Reklama

Czy żona burmistrza groziła śmiercią pani mecenas?

01/02/2014 13:11
Chodzi o opisywaną przez nas historię pani prawnik, która doradzała Dariuszowi Cenklowi, podczas zawirowań powyborczych w Dęblinie z 2010 roku. Beata Siedlecka złożyła w sądzie pozew przeciwko Edycie W., żonie burmistrza Dęblina Stanisława Włodarczyka z oskarżenia prywatnego. Wcześniej w tej sprawie prokuratura rycka umorzyła postępowanie.

Był 23 lutego 2011 roku. Mecenas Siedlecka zauważyła w swojej skrzynce pocztowej korespondencję. W skrzynce znajdował się list, którego nadawcą miał być niejaki Wincenty Mikusek z ulicy Asnyka w Dęblinie. "Przeczytaj uważnie nasz list i wyciąg wnioski. Nasza cierpliwość zaczyna się kończyć. Przestań się przypier... do prawidłowo wybranego burmistrza Włodarczyka. Dajemy ci jeszcze kilkanaście dni na wycofanie odwołań z sądów. Wiemy, ze to wszystko jest kurw... twoja robota. Jeśli będziesz dalej tak robić to ci pierd... gnaty połamiemy i nie tylko (...). Zrób to co ci radzimy - chyba że chcesz zostać kaleką lub iść do piachu - wybór należy do ciebie" - pisał autor korespondencji.

Pani mecenas zamarła. Od razu postanowiła zgłosić sprawę na policję. Wprost ktoś groził jej kalectwem lub śmiercią. Wiadomo, że nie był to Wincenty Mikusek, bo takie imię i nazwisko widniało w miejscu nadawcy. Taki człowiek mieszkał na tej ulicy, ale nie żyje już od wielu lat.

- Od razu pomyślałam, że autorem listu musi być ktoś z otoczenia burmistrza Włodarczyka - mówi Beata Siedlecka. Sprawą zajęła się Prokuratura Rejonowa w Rykach. Wszczęto dochodzenie w kierunku artykułu 191 kodeksu karnego, tj. o groźby karalne mające na celu wymuszenie określonego zachowania. Przestępstwo to jest zagrożone karą pozbawienia wolności do lat 3.

Prokuratura w ramach prowadzonego śledztwa zleciła biegłemu wydanie opinii grafologicznej. Grafolog przebadał próbki podpisów kilku osób, w tym m.in. samej pani mecenas, burmistrza Stanisława Włodarczyka, jego zastępcy Grażyny Maziarek, sekretarza miasta Marka Basaja, prezesa MZGK Dariusza Wojdata oraz żony burmistrza Edyty W.

- Chciałbym zdecydowanie oświadczyć, że ten list nie wyszedł od nikogo z mojego otoczenia - zapewniał Stanisław Włodarczyk. Podkreślił również, że w zaistniałej sytuacji to jemu najbardziej zależało, aby autor tego listu został wykryty.

Grafolog wydał opinię, w której stwierdził, że żadna z "badanych" osób nie jest autorem listu z pogróżkami. Prokuratura wydała postanowienie o umorzeniu postępowania. Mecenas Siedlecka nie dała jednak za wygraną. Złożyła do sądu zażalenie na decyzję prokuratury, ale zostało ono oddalone. Postanowiła wywołać prywatną opinię innego grafologa. Opinia była dość zaskakująca, a co więcej różniła się od opinii wydanej przez biegłego sądowego. Pani grafolog z wysokim  prawdopodobieństwem stwierdziła, że list został napisany przez Edytę W. Taka opinia była podstawą do złożenia pozwu w sądzie. Tym razem z oskarżenia prywatnego o czyn z artykułu 216 kodeksu karnego, tj. znieważenia innej osoby.

Sprawę rozpatruje II Wydział Karny Sądu Rejonowego w Rykach. Rozprawa odbywa się za zamkniętymi drzwiami. Beata Siedlecka poinformowała, że sędzia przychyliła się do wniosku dowodowego strony skarżącej o wywołanie trzeciej opinii grafologicznej. Najprawdopodobniej zostanie ona przeprowadzona przez Instytut Ekspertyz Sądowych im. prof. dra Jana Sehna w Krakowie, jednej z najbardziej renomowanych instytucji tego typu w Polsce.

- Żadnych komentarzy. Wyrok jeszcze nie zapadł - oznajmiła Edyta W. opuszczając salę rozpraw ryckiego sądu.
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo TwojGlos




Reklama
Najnowsze wiadomości