodni bardzo dotkliwy był spadek eksportu do Austrii, gdzie na kilka tygodni zamknięto wszystkie kwiaciarnie. Tam jednak epidemia już szybko wygasa, więc władze zdecydowały się na „odmrożenie” gospodarki i sprzedaż kwiatów powoli wraca do normy. Klienci z Rosji odbierają regularnie zamówione rośliny, jednak odczuwalny jest słabnący kurs rubla spowodowany zawirowaniami na rynku ropy naftowej. Marka kwiatów ze Stężycy jest w Europie jednak tak silna, że jesteśmy obecnie w stanie sprzedać całą naszą produkcję. Z wielką troską i przykrością muszę jednak stwierdzić, że wielu polskich producentów kwiatów jest zmuszonych wyrzucać całą swoją wiosenną produkcję, gdyż nie wytrzymują konkurencji ze strony wysokiej jakości roślin importowanych, sprzedawanych na polskim rynku poniżej kosztów produkcji.

Reklama

Wielu ekonomistów mówi, że prawdziwy kryzys dopiero przed nami...

W obecnej sytuacji priorytetem dla wszystkich przedsiębiorstw jest zachowanie płynności finansowej. Znam firmy bardzo rentowne, które zbankrutowały, gdy nagle skończyła im się gotówka. Znam też firmy, które przez dziesięciolecia generowały straty, ale wciąż trwały, gdyż utrzymywały się z wyprzedaży majątku lub oszczędności z lat poprzednich.

Chciałbym w tym miejscu podkreślić, że polskiej gospodarki nie zatrzymał żaden wirus, tylko rozporządzenia Rady Ministrów i teraz od decyzji rządu zależy, jak przedsiębiorcy poradzą sobie z kryzysem.

Reklama

Zna Pan sytuację branży w innych krajach?

Prawie codziennie rozmawiam z dostawcami i kolegami ogrodnikami z Holandii. Tam rząd jeszcze przed zatrzymaniem gospodarki zapewnił przedsiębiorcom realne gwarancje bankowe i możliwość szybkiego uzyskania komercyjnych kredytów obrotowych gwarantowanych przez państwo. Dodatkowo zniesiono czasowo sankcje karne dla przedsiębiorców za niepłacenie większości podatków i danin, z podatkiem VAT włącznie. Dzięki temu przedsiębiorca, który jest w potrzebie, może bezkarnie wziąć „kredyt podatkowy”. Ci przedsiębiorcy, których na to stać, płacą podatki w terminie, gdyż nie chcą ponosić dodatkowych kosztów odsetek karnych. Dzięki tym prostym metodom bez potrzeby wprowadzania kolejnych skomplikowanych „tarcz antykryzysowych” nie dochodzi w ich gospodarce do spirali niewypłacalności i przerwania łańcuchów dostaw, budowanych z takim wysiłkiem przez lata. Jeżeli kryzys będzie się przedłużać, Ci którzy przetrwają wykupią za bezcen tych, którym skończy się gotówka tej jesieni. Obawiam się, że już w przyszłym roku bardzo dużo polskich przedsiębiorstw, budowanych przez dziesięciolecia, padnie łupem chińskich i amerykańskich funduszy inwestycyjnych.

Reklama

Dla Pana szczęściem w nieszczęściu jest to, że paraliż gospodarki nastąpił już po Walentynkach i Dniu Kobiet…

Tak. Te święta okazały się dla JMP Flowers rekordowe pod względem przychodów. Mieliśmy też zabezpieczone fundusze na kolejne projekty inwestycje, które teraz trzeba będzie niestety opóźnić o kilka lat. Dzięki temu jestem na razie spokojny o los firmy. Wszystko jednak zależy od decyzji władz. Jeżeli paraliż gospodarki potrwa jeszcze kilka miesięcy, należy się spodziewać serii bankructw tysięcy polskich przedsiębiorstw, rekordowego bezrobocia i inflacji, pogorszenia standardu życia Polaków. W takich warunkach będzie bardzo trudno przetrwać nawet najsilniejszym przedsiębiorstwom. Widząc jak wielką przemianę przeszło nasze przedsiębiorstwo w ostatnich dwóch latach pod względem organizacji i efektywności produkcji oraz redukcji kosztów energii, uważam, że w naszej branży będziemy ostatnimi, którzy będą „gasić światło”. Z natury zawsze byłem jednak optymistą i będziemy starać się nadrobić straty w drugim półroczu i może nawet wygenerować zysk na koniec roku.

