Chwała pasjonatom, którzy zorganizowali w Forcie Mierzwiączka festiwal "Projekt Masow 2019. Patrzymy w przyszłość". Zapowiedź tego wydarzenia przeczytałem w ostatnim "TG". Wszystko byłoby super, gdyby nie, moim zdaniem zupełnie niepotrzebne, używanie w tym artykule zapożyczeń z języka angielskiego. W dwóch krótkich zdaniach doliczyłem się pięciu takich zwrotów. Oczywiście nie mam nic przeciwko poznawaniu czy nauce języka angielskiego, ale używanie w potocznym języku takich "bohomazów" uważam za niepotrzebne. Są przecież w naszym języku odpowiedniki, może nie tak "światowe", ale za to dla wszystkich zrozumiałe. Mapping (tu błąd w artykule), to po prostu projekcja, strefa chillout to strefa relaksu, event to wydarzenie. Nie bardzo wiem co mają znaczyć w tym kontekście wygodne meble eventowe. Foodtrucki to po prostu ruchome bary, a suweniry to pamiątki. Nie mogłem się doszukać informacji co znaczy w zdaniu zmęczonych całonocnym ravem, ale myślę, że dałoby się to też zastąpić polskim odpowiednikiem. Takie, przepraszam, zaśmiecanie języka, to zupełnie nietrafiona nauka angielskiego. Dostatecznie dużo jest takich i podobnych zwrotów w prasie kolorowej, internecie, komercyjnych telewizjach czy języku potocznym. Prasa lokalna nie musi koniecznie za tym "trendem" podążać. Nie jest to ani "światowe" ani nowoczesne.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze