Strażacy z Ułęża od kilku tygodniu zmagają się z pożarami nieużytków rolnych na terenie gminy. - W tym roku są bardzo częste. Wyjeżdżaliśmy już 10 razy - mówi Rafał Gągała
Do tej pory do płonących traw druhowie mieli 10 wyjazdów. Tylko w kwietniu było ich osiem. Niestety, gdy tylko robi się cieplej, strażacy mają ręce pełne roboty. Wiosną wzrasta liczba pożarów na łąkach i nieużytkach. Ludzie wypalają trawy w niekontrolowany sposób. Suche pozostałości roślin ogień trawi w mgnieniu oka.
Na terenie gminy Ułęż najczęściej paliło się w Drążgowie, Białkach Dolnych i Żabiance. Zdarzało się i tak, że pożary wybuchały dzień po dniu, a nawet jeden po drugim. Największy pożar, w jakim brała udział w tym roku ułęska jednostka miał miejsce nad Wieprzem. Płonęły suche trawy, krzewy i drzewa. - Tego dnia gasiliśmy pożar w okolicy rzeki. Działania już dobiegały końca, gdy zauważyliśmy unoszący się gęsty dym ok. 500 metrów od nas, który rozprzestrzeniał się w kierunku Żabianki - relacjonuje Rafał Gągała. Druhowie pojechali tam, żeby sprawdzić teren. Na miejscu zastali przerażający widok. Okazało się, że znów płonie trawa. Łącznie działania trwały 6 godzin, zużywając blisko 16 tys. litrów wody. Spłonęło ok. 1,5 ha nieużytków.
- Najgorszym sprzymierzeńcem pożarów traw jest silny wiatr, przez który płomienie bardzo szybko się rozprzestrzeniają - oznajmia Gągała. Strażakom nie sprzyja też gęsty dym unoszący się dookoła, który ogranicza widoczność. Dodatkowym utrudnieniem jest susza, przez którą rośliny są wyschnięte "na pieprz" i łatwo płoną. Bywa też tak, że samochód strażacki nie może dojechać bezpośrednio do miejsca zdarzenia. - Nie można podać wtedy prądów wody wprost na ogień. Wtedy działania prowadzimy przy pomocy tłumic, co jest bardzo niebezpieczne, bo wiatr może zmienić kierunek i skierować ogień wprost na nas - wyjaśnia strażak. - Poza tym będąc blisko ognia odczuwa się wysoką temperaturę - dodaje. W takich chwilach trzeba działać szybko. - Zawsze towarzyszy strach, ale czasem działa na korzyść, bo pozwala w odpowiedniej chwili wycofać się z niebezpiecznej sytuacji - kończy. Strażacy martwią się, że sezon na wypalanie traw się nie zakończył i pewnie syreny zawyją jeszcze nie raz.
Wiosenne pożary traw to prawdziwa zmora. - W ostatnich latach pożarów niestety przybywa - mówi mł. bryg. Jarosław Lasek, oficer prasowy KP PSP w Rykach. - Pożary traw uzależnione są od pogody. Jeśli na przełomie zimy i wiosny jest dużo deszczów, to warunki sprzyjające pożarom są mniejsze - dodaje.
Każdy wyjazd strażaków generuje koszty. - Do pożarów dochodzi przeważnie przez nieumyślność. Jeśli pali się trawa, strażacy muszą tam pojechać. W międzyczasie może dojść do innego zdarzenia, gdzie byliby bardziej potrzebni - uczula mł. bryg. Lasek. Przestrzega też, że pożar trawy rozprzestrzenia się z prędkością około 20 km/h. Wystarczy większy wiatr, żeby żywioł wymknął się spod kontroli. - Ogień może przenieść się na budynki i lasy. Stanowi bezpośrednie zagrożenie dla zdrowia i życia - przestrzega.
Za wypalanie traw grozi kara grzywny do 5 tys. zł. Jeśli zdarzenie zagraża życiu lub zdrowiu, sprawca może trafić do więzienia na 10 lat.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze