Chodzi o opisywaną przez nas historię pani prawnik, która doradzała Dariuszowi Cenklowi, podczas zawirowań powyborczych w Dęblinie z 2010 roku. Beata Siedlecka złożyła w sądzie pozew przeciwko Edycie W., żonie burmistrza Dęblina Stanisława Włodarczyka z oskarżenia prywatnego. Wcześniej w tej sprawie prokuratura rycka umorzyła postępowanie.
Był 23 lutego 2011 roku. Mecenas Siedlecka zauważyła w swojej skrzynce pocztowej korespondencję. W skrzynce znajdował się list, którego nadawcą miał być niejaki Wincenty Mikusek z ulicy Asnyka w Dęblinie. "Przeczytaj uważnie nasz list i wyciąg wnioski. Nasza cierpliwość zaczyna się kończyć. Przestań się przypier... do prawidłowo wybranego burmistrza Włodarczyka. Dajemy ci jeszcze kilkanaście dni na wycofanie odwołań z sądów. Wiemy, ze to wszystko jest kurw... twoja robota. Jeśli będziesz dalej tak robić to ci pierd... gnaty połamiemy i nie tylko (...). Zrób to co ci radzimy - chyba że chcesz zostać kaleką lub iść do piachu - wybór należy do ciebie" - pisał autor korespondencji.
Pani mecenas zamarła. Od razu postanowiła zgłosić sprawę na policję. Wprost ktoś groził jej kalectwem lub śmiercią. Wiadomo, że nie był to Wincenty Mikusek, bo takie imię i nazwisko widniało w miejscu nadawcy. Taki człowiek mieszkał na tej ulicy, ale nie żyje już od wielu lat.
- Od razu pomyślałam, że autorem listu musi być ktoś z otoczenia burmistrza Włodarczyka - mówi Beata Siedlecka. Sprawą zajęła się Prokuratura Rejonowa w Rykach. Wszczęto dochodzenie w kierunku artykułu 191 kodeksu karnego, tj. o groźby karalne mające na celu wymuszenie określonego zachowania. Przestępstwo to jest zagrożone karą pozbawienia wolności do lat 3.
Prokuratura w ramach prowadzonego śledztwa zleciła biegłemu wydanie opinii grafologicznej. Grafolog przebadał próbki podpisów kilku osób, w tym m.in. samej pani mecenas, burmistrza Stanisława Włodarczyka, jego zastępcy Grażyny Maziarek, sekretarza miasta Marka Basaja, prezesa MZGK Dariusza Wojdata oraz żony burmistrza Edyty W.
- Chciałbym zdecydowanie oświadczyć, że ten list nie wyszedł od nikogo z mojego otoczenia - zapewniał Stanisław Włodarczyk. Podkreślił również, że w zaistniałej sytuacji to jemu najbardziej zależało, aby autor tego listu został wykryty.
Grafolog wydał opinię, w której stwierdził, że żadna z "badanych" osób nie jest autorem listu z pogróżkami. Prokuratura wydała postanowienie o umorzeniu postępowania. Mecenas Siedlecka nie dała jednak za wygraną. Złożyła do sądu zażalenie na decyzję prokuratury, ale zostało ono oddalone. Postanowiła wywołać prywatną opinię innego grafologa. Opinia była dość zaskakująca, a co więcej różniła się od opinii wydanej przez biegłego sądowego. Pani grafolog z wysokim prawdopodobieństwem stwierdziła, że list został napisany przez Edytę W. Taka opinia była podstawą do złożenia pozwu w sądzie. Tym razem z oskarżenia prywatnego o czyn z artykułu 216 kodeksu karnego, tj. znieważenia innej osoby.
Sprawę rozpatruje II Wydział Karny Sądu Rejonowego w Rykach. Rozprawa odbywa się za zamkniętymi drzwiami. Beata Siedlecka poinformowała, że sędzia przychyliła się do wniosku dowodowego strony skarżącej o wywołanie trzeciej opinii grafologicznej. Najprawdopodobniej zostanie ona przeprowadzona przez Instytut Ekspertyz Sądowych im. prof. dra Jana Sehna w Krakowie, jednej z najbardziej renomowanych instytucji tego typu w Polsce.
- Żadnych komentarzy. Wyrok jeszcze nie zapadł - oznajmiła Edyta W. opuszczając salę rozpraw ryckiego sądu.
Komentarze