Reklama

Czy odgórne wyhamowanie gospodarki wymusiło likwidację etatów w JMP Flowers? Czy w ramach ochrony przed kryzysem są plany zwolnienia pracowników?

JMP Flowers jest bardzo prężną i szybko rozwijającą się firmą. Aby sprostać nowym wyzwaniom rynkowym, co kilka lat przeprowadzamy restrukturyzację struktury organizacyjnej firmy. Wiąże się to ze zmianami personalnymi. W tak dużym zakładzie pracy jak nasz występuje także kilkuprocentowa naturalna rotacja pracowników, wynikająca z wchodzenia w wiek emerytalny, zmian miejsca zamieszkania, zmieniającego się stanu cywilnego pracowników, wygasających pozwoleń na pracę. Dlatego można powiedzieć, że rozstało się z nami w tym roku kilkudziesięciu pracowników. Wynikało to jednak z decyzji i umów zwartych jeszcze w 2019 roku.

Reklama

Już w połowie marca przekazałem moim podwładnym jasny komunikat, że mimo spodziewanego paraliżu gospodarki, będziemy do samego końca kryzysu walczyć o utrzymanie każdego miejsca pracy w JMP Flowers, bez względu na staż pracy, narodowość czy kolor skóry.

Jak Pan myśli, kiedy sytuacja się unormuje i czy jeszcze będzie tak dobrze, jak przed pandemią?

Nie wiem. Gdybym wiedział, wiedziałbym też, czy i kiedy podpisywać kolejny kontrakt, czy kupować surowce i kolejne maszyny, czy i w jakiej kwocie brać kolejny kredyt. W warunkach takiej niepewności nie można nic zaplanować.Nie można też skutecznie zarządzać. Gdyby ktoś dziś mi podał wiarygodną datę „odmrożenia” gospodarki, byłaby to informacja cenniejsza, niż jakakolwiek „tarcza antykryzysowa”. Pewne obecnie jest jedno - straty dla gospodarki są już nie do odrobienia. Jest już niemal pewne, że wiele z i tak dość nielicznych przedsiębiorstw w powiecie ryckim na zawsze zamknie działalność. Na tej liście jest kilku naszych kooperantów. Z doświadczenia wiem, jak wielu lat potrzeba na zbudowanie firmy i jak wiele wysiłku trzeba włożyć na stworzenie nowych stanowisk pracy, znalezienie godnych zaufania dostawców i rzetelnych klientów. Jeżeli ta sieć zaczyna się rwać, bardzo trudno jest ją odbudować. To tak jakby nagle stłuc porcelanową filiżankę, a potem posklejać ją, przeprosić i udawać, że nic się nie stało.

Reklama

Pandemia zbiera swoje żniwo nie tylko w gospodarce. Myśli Pan, że społeczne skutki obecnej sytuacji da się przywrócić do „stanu sprzed”?

Ze społecznego punktu widzenia epidemia oddaliła nas od siebie. Obecnie więcej czasu spędzamy przed ekranami komputerów, a coraz mniej okazji mamy na swobodną rozmowę i dyskusję z przyjaciółmi i rodziną. Przez kilka lat mają być ograniczenia w organizacji spotkań publicznych, festynów i wydarzeń kulturalnych. Pewne nowe wzorce kulturowe i zasady etykiety w relacjach międzyludzkich pozostaną z nami już na zawsze. Nie pozostaje nic innego tylko nauczyć się żyć w nowej rzeczywistości. W czasach social distancingu, w których fizyczna obecność z bliskimi jest często niemożliwa, okazywanie pozytywnych emocji, pamięci, ciepła i czułości jest utrudnione. Dziś wręczanie kwiatów wydaje się być ważniejsze niż kiedykolwiek.

Reklama

 

 

Rozmawiała Marlena Kuna

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    natura - niezalogowany 2020-04-28 23:44:41

    Akurat światło to mogliby zgasić.

    Przez te szklarnie Stężyca zaświetla nocne niebo bardziej niż duże miasta jak np Radom czy Lublin!

    Proszę spojrzeć mapę zanieczyszczenia nieba: www.lightpollutionmap.info


    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo TwojGlos




Reklama
Najnowsze wiadomości